Oglądasz posty znalezione dla słów: uroczyste zakończenie klas szóstych
|
| Wiadomość |
Pod Pijanym Gumochłonem XXIV czyli Knajpa Jaśminowa :)
|
Burza była istotnie zacna, i przy okazji to pewnie ona jest odpowiedzialna za brak sygnalizacji świetlnej na Odrowąża dziś rano.
Ale trawnik nam podlało, może choć trochę odbije. Bo na razie to powoli przestaje zasługiwać na swoją nazwę.
Byłem w piątek na zakończeniu szóstych klas u syna w szkole. Ło matko i ojcze, na tak nudnej uroczystości dawno nie miałem okazji być! Patos kondensował się w powietrzu i skraplał na płaskich powierzchniach. Próbka: "poznacie nowych nauczycieli, którzy będą przed wami otwierać kolejne księgi wiedzy" i w ten deseń prawie przez cały czas. Chwilami trochę mi to Umbridge zajeżdżało, bo też coś było o uśmiechniętych buziach. Do tego pląsy i śpiewy i jako tło slajdy z projektora. A dzieciarnia i tak myślała tylko o tym, żeby dostać wreszcie te swoje kwity i móc sobie stamtąd pójść w cholerę
|
| |
|
|
Ukończenie klasy.
|
II gimnazjum skończyłam, ale płakać nie płakałam, tylko smutno mi się zrobiło, że go nie zobaczę przez dwa miesiące. Po podstawówce też nie ryczałam, może dlatego, że byłam z moją klasą tylko 3 lata - w pierwszej, drugiej i szóstej klasie. Jak byłam w Belgii, to też na płacz się nie zanosiło może dlatego, że tam po prostu nie ma uroczystych zakończeń. Poza tym nikt za mną nie przepadał, to co ja się będę wzruszać.
|
Harry Potter i śmiertelne Relikwie - spoilery
|
A ja tam Rona rozumiem. Głodny był, to i zły. Poza tym Ron musiał w lkońcu wybuchnąć - zawsze był "na przyczepkę", zawsze najsłabszy z całej trójki. Przyzwyczajony do ciepła, dobrego jedzenia i mamy, nagle musiał dorosnąć. Złe działanie Horkruksa pogłębiło jego frustrację i wybuchł. Bum. Ale wrócił, pomógł Harry'emu zdobyć miecz Gryffindora...
Czuję niedosyt, bo zabrakło mi obrazu świata po wojnie. Obrazu zniszczeń, i tego jak czarodziejska Anglia podnosi się z kolan. A najbardziej brakuje mi tej uroczystości, którą sobie wyśniłam po zakończeniu szóstego tomu. To się pogłębiło po lekturze rozdziału, w którym ginie Fred, Lupinowie i młody Colin Creevey. Zamarzyła mi się scena, w której przyznaje się im Order Merlina Pierwszej Klasy, albo, jak w ff-ach Arthura Weasleya, tytuł Bohatera Magicznej Anglii (w skrócie - Bomang). Za brak tej sceny jestem zła na Rowling.
Z drugiej strony jestem jej wdzięczna za postać Neville'a - tego, jak wydoroślał, zmężniał i stał się potężnym czarodziejem, zdolnym zniszczyć jednego z Horkruksów, postawić się Voldemortowi, walczyć jak niejeden auror.
I dobra była scena walki Bellatriks z Molly Weasley. Chciałabym to zobaczyć w filmie, to by było lepsze niż "Kill Bill". Molly skojarzyła mi się ze smoczycą, broniącą swoich jaj. To było piękne.
|
szkoła podstawowa w SL
|
Dlaczego w szkole podst. w Suchym Lesie nie organizuje się zakończenia roku, tak jak w innych szkołach, np. w Gimnazjum sucholeskim tzn. uroczyście??? Czy rozdanie dzieciom świadectw w klasach wystarczy? Tylko szóste klasy na to zasługują? Dlaczego nie wyróżnia się uczniów klas od 1 - 5 za szczególne osiągnięcia w nauce? Jak zmobilizowa dzieci do nauki, skoro na koniec roku nie dostaną nawet małej książki za bardzo dobre wyniki w nauce i wzorowe zachowanie, albo odznaki jak to się robi w innych szkołach, nie mówiąc już o listach gratulacyjnych dla rodziców?! Może pani dyrektor zasięgnie informacji jak to sie robi w pobliskim gimnazjum, lub w innych szkołach. Dzieci czułyby się wtedy bardziej zmotywowane do nauki. Pochwały czynią cuda, zwłaszcza w tym wieku.
|
| |
|
|
Bieg Pamięci 2009
|
IV Bieg Pamięci im. Józefa Nojego Oświęcim 31 stycznia 2009 r
Regulamin Biegu
1. Cel imprezy:
• złożenie hołdu pomordowanym w KL Auschwitz-Birkenau • uczczenie 64 Rocznicy Wyzwolenia Oświęcimia • obchody Święta Patrona Szkoły • propagowanie biegania jako najdostępniejszej formy sportu • integracja środowiska biegaczy
2. Organizator:
Oświęcimski Klub Biegacza „ Zadyszka” 32-600 Oświęcim ul. Legionów 15
Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi Nr 5 im. Ofiar Oświęcimia w Oświęcimiu 32-600 Oświęcim ul. Kalicińskiego 5
3. Termin i miejsce:
31 stycznia 2009 r w Oświęcimiu
4. Zasady uczestnictwa:
• w biegu uczestniczy ok. 50 osób • wszystkich uczestników biegu obowiązuje przestrzeganie przepisów kodeksu drogowego, • trasę ( 8 km) należy pokonywać w zwartej grupie, dostosowując tempo biegu do najwolniejszego z uczestników, • w czasie trwania biegu na całej trasie uczestników obowiązuje kulturalne. sportowe zachowanie, godna postawa i koleżeńska pomoc wszystkim innym współuczestnikom,
5. Świadczenia organizatorów:
• szatnie z pełnym węzłem sanitarnym • gorący poczęstunek • pamiątkowy dyplom • zabezpieczenie trasy biegu • opieka nad dzieckiem w przypadku takiej konieczności
Impreza bez wpisowego !
6. Zgłoszenia:
- do dnia 26 stycznia 2009 r. pod numery telefonu: 602589103 lub 502752959 - lub na adres internetowy: kbzadyszka@wp.pl
7. Program imprezy:
09.30 -otwarcie biura zawodów w SP 5 w Oświęcimiu 10.00 -uroczyste powitanie uczestników • powitanie przez Dyr.. Biegu • wystąpienie P. Dyr. Szkoły • krótki referat pracownika Muzeum 10.15 – 11.40 -bieg wyznaczoną trasą na dystansie 8 km
równocześnie na sali gimnastycznej ma miejsce rywalizacja 6- osobowych sztafet uczniów klas szóstych SP 5 – 45 minut
12.00 -poczęstunek i projekcja multimedialna 13.00 – 13.10 -uroczyste zakończenie
|
TOYOTA 2008 MICRO CLASS WORLD CHAMPIONSHIP - DZIEŃ 4
|
Czwarty dzień 32 Mistrzostw Świata Klasy Micro - TOYOTA 2008 MICRO CLASS WORLD CHAMPIONSHIP, to dwa około godzinne wyścigi, rozegrane przy wietrze 3-4 Bf. Miejscami wiatr przybierał na sile, szczególnie przed startem do pierwszego w tym dniu wyścigu. Jak zwykle, również tego dnia, trasa wyścigów ustawiona została pobliżu sopockiego molo, co w połączeniu ze wspaniałą, żeglarską pogodą, stwarzało malowniczy obraz dla coraz liczniej zbierającej się na końcu molo publiczności. W klasyfikacji generalnej oba biegi wygrała załoga POL 77 w składzie: Piotr Tarnacki, Jerzy Chodubski, Bohdan Goralski przed Viechesławem Frolovem na RUS 77 z załogą: Maxim Taranov i Sergejs Filatovs. Tym samym, Polacy praktycznie zdobyli czwarty w swojej karierze tytuł Mistrza Świata, wygrywając jak dotąd wszystkie wyścigi! Trzecie miejsce utrzymuje załoga RUS 177: Alexey Buzyna, Evgeniy Nikiforov, Mikhail Ponomarev, przed Francuzami FRA-4000: Robert Humbert, Blandine Gallois, Herve Chastel. Załoga POL 28: Roberta Kresło kończy oba biegi czwartego dnia na piątej pozycji, plasując się również na piątej pozycji w klasyfikacji generalnej po dziewięciu wyścigach. Szóste miejsce zajmuje POL 62 Arkadiusza Sendlewskiego. Po dziewięciu wyścigach, w dywizji cruiser, w której startuje 30 jachtów, pierwsze miejsce z dużą przewagą utrzymuje rosyjska załoga RUS 110 Gennadiy Svistunov, Sergey Palenko, Vladimir Khomenocki. Z tą samą ilością punktów, miejsca drugie i trzecie zajmują POL 58: Szymon Szymik, Andrzej Szuta, Jakub Bączek i POL 63, w składzie Grzegorz Banaszczyk, Witold Czarnecki, Mikołaj Bobowicz. POL 13 Mariusza Wandasiewicza zalicza DSQ, mając szansę na awans na drugie miejsce. Niestety, sporna sytuacja z jedną z rosyjskich załóg odbiera dobrze pływającej w tych zawodach załodze POL 13 cenne punkty. Układ punktów załóg startujących w dywizji cruiser jest bardzo ciekawy, co zapowiada emocjonująca walkę w ostatnim wyścigu mistrzostw. W dywizji racer bez zmian: prowadzi Vladimirs Smolakovs na LAT 222 przed LAT 228 Gatisa Backansa i RUS 59 Sergeya Korhunova. Na sobotnie południe zaplanowano jeden, ostatni wyścig. Wieczorem, w Sopocie odbędzie się uroczyste zakończenie regat, wręczenie nagród dla zwycięzców. Ważnym elementem imprezy, będzie Polska Gala Micro, na którą zaproszono najważniejsze postaci zasłużone dla klasy: zawodników, konstruktorów, działaczy.
Więcej informacji na stronach internetowych: www.yachting.com.pl, www.microclass.pl, www.microcup.pl
Marcin Celmerowski PTRKM
|
Kusznierewicz i Życki na 4 miejscu
|
Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki zajęli czwarte miejsce w nieoficjalnych mistrzostwach świata klasy Star, 81. żeglarskich regatach Bacardi Cup, zaliczanych do klasyfikacji Pucharu Świata, które z udziałem 118 załóg odbywały się u wybrzeży Miami na Florydzie.
Zwyciężyli Portugalczycy Afonso Domingos i Bernardo Santos, a na drugiej pozycji uplasowali się Brytyjczycy Iain Percy i Andrew Simpson. Obie załogi ukończyły jedne z najstarszych regat świata z identycznym dorobkiem punktowym.
Utytułowana załoga brazylijska Robert Scheidt i Bruno Prada, która w 2007 roku zdobyła w Portugalii złoty medal mistrzostw świata, zajęła szóste miejsce.
Polacy, którzy po wpadce w trzecim wyścigu plasowali się na 18.pozycji, w dwóch kolejnych (szósta i siódma lokata) zdołali awansować na czwartą. "Oczywiście, że bardzo się cieszymy, ale z drugiej strony rozpiera nas złość. Do podium brakło nam bowiem dwóch punktów" - powiedział Mateusz Kusznierewicz.
Początkowo zawody rozgrywano w okolicach Hawany jako Cup Cuba. Od 1962 roku żeglarze rywalizują w klasie Star u wybrzeży Florydy. Ani na łódkach, ani na żaglach, podobnie jak w czasie igrzysk olimpijskich, nie może być żadnych reklam. W uroczystym zakończeniu regat uczestniczyli przedstawiciele rodu Bacardi.
Nie zabrakło też i trunku. Na każdej butelce noszącej nazwę Bacardi umieszczony jest symbol nietoperza. Na pierwszych z 1862 roku był bardzo prosty i ręcznie malowany. Zarówno na Kubie, jak również w rodzinnym kraju państwa Bacardi - Katalonii- nietoperz był postrzegany jako opiekun domostwa w którym zamieszkiwał, zapewniając zdrowie i fortunę. Z tych powodów Dona Amalia Victoria, żona Don Fucundo Bacardi uznała, że nietoperz będzie najlepszym symbolem dla nowego produktu, którego recepturę opracował jej mąż.
Związek ten trwa od momentu zakupienia przez katalońskiego emigranta - Don Fucundo Bacardi, małej, starej destylarni w pobliżu Santiago de Cuba. Tam spełniło się jego marzenie - wyprodukował doskonały, czysty i delikatny rum.
Czy podczas zawodów raczyliście się rumem? Mateusz Kusznierewicz uśmiecha się i powiada: "Trunek był dostępny, ale w czasie regat nie było mowy o drinkach. Dopiero po zakończeniu rywalizacji żeglarze degustowali słynny rum".
Końcowa klasyfikacja po 5 wyścigach:
1. Afonso Domingos, Bernardo Santos (Portugalia) 20 pkt 2. Iain Percy, Andrew Simpson (W.Brytania) 20 3. John Dane, Austin Sperry (USA) 30 4. Mateusz Kusznierewicz, Dominik Życki (Polska) 32 5. Hans Spitzauer, Christian Nehammer (Austria) 33 6. Robert Scheidt, Bruno Prada (Brazylia) 38
|
TOYOTA 2008 MICRO CLASS WORLD CHAMPIONSHIP - ZAKOŃCZONE!
|
32 Mistrzostwa Świata Klasy Micro - TOYOTA 2008 MICRO CLASS WORLD CHAMPIONSHIP zakończone! Punktualne rozpoczęcie ostatniego, sobotniego wyścigu w ustalonym czasie stało przez chwile pod znakiem zapytania: kiedy jachty na pełnym kursie dopływały z Gdyni na akwen regatowy w pobliżu sopockiego molo, od Gdyni w kierunku Gdańska przesuwała się dynamicznie burzowo-deszczowa chmura. Większość zawodników schroniła się przy molo, w oczekiwaniu na decyzję sędziego, Tomasza Chamery. Procedura startowa ruszyła jedynie z niewielkim opóźnieniem. Wiatr osłabł, pojawiło się słońce i zawody mogły być kontynuowane zgonie z planem. Ostatni, dziesiąty wyścig, w klasyfikacji generalnej, wygrała załoga: Piotr Tarnacki, Jerzy Chodubski, Bohdan Goralski. O tym, że czwarty tytuł Mistrza Świata należy już do POL 77, wiedzieliśmy już od wczoraj, ale o tym, że zrealizuje się skryte marzenie tej załogi o wygraniu wszystkich wyścigów w mistrzostwach dowiedzieliśmy się dzisiaj! Drugie miejsce zajęli ostatczenie Rosjanie: Viechesław Frolov na RUS 77 z załogą: Maximem Taranovem i Sergejsem Filatovsem. Na trzecie miejsce awansowali Francuzi, FRA-4000: Robert Humbert, Blandine Gallois, Herve Chastel, wyprzedzając w ostatnim biegu rosyjską załogę RUS 177 Alexeya Buzyna. Dobre miejsca w klasyfikacji generalnej i proto utrzymują: Robert Kresło na POL 28 – piąte, Arkadiusz Sendlewski na POL 62 – szóste, POL 2003 Jacka Zyskowskiego – ósme. W dywizji cruiser, ostateczne zwycięstwo odnosi rosyjska załoga RUS 110 Gennadiy Svistunov, Sergey Palenko, Vladimir Khomenocki. Na drugie miejsce, ponownie i ostatecznie awansuje POL 58: Szymon Szymik, Andrzej Szuta, Jakub Bączek. Trzecie medalowe miejsce, po dobrym biegu ostatnim zajmuje załoga POL 13: Mariusz Wandasiewicz, Katarzyna Mróz, Zdano Nowak. Na dalszych, dobrych miejscach zostały ostatecznie klasyfikowane polskie cruisery: POL 63 Grzegorza Banaszczyka – piąte, POL 55 Marcin Celmerowskiego – szóste, POL 25 Rafała Moszczyńskiego – siódme, POL 106 Marcin Dembowskiego – ósme. W dywizji racer bez zmian: zwyciężył Vladimirs Smolakovs na LAT 222 przed załogą LAT 228 Gatisa Backansa i RUS 59 Sergeya Korhunova. Finałowy bieg zgromadził na molo liczną publiczność, która gorącymi owacjami nagrodziła zwycięzców regat. Mistrzowie w asyście kilku załóg, pojawili się przez chwilę na molo, gdzie oprócz gratulacji, zostali zmuszeni do tradycyjnej morskiej kąpieli. 32 Mistrzostwa Świata Micro, przyciągnęły 45 załóg z 6 krajów, z czego aż 25 z Polski. Oficjalnie regaty zakończyły się w sobotni wieczór w klubie Sefinir na molo w Sopocie, uroczystym wręczeniem nagród. Na wieczór zaproszono wszystkich, którzy zapisali się na kartach historii polskiego Micro przez trzydzieści lat: zawodników, konstruktorów, działaczy. Jednym z gości honorowych był Jarosław Kaczorowski, który dwukrotnie zdobył tytuł Mistrza Świata Klasy Micro.
Więcej informacji na stronach internetowych: www.yachting.com.pl, www.microclass.pl, www.microcup.pl
Marcin Celmerowski PTRKM
|
Choroba Wściekłych Powideł
|
"Ostrzegam! nie odpowiadam za konsekwencje po przeczytaniu wulgaryzmów zamieszczonym w tym ficu"
2. Ach, te kurczaki.
- No nareszcie! Niedługo wyżerka! - Viki nie mogła doczekać się chwili, kiedy zatopi zęby w pysznym kurczaku z sosem, którego składu jeszcze nie odgadła. Po pewnych zmaganiach z bagażami - oraz Pelagią, która dostała wścieklizny roku - cała piątka stanęła na stacji w Hogsmeade. Viki wzięła głęboki oddech. Tutaj nawet powietrze niosło w sobie zapach magii. Nikomu tego nie mówiła, ale za tym zapachem tęskniła najbardziej. Niestety Pela zniszczyła uczucie spokoju, gdyż tylko sobie znanym sposobem wydostała się z klatki i zaczęła nękać Pottera. Widocznie na jego głowie upatrzyła sobie gniazdo. Chłopcy w pierwszej chwili się wystraszyli i chcieli biedakowi jakoś pomóc, ale po chwili doszli do wniosku, że jednak takie tortury mu się należą i go zahartują. Biedny chłopak bronił się jak mógł. Lecz po zapewnieniach Viki, że: - I tak z nią nie wygrasz. dał sobie spokój. Chodził teraz z zadowoloną z siebie sową na głowie. Trzeba przyznać, że wyróżniał się z tłumu. - Ależ jesteś trendi - dokuczał mu Syriusz z bananowym uśmiechem na twarz. Kiedy James dostawał już białej gorączki i szukał wzrokiem jakiegoś okazałego pierwszaka, którym mógłby rzucić w Blacka Peter zapiszczał: - Nowe powozy! Równo w rządku czekały za nimi środki transportu, które miały ich bezpiecznie dowieźć do zamku. "Bezpiecznie" traciło trochę na znaczeniu, gdy zobaczyło się stwory, które były zaprzęgnięte do powozów Ogromne zielono-granatowe jaszczurki* zaprzężone do tychże powozów, zawsze robiły ogromne wrażenie na uczniach. Czasami ogromne wrażenie robili też uczniowie na tych stworach, które od czasu do czasu chciały bliżej poznać jakiegoś osobnika. Nierzadko kończyło się to bliznami. Viki, jako jedna z wielu wolała się do nich za bardzo nie zbliżać. Huncwoci natomiast namiętnie bawili się w "Podejdź Jak Najbliżej Potwora I Nie Daj Się Zabić". Podczas, gdy dziewczyna uważnie obserwowała zwierzaki, co by się który za bardzo nie zbliżył chłopcy starannie wypatrywali najczystszego powozu. - Bierzemy ten! Chodźcie! - James był podekscytowany. - Ale są tylko cztery miejsca... - Peter zrobił smutną minę, kiedy zajrzał do powozu. - Nie ma kurna sprawy. Pojadę zaraz za wami - powiedziała Viki trochę smutnym tonem. Miała do opowiedzenia jeszcze parę fajnych dowcipów, a z doświadczenia wiedziała, że już nie będzie raczej okazji do rozśmieszenia chłopaków. Nie wierzyła, że ta znajomość zaprocentuje. - Nie ma mowy! Jedziesz z nami i tyle! - Syriusz i reszta nawet nie chcieli słyszeć o rozdzieleniu grupy. - Ale bagaże się nie zmieszczą. - powiedział rzeczowo Lupin odruchowo pocierając brodę kciukiem i palcem wskazującym. - Dobra. To ja pojadę z wami, ale te cholerne bagaże mogę zostawić w następnym kurna powozie. W przyszłości kufry powinny być dowożone osobno! Ot, co! - Viki zaczęła się pieklić i wygłaszać mowę pod tytułem "poskarżę się dyrektorowi". - Ok, ok. Dziewczyno... zwolnij, bo nie zdążymy na uroczystość. Szybko! Bo ci kurczaki uciekną! - Syriusz zaczął się śmiać. - Zara! Nie poganiaj mnie. - zaperzyła się i trochę porumieniała. Kiedy podchodziła do następnego powozu słyszała jak o niej gadają. Nie sprawiło jej to przyjemności. W swoim mniemaniu ona mogła każdego obgadywać, ale ją?? Co to, to nie! - Sorry. Mogę tu zostawić kurde kufer? - zapytała, nadal patrząc w kierunku chłopaków i próbując odgadnąć z ruchu warg, co mówią. - Nie możesz Wiktorio. Ale żeby takie przekleństwa w ustach arystokratki? Ach przepraszam, przecież Ty jesteś "upadłą arystokratką". Twój kufer jest brudny. Mógłby pobrudzić mi szatę. Głos był zimny i wyniosły. Odwróciła się szybko w kierunku mówiącego. Był to Lucjusz Malfoy. Przystojny blondasek. Ślizgon. W streszczeniu: niezłe, wredne ciacho. - Myślę, że ten powóz nie należy tylko do ciebie Blondi, więc zapytam współtowarzyszy. - przybrała maskę "jestem wielka i tobą pomiatam". Co prawda trochę jej to nie wychodziło, ale i tak było lepiej niż w poprzednich latach. W końcu straciła pół wakacji siedząc przed lustrem i ćwicząc przydatne miny. Zwróciła się do chłopaka siedzącego naprzeciw Lucjusza. - Mogę.... - głos ugrzązł jej w gardle. Chłopakiem tym był Severus Snape. Nic nie odpowiedział. - Co Lucjusz? Jesteś za gruby i nie zmieścisz jednego kufra więcej? A może twoja duma nie pozwala ci pomagać ludziom? Viki usłyszała szyderczy głos obok siebie. Syriusz zaniepokojony dosyć długą nieobecnością dziewczyny, podszedł do niej, a gdy zauważył Malfoy'a i Snape'a wprost nie mógł powstrzymać się od paru uwag na temat wyglądu Lucjusza i jego kolegi oraz ich manier. Severus i Viki nadal się w siebie wpatrywali. I Lucjusz i Syriusz to dostrzegli, bo błyskawicznie oboje powiedzieli: - Spadajcie już.
Kufer pojechał z trzema Puchonami
W Sali było bardzo tłoczno. Viki okryta szkolnym płaszczem szła tępo za Lupinem. Co chwila odbijała się od czyjegoś ramienia, tudzież głowy. "Czemu Sev nic nie powiedział? Przecież mógł mi pomóc. Ale czemu ja się tak tym przejmuję! Żałosne...". Najlepsze miejsca na końcu stołu zaraz koło nauczycieli były już zajęte. Chłopaki pozwolili zrobić Viki nieziemską awanturę. - Spadajta stąd! Krowy doić! Poprawiło jej to humor na tyle, że znowu zaczęła się uśmiechać. W efekcie kłótni z drugoklasistami, Piątka siedziała na upragnionych miejscach. Viki, James (niecnie pozbył się sowy strzepując ją z głowy i gubiąc w tłumie) i Peter po jednej stronie, a Syriusz i Remus po drugiej. Wiktoria miała dobry widok na Ślizgonów. Gdy większość uczniów usiadła, a pierwszaki czekały za Tiarą Przydziału, dziewczyna dostrzegła Lucjusza i Severusa siedzących obok siebie("tra la la sexi boys.." śpiewała w duszy. Chociaż Malfoy obszedł się z nią dosyć niedelikatnie, to ludzie, którzy byli od niej wredniejsi budzili w niej szacunek. Natomiast Snape miał w sobie coś, co przyciągało jej uwagę. Był tajemniczy. Aż korciło, żeby poznać go bliżej). Mimowolnie cicho westchnęła i zrobiła maślane oczka. - Do kogo tak wzdychasz dzieweczko? - Syriusz pochwycił odgłos westchnięcia, albo mu powiało. - Na pewno nie do ciebie - odpowiedziała nadal wpatrując się w "ciacha". - Łeeee a czemu nie do mnie? - zastosował na niej swoje słynne mrugnięcie, po którym każda dziewczyna była gotowa mu się oddać**. - Bo cię nie kocham - Viki traciła powoli cierpliwość. Chciała już wreszcie coś zjeść a pierwszoroczniaki jeszcze nie przydzielone. Znowu popatrzyła na stół Ślizgonów. Wzrok jej i Lucjusza spotkały się. - Ach, nasze dzieci byłyby takie piękne. Takie małe wredne bachorki... - rozmarzyła się. - O wow! Viki! Ty już o macierzyństwie myślisz? - James i Peter spojrzeli na nią jak na kosmitkę. - Nooo.... moje geny i geny Lucjusza zapewniłyby mi pięękne dzieciątka. Wredne dzieciątka. Takie, co bym im nie można było w kaszę dmuchać. - Rany Vik, ty chyba nie w nim?! - Lupina prawie zmiotło. - przecież to największy kretyn w całej szkole. - oczy wychodziły mu z orbit. - przecież jesteś Gryfonką! - Ale jaki przystojny... i ma kasę - Viki nie chciała się z nimi kłócić. Wciąż patrzyła na Lucjusza. Żadne nie chciało opuścić wzroku jako pierwsze. Taki mały konkurs. Kto dłużej wytrzyma. I jedno i drugie tak myślało. Tak ich nauczono. - Eee Viki już jest jedzenie. - James szturchnął ją w ramię. To wyprowadziło ją z równowagi. - ŻARCIE!! - wszyscy dookoła razem z Czwórką popatrzyli na nią dziwnie. No tak... znowu się zapomniała, tym razem z radości krzyknęła po polsku. - Sorki. Za bardzo się ucieszyłam. - spaliła raka i spuściła głowę. Przez pojawienie się jedzenia, zapomniała o konkursiku. Znów spojrzała na Lucjusza. Jego szyderczy uśmieszek mówił wszystko. Przegrała. Odwzajemniła uśmiech. - Jeszcze będziesz mój kotecku. - szepnęła do siebie. Malfoy zaczął rozmawiać ze Snapem. Rozmawiali o niej. Lucjusz nie zapomniał patrzeć na nią co jakiś czas, żeby wiedziała komu obrabia tyłek. Nie chcąc zawracać sobie głowy chłopakami, Viki rzuciła się na jedzenie. Po szóstym udku kurczaka i trzeciej dokładce sałatki pomidorowej oraz po drugim dolaniu sobie soku dyniowego ciągle przeżuwając spojrzała na Syriusza, Lupina, Jamesa i Petera. Wszyscy patrzyli w nią ze zdziwieniem. - O kuuuurcze. Ile ty...... POCHŁANIASZ!! - Remus z podziwem patrzył na stosik dokładnie objedzonych kości biednych kurczaków. - Tojsefam, muse dzuso yec. - spróbowała odpowiedzieć jedząc i pijąc jednocześnie. - Co?? - Lupin zmarszczył czoło w próbie identyfikacji słów. Viki przegryzła wszystko kawałkiem chleba. - Dojrzewam, muszę dużo jeść. - Ale gdzie ci to wszystko idzie? - Syriusz przyjrzał się jej połowie wystającej znad stołu. - Gdzie mi się patrzysz ty zboczylu. - odchyliła się do tyłu i zakryła peleryną. - I tak nie ma nic do oglądania - zrobił znudzoną minę. Viki porwała niedojedzone udko z talerza Jamesa i rzuciła nim w Blacka. Ten ze zdziwienia nawet się nie uchylił. Porwawszy ze stołu butlę dyniowego soku, dwa udka i spory kawałek chleba "na przegryzkę", wyszła dostojnym i szybkim krokiem z Wielkiej Sali. Nie patrzyła na pozostawioną Czwórkę. Ukradkiem spojrzała tylko w stronę Severusa.
----
- Głupie chamy... NIC DO OGLĄDANIA?? TO CO JA MAM SIĘ ROZEBRAĆ DO STANIKA?? - "Albo raczej do jego braku...." - podpowiedział głosik w głowie dziewczyny. Viki przyglądała się sobie w lustrze w swojej sypialni. Hasło do pokoju wycwaniła od prefekta, którego dorwała przed salą. Trochę go poszantażowała. - No rzeczywiście, jakoś to jedzenie mi w biust nie wchodzi. Co za wstyd być tak dokładnie obejrzaną przez chłopaka. - powiedziała do mydełka leżącego sobie spokojnie na umywalce. Mydełko było tak zaskoczone słowami skierowanymi do niego, że aż nie odpowiedziało. Nadal stała przed lustrem. - Nikt jeszcze nigdy nie pochwalił moich cholernych włosów. Myślałam, że każdy mi ich zazdrości. Nawet Lucjusz takich nie ma. - tym razem zaczęła napastować szampon do włosów. Podeszła do swojego łóżka. - Super. I nawet nie przysłuchiwałam się Dumbledorowi. Znowu nic nie będę wiedziała. - rzuciła się na pościel i przymknęła oczy. Było tak spokojnie... Ciszę rozdarł krzyk z pokoju wspólnego - Viki jesteś tam? - zadudniło na schodach. - Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału... - odwrzasnęła czując, że podskoczyło jej ciśnienie. - Co? - Kurna nieważne... - wymamrotała i zwlokła się z łoża. Zeszła po schodach. W pustym pokoju wspólnym samotnie stał Remus. - Wiesz, głupio mi, że Syriusz się trochę nie pohamował, ale czy ty aby trochę nie przesadzasz? - wydął usta. Przypominał teraz nauczyciela karcącego ucznia. - Jakoś nie zauważyłam, żebym zrobiła coś złego. Nic się nie stało ..... (już chciała powiedzieć Syriuszowi) .... udku? - dokończyła nieśmiało. - Chyba jeszcze dycha. Syriusz też, ale nieźle go zatkało. - Lupin najwyraźniej miał z tego wszystkiego radochę, bo uśmiechnął się jak na reklamie budyniu. Ciszę, która trwała przez jakiś czas przerwał Remus: - Przyniosłem ci trochę puddingu - podał jej przykrytą spodeczkiem miseczkę. - O dzięki. - wykrztusiła porażona wizją niezaplanowanego posiłku. Pudding został pochłonięty w niesamowicie krótkim czasie. Jedzenie "na przekąskę" Viki spożyła w drodze do obrazu Sir Cadogana i już odczuwała trochę głód. - Może usiądziemy? - zaproponował chłopak i wskazał fotele obite zieloną tkaniną. - A bardzo kurde chętnie. Kołki znów zaczynają mnie boleć. - ziewnęła. - Kołki? - spytał ze zdziwieniem. - Czyli inaczej giry. - spojrzała na niego dziwnie. - Giry? - teraz wydawał się już całkowicie zbity z tropu. - ..nogi - wielkodusznie wyjaśniła i bez czekania na odpowiedź ruszyła, aby usiąść w podjedzonym przez różne stworki fotelu. - Ahaaa... - skwitował po chwili Remus i analizując słowa "giry" i "kołki" podążył za dziewczyną. Domowe skrzaty zdążyły napalić już w kominku. Było ciepło i przytulnie. - Chcą nas zabić przez przegrzanie... cholerne kurduple. - Viki zaczęła rozmowę od wściekania się. Standard. - Wiesz trochę słyszałem o twojej rodzinie. - Remus sprawnie zmienił temat i spojrzał na dziewczynę. - Serio? A cóż takiego? - próbowała wygrzebać łyżeczką mikroskopijnej wielkości resztki puddingu. - Noo, że zaraz po Dumbledorze to twój stary był najlepszym czarodziejem. - spojrzał na nią z ukosa. Chyba według jego obserwacji córka nie bardzo przypominała ojca. - Możliwe. Nie pamiętam. - odparowała i zaczęła wylizywać łyżkę. Lupin zrozumiał, ze chyba lepiej nie ciągnąć tego tematu. - Co mamy jutro jako pierwsze? - Viki szturchnęła go nogą przerywając przedłużającą się ciszę z gatunku tych niezręcznych. - Co? Aha.. eee... niech spojrzę. Co za pech... eliksiry ze Ślizgonami. - po chwili dodał - Słuchaj co ty tak do tej dwójki? - Do blondaska i czarnuszka? - już nie miała niczego do oblizania, więc odstawił naczynia na najbliższy stolik. - No... -potwierdził inteligentnie. - A co cię tak to ciekawi? - rozłożyła się wygodnie w fotelu i położyła splecione dłonie na brzuchu. - Nie, nie, nie, Czemu...no tak jakoś... Wiesz. My - zaakcentował "my" - jesteś z Gryffindoru, a oni....eee.... nie. - Zaraz mi się tu spalisz z ciekawości. - roześmiała się z jego miny - Ok. Powiem ci, ale nie mów nikomu. Dobra? - pochyliła się ku niemu. Remus skinął głową - Lucjusz jest wredny i sexi i ma sporo kasy a Snape jest taki hmmm... tajemniczy i sexi. Wystarczy? - wróciła do dawnej pozy. - Hmmm - podparł głowę ręką - nie. - Eeee no to... Lucek....hmmm...Lucek.... och sama nie wiem! - wyrzuciła ręce do góry i spochmurniała. - A Sev? Ciągle na siebie "tak" patrzycie - nie dawał dziewczynie spokoju. - Nie niuchaj tak w moich sprawach, bo cię tego nosa pozbawię. - wymruczła wściekła. - Ok. sorki za te pytania, ale tak jakoś dziwnie jak ktoś z Gryffindoru brata się ze Ślizgonami. - zmarszczył czoło. - To może teraz ty mi opowiesz kto ci się podoba? - chciała przerwać "rasistowską" wypowiedź chłopaka. - Nie powiem. - roześmiał się. - Eeeeej czeeeemu. Ja ci powiedziałam! - zaczęła grymasić jak małe dziecko. Żeby skłonić Remiego do zwierzeń zrobiła minę zbitego hipogryfa. - Nie powiedziałaś. Ja już o tym wiedziałem. Wiesz, taki mały kruczek prawny. I nie rób wielkich oczu, bo wyglądasz jakbyś się nawdychała eliksiru clejorihuany. Usłyszeli za sobą kroki i szybko się odwrócili. - O tu jesteście gołąbki! - Spadaj Potter - równocześnie powiedzieli Lupin i Viki. Syriusz się do nich nie przysiadł. Posłał dziewczynie spojrzenie, które mogło tylko mówić: "Wredna baba jesteś. Nie zasługujesz na naszą przyjaźń, a poza tym dużo żresz, dupa ci urośnie i będziesz mogła [brzydkie słowo]ć z portretem Grubej Damy". Przynajmniej tak Wiktoria to odczytywała, chociaż równie dobrze jego mina mogła oznaczać "mam ostre wzdęcie". - Blackuś usiądź z nami. Nie wyróżniaj się! - Peter próbował nakłonić kolegę. - Nie dzięki. Wolę już się rozpakować Pitusiu. - zaseplenił ostatnie słowo i posłał w ich kierunku wredny uśmiech. - Jak chcesz. Ale jak już się "rozpakujesz" to zejdź do nas. - skwitował Potter i skoczył na najbliższy fotel. Viki poczuła się trochę niemiło. Czuła na sobie wzrok chłopaków. Tak jakby ją posądzali za humor Syriusza! To przecież on zaczął... Rozmawiali ze sobą jeszcze około piętnastu minut, kiedy Viki nadal z poczuciem winy, które próbowała ukryć ("kurna kurna kurna kurna kurna to nie moja wina. To on. Tak to on zawinił. Tej wersji będziemy się trzymać" - myślała nieustannie) podziękowała ze przytoczenie, co ciekawszych fragmentów przemowy dyrektora oraz podyktowanie planu na najbliższy tydzień. Wstała z fotela. Uczniowie zaczęli się już powoli schodzić i w pokoju wspólnym zapanował wesoły gwar. - Do jutra Vik! - zawołał przyjaźnie James do oddalającej się dziewczyny. Odwróciła się raptownie z grymasem na twarzy. - Nie mówcie mi "Vik"... czuję się wtedy jak pies. Jak już to mówcie kurna, Wiktoria, albo Viki, albo "Ej ty podaj masło". - odwróciła się na pięcie i pomaszerowała krokiem zamaszystym do swojej sypialni.
Obudziła się, kiedy słońce już świeciło i ogrzewało swoimi jasnymi promieniami chłodne, szkolne mury. Nieśmiało pociągnęła palcem kotarę i wyjrzała za zewnątrz. Wszystkie jej koleżanki z dormitorium jeszcze głęboko spały. Leniwie cofnęła palec i wygodnie wymościła się w ciepłej pierzynce. Po pewnym czasie bezcelowego leżenia Viki postanowiła wstać. Jak spokojnie leżała pod pierzyną, tak teraz szybko z niej wyskoczyła. - O kurna zimna mać! - jęknęła i zanurkowała w dopiero co opuszczoną pościel Po pół godziny miarowego odkrywania się wstała z wyrka. Przeciągnęła się i ziewnęła szeroko niczym potwór po udanym obiedzie. Coś niemiło strzeliło jej w ramieniu. - Ach my staruszki - zaśmiała się do samej siebie. Udała się do łazienki, na której drzwiach któraś z dziewcząt wyczarowała napis "oaza błogości". Szybko opłukała sobie twarz nad kamienną umywalką, umyła zęby <"uuuu ale mam oddech smoka"> i ubrała się już po szkolnemu - wyglądam jak pedał...o ile to możliwe. - wymruczała do lustra, które widocznie nie chcąc jej urazić nie zareagowało. Ociągając się zeszła do pokoju wspólnego. Wyjrzała zza rogu. Zawsze, gdy była sama, to tak robiła. Wynikało to z tego, że bała się spotkać czegoś, czego bardzo się obawiała - mianowicie skrzata. Te stworzenia działały na nią, jak myszy na większość istot rodzaju żeńskiego. Na szczęście żadnego stworka nie było w pobliżu. Przybrała pewną siebie minę i wkroczyła na miękki dywan, który w paru miejscach był wypalony. W kominku ogień trzaskał wesoło. Zupełnie jakby ktoś tu przed chwilą był i napalił. Przeszły ją dreszcze. Obejrzała się podejrzliwie dookoła, żeby się przekonać, czy aby żaden skrzat nie czyha na jej życie. Nic takiego nie zauważyła. "No nic, skoczę do chłopaków" - zdecydowała po krótkim namyśle. Wyciągnęła różdżkę. - Kamios!. - szepnęła i po kolei dotknęła trzech niczym niewyróżniających się kamieni w ścianie tuż przy wejściu na schody prowadzące do dormitoriów szkolnego towaru. Dzięki tej sztuczce zaobserwowanej u starszych dziewcząt, mogła bez przeszkód wejść do sypialni chłopców. Wkroczyła na pierwszy stopień. "Ciekawe, jak wyglądają jak śpią. Szkoda, że nie mam aparatu fotograficznego... kurde" - ponarzekała sobie w myślach stąpając po kolejnych stopniach. Najciszej jak mogła weszła do sypialni. Drzwi leciutko skrzypnęły. Viki zatrzymała się w połowie kroku i zaczęła nasłuchiwać, czy aby żaden ćwok się nie obudził. Wszyscy jej nowi przyjaciele (ekhem) byli jeszcze w objęciach Morfeusza. W dormitorium kimał jeszcze jeden chłopiec którego nie znała. Jak się później okazało był to Frank Longbottom. Podeszła do drugiego łóżka od prawej. Leżał na nim James i chrapał wniebogłosy śliniąc się przy tym, ale widocznie reszta była już przyzwyczajona, bo nie okazywała żadnych oznak niewygody. Gdyby pierzyna, co jakiś czas się nie unosiła, pomyślałaby, że Peter kitną. Remus spał na boku i co jakiś czas nerwowo poruszał nogą. Syriusz leżał na plecach. Nie chrapał. Cichutko wspięła się na jego łóżko i usiadła na półkolistym zakończeniu wyrka. Przed sobą miała człowieka, który według jej mniemania jej nie lubił. - Trzeba będzie go... przeprosić... - nawet w myślach było jej ciężko przyznać się do błędu. Nie była przyzwyczajona do szczerych przeprosin jak i do samego słowa "przepraszam". Nadal przyglądała się twarzy Blacka. Jego usta ułożyły się w "dziubek". Oddychał jednocześnie nosem jak i ustami (można było usłyszeć cichuteńki gwizd). "Hmmm fajne imię - Syriusz. Jakby to zdrobnić? Syrek? Syfek?" - uśmiechnęła się mimowolnie i założyła nogę na nogę. Jedną ręką przytrzymała się kolumienki łóżka. James chrapnął donośnie. Nie zwróciła na to uwagi. - Ty... przystojny nawet jesteś - szeptem powiedziała do samej siebie. Przyjrzała się jego śniadej cerze okraszonej gęstymi czarnymi włosami. Teraz naprawdę żałowała, że w ten sposób go potraktowała. "Ładny początek przyjaźni". "Chyba trochę za serio biorę wszystko do siebie... ale ja naprawdę... nie umiem z ludźmi spokojnie rozmawiać. Czemu?". Naszła ją tak zwana "chwila dla debila", czyli użalanie się nad sobą. Pogrążona w myślach nie zauważyła, kiedy Syriusz powoli otworzył oczy. - AAAAAA!! - wrzask Blacka rozdarł ciszę w dormitorium. - AAAAAA!! - Viki przeraziła się krzykiem Syriusza i wylądowała na plecach na podłodze. Tylko nogi wystawały nad łóżko. Wszyscy się pobudzili. - Co jest?? - spytał zaspany głos z lewej. Był to prawdopodobnie Potter. - Syriusz! Co się stało? - Miałeś koszmary? - posypały się inne pytania. Nagle umilkli. Spojrzeli na dziewczynę gramolącą się na podłodze. - Viki? - wszyscy prócz nieznanego jej chłopaka, który chyba nadal spał lub dostał ataku serca, zapytali z niedowierzaniem. - Tak, to ja. - odpowiedziała trochę bardziej wysokim głosem niż zwykle. Wstała. Odgarnęła włosy z twarzy. Uniosła dumnie głowę, chociaż czuła, że się czerwieni. - Co ty..... TY!! Myślałem, że umrę ze strachu!! - Syriusz nadal patrzył na nią z przerażeniem, trzymając kołdrę pod brodą. - A ja to co?? Wiesz, jakiego miałam kurna stracha? Plecki mnie przez ciebie kurde bolą! Żeby tak człowieka z rozmyślań wytrącać... - zaczęła marudzić. - Ee.... chciałaś mnie zabić? - spytał z pewną dozą nieufności, kiedy dziewczyna skończyła obwiniać go za całe zło świata. - Nie! Coś ty debilu! Przyszłam sobie do was, bo wcześnie się kurna obudziłam! - wyjaśniła gestykulując zawzięcie. Widząc minę Viki i Syriusza, James zaczął się tarzać ze śmiechu. - HAHAHAHAHA O RAJU!! JA NIE MOGĘ!! ALE Z WAS DEKLE!! - Ty się nie śmiej, tylko wytrzyj tą zaślinioną poduszkę pacanie - syknęła dziewczyna. Wszyscy, łącznie z "niedoszłą" zabójczynią zaczęli się śmiać (tylko James tak jakby ciszej). Kiedy się uspokoili, Viki przeprosiła(!) ich za przedwczesne obudzenie i ku zdumieniu wszystkich w tym samego Syriusza, przeprosiła(!!) Blacka za swoje wczorajsze zachowanie. Co prawda nie bardzo jej to wychodziło: - Ech... wiesz Syriusz. Głupio mi strasznie za tego kurczaka ..yyy.. Mam nadzieję, że nie za bardzo ci w twarz chlapnął. Baaardzo cię....eee... prze....praszam. Wy-wy-baczysz? - dokończyła czerwona na twarzy. Syriusz uśmiechnął się do niej przyjaźnie***. - Jasne, ze wybaczam! Tylko jak byś kiedykolwiek chciała mnie jeszcze przeprosić to nie próbuj wywołać u mnie palpitacji serca, ok.? - podniósł się na łóżku. - Ok... - prawie parsknęła śmiechem widząc szopę jaką Black miał dookoła głowy. - A tak ogólnie, to jak się tu dostałaś? Słyszałem, że dziewczęta nie mogą wchodzić do sypialni chłopców. - James spoważniał. - Ile razy mam powtarzać, że widocznie nie jestem dziewczyną... - odpowiedziała mu zdenerwowanym głosem. Czuła się strasznie. Zerknęła na Lupina. Miał trochę nadąsaną minę. Tak jakby żałował, że to nie na jego łóżku usiadła. - To ja już pójdę. Może poczekam na was w pokoju wspólnym i pójdziemy coś przekąsić? - zaproponowała nieśmiało i zaczęła wycofywać się w stronę drzwi. Właściwie, to jej ostatnie słowo podniosło ją na duchu. Przecież to już czas śniadania! Chłopcy się zgodzili, więc zeszła pospiesznie po schodach. Stanęła przy oknie i bez większego zaciekawienia wyjrzała na zewnątrz. Słońce, które jeszcze przed chwilą pięknie dawało po oczach, teraz skryło się za burymi chmurami, z których zaczął padać drobny deszczyk. - Cholernie głupia plucha. - trzeba przyznać, że na poetę się nie nadawała. Jej poczucie estetyki zaczynało się i kończyło na jedzeniu. Tylko potrawy uważała za prawdziwe dzieła sztuki. Po chwili znudziła się przyglądaniem błoniom i odwróciła się od okna. "Łobuzersko" oparła się łokciami o parapet. Prawa noga była wysunięta do przodu. "Ach wyglądam teraz jak modelka!" - uśmiechnęła się w myślach - "chłopaki oniemieją jak mnie zobaczą!". - Viki, stoisz tak jakbyś zaraz miała upaść - pierwszy do pokoju wszedł Peter. - I cały plan w ***** - szepnęła, a na jej twarzy zawitał grymas a'la "zniszczyłeś mój demoniczny plan". Za Pettigrew zeszła cała reszta, prócz piątego chłopca. Porzuciła zamiar olśnienia samców i ruszyła za nimi przez dziurę za obrazem sir Cadogana. - Hej wy parszywe psy! Chdzcie tu i walczcie!!
Oprócz nich w Wielkiej Sali było tylko kilku uczniów. - No to szybko! Za dziesięć minut będzie tu już spory tłumek. - Peter wyglądał na bardzo głodnego. - Ale trzeba będzie poczekać za pocztą. - i tym razem rzekł rzeczowo Lupin. - A no tak... - przyznała reszta. Usiedli. Viki nadal unikała wzroku Syriusza. Jeszcze się wstydziła i tego zdarzenia w dormitorium i swoich przeprosin. - Szanowna Wiktorio. Wybaczyłem ci twój haniebny czyn, więc nie musisz na mnie nie patrzeć. - powiedział do niej Black głosem naśladując dumnego króla, który zlitował się nad poddanymi. Podniosła głowę i uśmiechnęła się nieznacznie. - Dzięki Blackuś. - Ooooo....znowu zaczynasz... - Syriusz nagle spochmurniał. - Hej! Koniec tych dywagacji! Jemy! - przeczuwając zbliżające się kłopoty, James spróbował odwrócić ich uwagę. Poskutkowało. Viki jeszcze bardziej się ożywiła. Widząc to, Syriusz już chciał coś powiedzieć, ale zdążył ugryźć się w język. Była mu za to wdzięczna. Coraz więcej ludzi zaczęło się schodzić. Sala wypełniła się uczniami. Zewsząd było słychać szczęk sztućców. Jak Viki zaczęła jeść pierwsza, tak skończyła ostatnia. - Moi mili! - głos Dumbledora uciszył wesoło gawędzących uczniów - jeszcze raz życzę Wam otwartych umysłów na naukę i jak najmniejszych kłopotów, tudzież niemiłych przygód. Viki dałaby sobie odciąć rękę i przepłukać jelito, że dyrektor puścił oko do Czwórki. "Zapowiada się ciekawie" - nawiedziła ją przyjemna myśl, która zaraz została odgoniona przez trzepot skrzydeł. - śzofki nadlaczujom. - Viki... z takiej dobrej rodziny, a mówisz z pełną gębą - po tych słowach Syriusza, James odsunął od dziewczyny swój talerz, na którym spoczywała niedojedzona kanapka z szynką. Wiedziała, co przyniesie jej sowa. Już w wakacje zamówiła prenumeratę "Proroka Codziennego" i jednego z mugolskich magazynów <"Wolę być na bieżąco ze sprawami z "zewnątrz"">. Zdziwiła się widząc jak jej sowa targa nie tylko dwie gazety, ale jeszcze list. Chłopcy także podostawali listy, a Peter sporą paczkę. Najwyraźniej zapomniał zabrać czegoś z domu. Viki dłużej się nad tym nie zastanawiała. Sowa wylądowała ciężko na stole potrącając wszystkie możliwe naczynia, które napotkała na drodze lądowania. - No Pela. Spisałaś się znakomicie. - dziewczyna przełknęła ostatni kęs. - Pela? - James trochę się zdziwił. - To zdrobnienie. Ma na imię Pelagia. - wytłumaczyła nie patrząc na niego. Sowa słysząc swoje imię, napuszyła się dumnie oczekując wynagrodzenia za swoje trudy. - Nawet fajne imię. - pochwalił Potter - podoba mi się. - Dzięki. Kurde. Niewielu osobom przypada ono do gustu. Dała Pelagii dojeść ze swojego talerza (co oznaczało spore poświęcenie). Wkrótce list, który chciała pospiesznie wyjąć z koperty "zabił" w niej apetyt. - O ty też masz list. Pewnie też czegoś zapomniałaś, co? - Syriusz przyglądał się ciekawie to listowi, to sowie, która co jakiś czas łypała na niego groźnie. Nie słuchając, co do niej mówili, Viki otworzyła kopertę. W środku był tylko kawałek pergaminu z szybko nabazgrolonymi na czarno słowami:
"Dzisiaj o 22 pszy pomnikó wiedźmy na piontym pientrze"
- I co tam napisali? - tym razem Lupin zapytał, widząc zdziwioną minę Viki. - A...że nie wzięłam... (nic nie przychodziło jej do głowy)...yyy... podręcznego zestawu do czyszczenia miotły. Z uśmiechem spojrzała na kolegów. - Cyganisz - Syriusz od razu się poznał. - Weź przestań... to jej sprawa - Remus chciał go chyba skarcić, ale ton jego głosu wskazywał raczej na zaciekawienie treścią listu. <"Rany... nie dość, że niepodpisane, to jeszcze byki ortograficzne jak stąd do Moskwy!">. Schowała pergamin razem z kopertą do wewnętrznej kieszeni szaty. Wolała nie ryzykować chowając list do "zwykłej" kieszeni, bo wiedziała, że zaraz ktoś z Czwórki by jej to buchnął. W końcu byli specjalistami od drobnego kryminału. Był jeden problem. Przecież piąte piętro jest rozległe, a ona nie wie gdzie jest ten cholerny pomnik wiedźmy. "Będę musiała wyjść z pokoju chyba przed dwudziestą, żeby tą głupią figurkę znaleźć...". Poczuła dreszcz na plecach. Ktoś musiał ją obserwować dość długo, że to odczuła. Od razu spojrzała na stół Ślizgonów. Patrzył na nią Severus. Po chwili spuścił wzrok. "Czy to on wysłał mi ten dupny list?" - pomyślała. - "Ej ty podaj masło" idziemy na eliksirki! - Lupin wyrwał ją z przemyśleń. - Aha, no kurna lepiej już idźmy. Po drodze zaplotła szybko długie włosy w warkocz. Psor Sevlakow nie lubił, gdy dziewczęta na jego zajęciach miały rozpuszczone włosy. Mówił, że to przypominało mu jego dzieciństwo, gdy zmuszano go, żeby nosił długie włosy. W jego kraju było to modne. - Wyglądam jak chłopka... - wyżaliła się tuż przed klasą eliksirów. - Nie ja to powiedziałem! - James zaczął się śmiać. Skończył gdy Viki zasadziła mu kopa w tyłek. - Witajcie SIÓDMOKLASIŚCI... spokój PROSZĘ! Sevlakow był bardzo ciekawą postacią. Akcentował, co drugie słowo unosząc przy tym wysoko brwi. Viki lubiła go chyba bardziej za wschodnie pochodzenie, niż za charakter. - W tym ROKU będziemy UCZYĆ się BARDZO intensywnie, PONIEWAŻ pod KONIEC przyszłego SEMESTRU będziecie MIELI egzamin Z eliksirów O zasięgu KRAJOWYM. ("oo to w Anglii jest więcej takich szkół jak Hogwart?" - zdziwiła się Viki). - Dzisiaj BĘDZIEMY przerabiać.... Dalej nie słuchała. Zastanawiała się, czy rzeczywiście Snape mógł wysłać jej ten list. Po lewej siedzieli Ślizgoni. Wiedziała, że eliksiry były ulubionym przedmiotem Severusa. Siedział w pierwszej ławce pod oknem. Ona zaś na końcu pod ścianą. Mogła, więc bez przerwy bezkarnie mu się przyglądać. Widać on też czuł czasami dreszcze, bo kilka razy odwrócił się w jej stronę, ale ona szybko przekręcała głowę na profesora udając bezgraniczną niewinność. - Dobrze...KTO może MI powiedzieć, JAKIEGO najważniejszego SKŁADNIKA trzeba UŻYĆ do ELIKSIRU zapomnienia? Ręka Seva natychmiast wystrzeliła w górę. - A czy KTOŚ jeszcze WIE? Viki wolno podniosła dłoń. - słucham PANNO Czartoryska... Wszyscy na nią spojrzeli. Sev miał lekko rozdziawioną minę. - eeee trzeba użyć chyba odrobiny suszonej płetwy trytona... - poliki zaczęły ją piec. Zawsze tak miała przy publicznych wystąpieniach. Nawet jeżeli trwały dwie sekundy. - BARDZO dobrze, PIĘĆ punktów DLA Gryffindoru. Odetchnęła. Spojrzała w kierunku Snape'a i uśmiechnęła się. Nie odwzajemnił tego. Zauważyła, że Malfoy, który siedział obok niego ukuł go różdżką. - Kochany blondasek. - szepnęła. - Mówiłaś coś? - Lupin, z którym siedziała obserwował ją pilnie. - Mówiłam "kochany blondasek". - powtórzyła nieco głośniej. - Ja ciebie kobieto naprawdę nie rozumiem. - wywrócił oczami. - Punkt dla mnie - uśmiechnęła się.
Lekcje dobiegały końca. Na transmutacji, Viki zamiast przemienić patyk w rzadko spotykaną, złotą jaszczurkę, przemieniła go w lizaka. - Sorry psorko. Głodna jestem. - Ach Wiktorio. Jak zawsze jesteś bardzo bezpośrednia. - nauczycielka załamała ręce (nie po raz pierwszy).
Po obiedzie: "AAAAA kocham kurczaki!!" I podwieczorku: "Nie będziesz tego jadł?? Nie? No to super... mniam mniam". Cała piątka znalazła się w pokoju wspólnym Gryffindoru. Dużo uczniów pozajmowało już fotele. Gęsto leżały otwarte książki - oznaka, że kujony przystąpiły do pracy. - Syriuszuuu!!! - słodki głos Alex Chairman rozległ się po sali. - Ech... zaraz ją spławię - powiedział Black widząc lekceważące uśmieszki kolegów i udającą wymioty Viki. - Tylko szybko! Ostatnio zajęło ci to pół godziny - Peter chyba jednak mu zazdrościł, a przynajmniej tyle Viki wywnioskowała z jego miny. Spojrzała na zegarek. Osiem minut po siedemnastej. - Ej! Mogłabyś mi tak nie wykręcać ręki?? - Remus wyglądał na niezbyt zadowolonego. - To kup mi zegarek na Boże Narodzenie. - skwitowała niegrzecznie.
I tym razem słodka Alex w swojej słodkiej różowej bluzeczce nie dała się szybko spławić. Aby Syriusz odzyskał wolność, musiała interweniować Viki. - Ooo tu jesteś kotku! Wszędzie cię szukałam! Chodź szybko, bo musimy omówić naszą przyszłość. - zaświergotała nad ich głowami. I Alex i Syriusz patrzyli na nią dziwnie. Viki z czerwonymi "pulasami" odeszła od ich stolika. Po dziesięciu minutach przyszedł "więzień". - Wiesz, nie chcę być niemiły, ale następnym razem niech któryś z chłopaków mnie ratuje. - jego głos ujawniał niezadowolenie. - Ale... - Viki próbowała wyjaśnić. - Musiałem teraz uspakajać tą dziewczynę, bo się rozpłakała słysząc, że chcesz mieć ze mną dzieci, piękny dom i coroczne wakacje na Balearach. Wszyscy prócz Srebrnej (jak ochrzcili ją James i Peter) i Syriusza wybuchli śmiechem. - Ale ja nic takiego cholera nie powiedziałam!! - zaczęła się bronić. - Dziewczyny zawsze sobie lubią dopowiadać... ("hmmm coś w tym musi być" ) - Syriusz zajął się mokrą plamą na szacie. Alex miała nader sprawne gruczoły łzowe. Po około dwudziestu minutach Viki odczuła, że chłopcy są trochę skrępowani. Widocznie chcieli o czymś porozmawiać a ona tylko przeszkadzała. - Wiecie, co? Przejdę się trochę przed kolacją. - powiedziała ni z tego ni z owego. - A ta żyje tylko jedzeniem. - westchnął Potter. Udała, że nie słyszy. Wstała. Raczej jej nie zatrzymywali. Przeszła przez dziurę za obrazem. "Chyba poszukam mojego kochanego Irytusia". Gdy wędrowała schodami na szóste piętro, usłyszała donośne hałasy z jakiejś sali. Popędziła w tamtym kierunku. Otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się przynajmniej "powojenny" widok. Wszystko, co znajdowało się w klasie nie było w jednym kawałku. - Irytek!! - wrzasnęła uradowana, że widzi swojego ulubionego ducha. Kochała jego chamstwo (chociaż w towarzystwie się do tego nie przyznawała). - OOOO to ty!! - Irytek trochę się zdziwił, ale zaraz potem wybuch radości zastąpił zdziwienie. - Ale super, że przyszłaś!! Widzisz? - dumnie pokazał ręką zrujnowaną klasą. - Widze... jest ekstra! Jesteś normalnie Panem Demolką. - pochwaliła go. - Och, jesteś taka miła... - poltergeist udawał zawstydzenie. - Jak ci minęły wakacje, co? Dużo nabroiłeś jak mnie nie było?? No opowiedz! - popędzała ducha. - No cóż, trochę tego było - Irytek gdyby mógł pękłby z dumy. - a więc na początku wakacji.... Następne dwie godziny upłynęły Viki na wesołym słuchaniu, co też jej ulubiony duch zrobił przez dwa miesiące. A było tego dosyć sporawo. W międzyczasie chodzili sobie po różnych piętrach i zatrzymywali się przy, co ciekawszych miejscach "zbrodni". - Irycie? Która godzina? - spytała przerywają monolog poltergeista opowiadającego akurat o zastawieniu pułapek na myszy na całym piętrze. - A co ja, zegarynka jestem? - obruszył się. - Jestes... - odpowiedziała na "odwal się". - Jest. Godzina. Dwudziesta. Minut. dwanaście. Sekund. Trzydzieści pięć. - wyrecytował głosem "telefonistki". - Dzięki. Będę już musiała chyba spierniczać na żarcie, bo kiszki mi marsza grają. - jakby na potwierdzenie tych słów po korytarzu zadudniło burczenie z jej brzucha. - Bezdenny worek.. - szepnął Irytek ze złośliwością. - Słucham? - odwróciła do niego głowę. - Bezgłowy Stworek mówiłem, Bezgłowy Stworek.
*to nie są testrale (czy coś tam), więc wszyscy mogli je zobaczyć ** bierz mnie Syriusz XD *** co ja bym za taki uśmiech dała... ach, och i w ogóle.
[ Dodano: 3 Styczeń 2007, 19:21 ] 3. Power inside...
Chłopców nie było na kolacji. - Głupie pawiany. Poczekaliby za mną. Pomiędzy stołem Gryfonów a Ślizgonów znajdował się stół Puchonów. Viki dojrzała tam swoją starą koleżankę Tatianę. Pochodziła z Czech. Srebrna głównie, dlatego ją lubiła. Czeszka siedziała od strony Ślizgonów, więc Viki była zmuszona przejść między stołami Hufflepuffu i Slytherinu. - Tatia! Jak się masz?! - klepnęła ją po plecach. - Ooo Wiktoria! Ja se super czuje, a tja?! - chociaż już siódmy rok chodziła do Hogwartu miała jeszcze małe problemy z angielskim. - U mnie ok. Tak się zastanawiałam, czy może znowu wybierzemy się do Zakazanego Lasku na spotkanie z Relasą. - A bardzo chyntnie. Chyba trochę urosła od nyszego ostatniego spotkania, nie? - odpowiedziała ściszonym głosem. Relasa była centaurem. Sześć miesięcy temu wpadły na nią w Lesie, gdy ta jako mały centaur (czyli jakieś 80 kilo), zgubiła ojca w gęstwinie. Chyba długo błądziła, bo była blisko granicy Lasu ze szkolnymi błoniami. Zaprzyjaźniły się z małą i pomogły jej znaleźć ojca (a raczej to on je znalazł, bo Tatiana i Viki same się zgubiły). Dziękował im wylewnie za okazaną pomoc jego dziecku i obiecał, że każdy centaur będzie na ich wezwanie. - Było cool! Wyciągnęlyśmy z tego interesa wincej niż się spodziewalyśmy - Tatia wyszczerzyła się w lekko szyderczym uśmieszku. - Niom. Nawet ja nie podejrzewałam, że maluch jest córą kogoś ważnego. - Viki pociągnęła zdorowo z jej pucharu. - Przyznaj się! Chciałaś ja sprzedać, nie? - Czeszka miała oskarżycielski ton. - A jak myślisz, ile byśmy wyciągnęły? - Viki zupełnie się nie przejęła głosem Tatiany. - A bo ja wim? Ze dwieście galeonów... - Tatia się rozmarzyła. Po krótkim pożegnaniu i pozbawieniu Puchonów dwóch butli dyniowego soku, Srebrna ruszyła wzdłuż stołów do wyjścia. Specjalnie tędy szła. Chciała choć przez chwilą być bliżej Severusa. Nagle wyrżnęła jak długa. Butle potoczyły się pod stół Ślizgonów. - Hahahahahaha! Zgrabna i powabna panna Wiktoria potknęła się o własną noge? - Chyba raczej o twoją wredna szczurzyco - wstała. Strasznie bolały ją kolana, lecz trzymała się prosto. Przed nią siedziała Sylvia. Ślizgonka. Była taka wredna, że nawet czasem Irytek miał z nią problemy. - Czego tu szukasz mutancie? Och, powinnam była powiedzieć mamucie. - Przyszłam zabić swoimi kłami pewnego mopsika. Przez twarz Sylvi przeszedł cień zaskoczenia. Jakby się zastanawiała, co odpowiedzieć. - MOPSIKA?? - niska dziewczyna o czarnych włosach i lekko wystających przednich zębach, miała kompleks "zębowy" jakby to określiła Viki. - Jeżeli już porównujemy się do zwierząt, to Wiktoria niedługo stanie się kaszalotkiem, nieprawdaż? Zimny głos spowodował stratę poczucia wyższości Srebrnej. Za nią musiał stać Lucjusz Malfoy. Odwróciła się. Słyszała jak "mopsik" wstaje ze swojego miejsca i odcina jej jedyną drogę ucieczki, jeżeli doszło by do pojedynku *zasada nr. II Kodeksu Wiktorii "Kto przed walką dziś umyka, jutro zniszczy przeciwnika"* . Obejrzała się po bokach. Puchoni udawali, że nic się nie dzieje. Widocznie nie chcieli być następnymi ofiarami Ślizgonów. Po prawej zaś wszyscy uczniowie z "wężami" w swoim godle, patrzyli na nią z nieskrywaną nienawiścią i chyba z podziwem. "Ach! Jednak moje włosy się podobają. Teraz jak Lucek stoi blisko to widać, że ma rozdwojone końcówki, a ja nie....ALE JESTEM GŁUPIA!! MYŚLEĆ O WŁOSACH W TAKIEJ CHWILI! Przecież on mnie zaraz zabije. No dobra... Stoję prosto. Patrzę w oczy. Różdzkę mam w....... cholera......pokoju. Ja *****". - Co Czartopryska? Strach cię obleciał? - Malfoy specjalnie przekręcił nazwisko. - Długo nad tym myślałeś? - Viki próbowała nie tracić zimniej krwi i chociaż najchętniej przeskoczyła by przez stół Hufflepuffu, stała w miejscu. - Humor cię nie opuszcza... Obraziłaś moją koleżankę. - uśmiechnął się wrednie. Sylvia z lekka się zaczerwieniła. Srebrna wiedziała, że Lucek czepia się wszystkiego, byle tylko doszło do jakiegoś "starcia". - ...więc wyzywam Cię na pojedynek. - Lucjuszu!!! - donośny głos przerwał ich kontakt wzrokowy. - Lucjuszu - powtórzył.....Snape.....(szok) - chyba nie będziesz pojedynkował się z dziewczyną. To nie wypada takiemu "arystokracie". - zaakcentował ostatnie słowo. Viki czuła, że Severus ratuje jej tyłek. Wstał ze swojego miejsca i podszedł do swojego przyjaciela(?) i Viki. - Nic nie szkodzi Snape. Przyjmuję wyzwanie. - "CO JA CHOLERA POWIEDZIAŁAM??". - Widzisz Severusie. Czartoryska ma więcej honoru niż się spodziewałem. - Pół do dziesiątej na błoniach. - dokończył. - I myślisz, że żaden nauczyciel nie zauważy? - kpiącym tonem Viki próbowała schwytać się ostatniej deski ratunku. - Zanim zauważą, będzie już po wszystkim.
Deska nabrała wody i poszła na dno.
Z wielką gracją (i bez jedzenia) wyszyła z Wielkiej Sali. Kiedy przeszła za jakiś róg jej nogi zaczęły dziwnie się zachowywać. Szła jak pijana. - Koniec mojej ziemskiej wyrąbanej w kosmos egzystencji... przecież on mnie rozwali Kadavrą. Ale moment! Wtedy by go wsadzili do Azkabanu. No to cholera Kadavra odpada, ale zostaje pinć tysincy innych kurna zaklęć. No, czym ja go mogę potraktować? A może doprowadzę go do spazmatycznego śmiechu i wtedy zaatakuję? Dywagacje skończyły się dopiero przed obrazem sir Cadogana. - Fistaszki. - A ja wole orzeszki solone. Walcz!! - odpowiedział i wpuścił ją do pokoju. Przeszła kawałek i stanęła przed kominkiem w pokoju wspólnym. Płomienie bawiły się w tylko im znaną grę przeskakując z jednego drewienka na drugie... "Nawet ogień bawi się lepiej ode mnie... niech to kurna i ***** mać". - O Viki! Długo cię nie było. Chodź siadaj z nami! - gdzieś daleko w tle było słychać Jamesa. Nie poruszyła się. Ktoś do niej podszedł. Stanął przed nią (zasłaniając plac zabaw dla płomieni), złapał za ramiona. - Vik... czy ty dobrze się czujesz? - spytał Syriusz. W jego głosie było słychać jakby zmartwienie. - Ależ wszystko w porządku Remusie. Nic mi nie jest. - odpowiedziała tępo. Uwolniła się z rąk oniemiałego Blacka i poszła do dormitorium dziewcząt po różdżkę. Oczywiście ta leżała sobie spokojnie pod łóżkiem. Viki nie miała siły przeklinać. Podniosła różdżkę i podeszła do okna. Na błoniach nadal było jasno. Za 40 minut rozegra się tam jej klęska. Wiedziała, że Malfoy jest od niej lepszy. Tyle razy widziała jego pojedynki z innymi uczniami. - No jasne!! Przecież ja mam właśnie w tym momencie przewagę! Widziałam jak on się pojedynkuje. Zazwyczaj trzy pierwsze ruchy człowieka grającego w szachy są takie same. Pojedynek też można uznać za pewien rodzaj "szachów". Wiktoria wytężyła pamięć. "Co on najpierw robił... no co...." - myślała intensywnie. - Aha! Mam! O ile dobrze pamięta, Lucek po pierwsze udawał, że rzuca zaklęcie, a jak przeciwnik odskoczył to dopiero wtedy atakował, wiedząc, że ten nie zdąży ani rzucić zaklęcia, ani uskoczyć. "Po drugie... ech.. no tak, przecież najczęściej robił tylko jeden "szachowy" ruch i po pojedynku". Srebrna nie mogła sobie przypomnieć nic szczególnego. - No to idę na przeciwnika znając tylko jego jeden charakterystyczny ruch - powiedziała do samej siebie. - Jak ginąć to z godnością.... chyba za bardzo to biorę do siebie, przecież on mnie trochę uszkodzi i to kurna wszystko. Przeżyje, a on przy odrobinie szczęścia będzie szorował kible przez następny miesiąc. - zwierzała się parapetowi. - Ja wiem czego się boję... moja reputacja legnie w gruzach. Sev już nigdy na mnie nie spojrzy i znowu zostanie mi tylko pogibany Iryt. - tym razem jej ofiarą padł stolik nocny. Gadając tak do siebie i martwych przedmiotów zapomniała spojrzeć na zegarek. Zeszła do pokoju wspólnego. Chłopaki rozmawiali o czymś przyciszonym głosem. Kiedy weszła, momentalnie przestali. - k-która godzina? - głos Viki brzmiał tak jakoś dziwnie. Nieobecnie. - Eee dwadzieścia po dziewiątej. A co? - Lupin spojrzał na zegarek. - Dzięki za wszystko... - Co ty wygadujesz? Mówisz jakbyś miała zaraz umrzeć!! Nie tragizuj! Śniadanie za niecałe 10 godzin! Przeżyjesz... - Syriusz zaczął się śmiać, inni mu zawtórowali. Viki jednak nie było do śmiechu. Sprawdziła czy ma różdżkę i wyszła z pokoju. - Idziemy za nią? - trochę nieśmiało spytał Peter. - No jasne! Może zobaczymy jak wykrada jedzenie z kuchni - James nadal próbował stłumić swój śmiech. Wyszyli z pokoju.
Na błoniach było duszno, tej nocy powinna nadejść burza. Lecz Srebrna nie cieszyła się, że będzie mogła ogladać swoje ulubione zjawisko pogodowe. - Wiktorio! Chodź do nas... Stała na schodach prowadzących do zamku. Spojrzała w ich stronę. Za Malfoyem stał spory tłumek Ślizgonów. Blondi chciał żeby klęskę Wiktorii oglądało jak najwięcej jego przyjaciół. - Zaczynajmy. - powiedziała Viki schodząc dostojnie po schodach. - Hej!! Co to ma znaczyć!! Vik! O co tu chodzi!!! - pierwszy nadbiegł Syriusz, a zaraz za nim Remus, James i Peter. - Będziemy się pojedynkować Black. - odpowiedział mu Lucek. - Wiktorio. Znasz drugą zasadę pojedynku? - Tak. Znam. "Nikt nie może przerwać lub w inny sposób przeszkodzić w pojedynku" - tutaj wymownie spojrzała na jej przyjaciół, którzy nadal stali na schodach. Molfoy nic nie odpowiedział. Gdy on i Viki stanęli naprzeciw siebie, Ślizgoni stworzyli jakby "żywy mur", nie było ich tylko za plecami pojedynkujących się. Czwórka wmieszała się w tłum. Stanęli na przedzie. - Wyciągnijcie różdżki - Mopsik dostał rolę sędziego. - Nie bój się dziewczyno. Zaboli tylko przez chwilę. - Vice versa. "Zaraz mnie facet rozwali. No cóż przynajmniej jest to Blondi i a nie jakiś głupi Nick - kujon". - Teraz!!!! - mopsik wytężył płucka. Momentalnie z różdżki Lucka wytrysnął snop iskier. Viki już chciała uskoczyć, już ugięła nogi, ale zaraz przypomniała sobie "szachowe ruchy". W miejsce, na które chciała skoczyć Malfoy rzucił "Drętwotę". - Ostro zaczynasz - Wiktoria (nawet sama się zdziwiła) była nader spokojna. Następne zaklęcie poszybowało ku niej. Uskoczyła na prawo robiąc przy tym "fikołka" i momentalnie wstała. "CHOLERA JASNA!! MOJE KRĘGI SZYJNE!! PRZECIEZ JA NIE UMIEM ROBIC PRZEWROTÓW!!". Lucjusz był bardzo szybki. Cały czas serwował Viki mnóstwo zaklęć. Jednak żadne jej nie dosięgło. Nagle, zbyt szybko przerzuciła ciężar ciała na prawą nogę i tym samym nie zdążyła uskoczyć właśnie w prawo. Zaklęcie nie trafiło jej, lecz trafiło jej różdżkę, która roztrzaskała się w drobne drzazgi, a gdy spadała na ziemię zamieniła się w złoty pył. - Ach!! Moja różdżka!! Ty menopatafigumamucie!! - wrzasnęła. - Nie żartuj...nie ma takiego słowa - Malfoy uśmiechnął się złośliwie. - Jest! Właśnie je wymyśliłam, a ty nadałeś mu sens!!!! Lucjusz nie wiedział, co odpowiedzieć, więc wściekle rzucał następne zaklecia. Viki się uchylała, ale ile tak można? Powietrze stało w miejscu. Zero wiatru, który mógłby schłodzić spocone ciała. Zero wytchnienia. Tylko uniki. Nagle jej prawa dłoń mimo jej woli powędrowała do góry i zatrzymała się na poziomie klatki piersiowej. Chciała ją opuścić, lecz nie mogła. - Coż Wiktorio? Chcesz mnie wytknąć palcem? Och, bo się przewrócę z wraże... - DRĘTWOTA!!!! - jej usta same wykrzyczały zaklęcie. Z prawej dłoni wystrzeliło białe światło i ugodziło w Lucjusza. Ten runął jak długi. Nikt się nie odzywał. Żaden Ślizgon nie podszedł do Malfoya, wszyscy patrzyli się na Wiktorię, lecz ona z przerażeniem zbliżyła swoją dłoń do siebie. Nadal po ręce wiły się wąziutkie białe smugi światła. Wyglądało jakby w jej żyłach płynęło mleko. Jej oczy powiększyły się... On też tak miał. On... On... Rozejrzała się. Przed nią stali jej czterej przyjaciele i Severus. - Nie zbliżajcie się!! - wrzasnęła. - Viki, spokojnie. Będzie dobrze. - Snape próbował ją uspokoić wyciągając ku niej rękę. - NIE!! NIC NIE BĘDZIE KU*** DOBRZE!! Puściła się biegiem w stronę zamku. Po drodze potrąciła paru Ślizgonów, którzy nie zdołali zejść jej z drogi. Nie chciała się zatrzymać. W końcu znalazła się w wieży, gdzie nocowały szkolne i uczniowskie sowy. Wbiegła z takim impetem, że parę zaskoczonych ptaków spadło z żerdzi, ale zaraz na nie wróciło, przyglądając się jej ciekawie. - NIEEE!!! AAAAAAAAAAAAAAA!!!!! - krzyczała. Myślała, że dzięki krzykowi może wyrzucić z siebie tą durną moc. Sowy przestraszone krzykiem dziewczyny wzbiły się do lotu. Srebrna czuła jak ich skrzydła muskają jej poliki. - On...on...też tak miał....On mnie zabił... - spazmatycznie łykała powietrze. Kręciła się w kółko, w końcu upadła pod ścianą. Z obrzydzeniem odsuwała od siebie dłonie. Łzy zaczęły płynąć po jej twarzy. Przewracała oczami, nie wiedziała gdzie spojrzeć, co robić... Nie miała już siły żeby krzyczeć. Chciała tylko płakać. Wszystko to, co tak starannie zamazała w pamięci powracało. Śmierć. Zimny głos w jej głowie zawołał: "Ooo jeszcze została mała. Chodź do mnie... nic Ci nie zrobię...chodź... NO CHODŹ TU!!!!!!!!". Teraz słyszała jeszcze inny głos. Jakby znajomy. "Lupin, Black, trzymajcie ją za ręce, dam jej eliksir na uspokojenie. No, co... zawsze przy sobie mam". - Viki! Viki! Otworzyła oczy. Ktoś przed nią klękał. Jakaś czarna postać. - Nie zbliżaj się.... proszę... nie rób mi tego... - cicho, prawie szeptem błagała aby ten ktoś dał jej spokój. - Viki! Spójrz na mnie! Tak, dobrze. Patrz. To ja Severus Snape. Nic Ci nie zrobię. Otwórz usta, dam ci coś na uspokojenie. Posłusznie spełniła prośbę. Coś chłodnego popłynęło do gardła. Zakaszlała. - Viki... - usłyszała przyciszony głos po prawej. Obróciła tam głowę. - Remus... coś złego się za mną dzieje. Nie dotykaj moich dłoni. Twarz Lupina była blada. Dyszał ze zmęczenia. Spojrzała w lewo. Syriusz nic nie mówił. Oddychał szybko. Zemdlała.
**
Było jej ciepło. Przez powieki przedzierało się mętnawe światło. W pomieszczeniu, w którym się znajdowała musiało być jasno. Otworzyła oczy, które natychmiast zapiekły i domagały się zamknięcia. Głęboko odetchnęła. Podniosła się lekko na łokciach. Zamrugała szybko. Znajdowała się za jakimś parawanem z białego materiału. Do jej uszu dochodziły odgłosy chodzenia po posadzce. Ktoś musiał krążyć po pokoju. Słyszała jeszcze jakieś szmery po lewej. Odkryła pościel i spojrzała na swoje dłonie. Były takie jak zawsze, jednak jeszcze trochę się ich bała. Wstała z łóżka i zerknęła przez szparę na pokój, w którym się znajdowała. Była w skrzydle szpitalnym, już to mogła wywnioskować z łóżka i parawanu. Po sali krążył Severus w czarnej pelerynie. Wy
|
| |
|
|