Oglądasz posty znalezione dla słów: uroczyste zakonczenie roku szkolnego klasy iii gimnazjum
Wiadomość
  XV Memoriał Anny Lityńskiej 2008
Anna Lityńska była wieloletnią nauczycielką Zespołu Szkół Ekonomicznych w Brzegu. Jak co roku na Stadionie Miejskim odbył się memoriał Anny Lityńskiej zorganizowany przez naszą szkołę.
Dnia 01.10.2008r. o godz. 11:15 rozegrał się XV memoriał Anny Lityńskiej. Otwarcia dokonała pani Dyrektor ZSE w Brzegu Małgorzata Mianowany-Małecka i syn sławnej sportsmenki Michał Lityński. Na uroczystości obecny był również starosta Maciej Stefański, który życzył zawodnikom (uczniom szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych powiatu brzeskiego) samych sportowych sukcesów, a jako patron honorowy memoriału przypomniał sylwetkę sportsmenki.
W klasyfikacji indywidualnej zawody odbyły się w następujących kategoriach wiekowych i odpowiednio na dystansach dostosowanych do rodzaju szkoły:
1. Szkoły podstawowe:
- bieg dziewcząt 1000m i chłopców 1500m rocznik 1993-95
2. Szkoły gimnazjalne:
- bieg dziewcząt 1500m i chłopców 2000m rocznik 1996-97
3. Szkoły ponadgimnazjalne:
- bieg dziewcząt 2000m i chłopców 3000m rocznik 1989-92

Uczestnicy wg harmonogramu zawodów byli odprowadzani na linię startu przez głównego sędziego. Po każdym odbytym biegu nastąpiła dekoracja zawodników.
Uczniowie i szkoły, które uzyskały najlepsze wyniki:
Szkoła Podstawowa - Kategoria dziewcząt
Rocznik 1996 - Dystans 1000 m
Aleksandra Kaczmarek - PSP Skarbimierz Osiedle
Katarzyna Józefkiewicz - PSP Lubsza
Magdalena Kwarciany - PSP Skarbimierz Osiedle
Rocznik 1997
Aleksandra Pańkowska - PSP Olszanka
Lucyna Litwiniec - PSP Skorogoszcz
Justyna Moor - PSP Skarbimierz Osiedle
Szkoła Podstawowa - Kategoria chłopców
Rocznik 1996 - Dystans 1500 m
Wojciech Kochański - PSP nr 5 w Brzegu
Dawid Marć - PSP Olszanka
Dominik Huptyś - GSP Skarbimierz
Rocznik 1997 - Dystans 1500 m
Michał Bąbelewski - PSP Lewin Brzeski
Artur Rudnicki - ZS nr 1 z Oddziałami Sportowymi w Brzegu
Artur Gomularz - PSP Lubsza
Zestawienie drużynowe - Szkoły Podstawowe
Gminna Szkoła Podstawowa Skarbimierz Osiedle
Zespół Szkół nr 1 z Oddziałami Sportowymi
Publiczna Szkoła Podstawowa w Lubszy
Szkoła Gimnazjalna - Kategoria dziewcząta
Rocznik 1993 - Dystans 1500 m
Żaneta Kędra - PG nr 1 Brzeg
Agata Adamczyk - ZS nr 1 z Oddziałami Sportowymi w Brzegu
Jolanta Ubowska - PG Łosiów
Rocznik 1994
Malwina Badurowicz - PG nr 1 Brzeg
Katarzyna Wiecha - PG nr 1 Brzeg
Katarzyna Dawidziak - PG nr 3 Brzeg
Rocznik 1995
Paulina Józefkiewicz - PG Kościerzyce
Patrycja Inglot - PG Skorogoszcz
Paulina Szymula - PG nr 1 Brzeg
Rocznik 1993 - Kategoria chłopców
Patryk Kotyński - ZS nr 1 z Oddziałami Sportowymi w Brzegu
Marcin Romanowicz - PG Olszanka
Tomasz Kasprzycki - PG Olszanka
Rocznik 1994
Bartosz Niemiec - PG Lewin Brzeski
Bartosz Tałajczyk - PG Skorogoszcz
Wojciech Tymków - PG nr 1 Brzeg
Rocznik 1995
Piotr Pączek - PG nr 3 Brzeg
Wojciech Gabruk - PG nr 1 Brzeg
Maksymilian Węgłowski - PG Olszanka
Zestawienie drużynowe Szkoły Gimnazjalne
Publiczne Gimnazjum nr 1 w Brzegu
Publiczne Gimnazjum nr 3 w Brzegu
Zespół Szkół nr 1 z Oddziałami Sportowymi w Brzegu
Szkoła Ponadgimnazjalna - Kategoria dziewcząt
Rocznik 1990/89 - Dystans 2000 m
Małgorzata Smarduch - LO Grodków
Marta Guła - I LO Brzeg
Marlena Trepka - ZSE Brzeg
Rocznik 1991
Anna Muszak - ZSE Brzeg
Martyna Kusa - ZSE Brzeg
Patrycja Kiefer - ZSE Brzeg
Rocznik 1992
4. Emilia Wejs - ZSB Brzeg
5. Żaneta Sobota - ZSE Brzeg
6. Katarzyna Zambrzycka - ZSB Brzeg
Kategoria chłopców - Dystans 3000 m
Rocznik 1990/89
Łukasz Pańkowski - ZSB Brzeg
Mateusz Płatek - ZSE Brzeg
Andrzej Sawicki - LO Grodków
Rocznik 1991
Adam Kopij - ZSE Brzeg
Mateusz Sinkowski - ZSB Brzeg
Michał Chołoniewski - II LO Brzeg
Rocznik 1992
Seweryn Kołodziej - ZSB Brzeg
Tomasz Kubiak - II LO Brzeg
Mariusz Burnat - ZSB Brzeg
Zestawienie drużynowe Szkoły Ponadgimnazjalne
Zespół Szkół Budowlanych w Brzegu
Zespół Szkół Ekonomicznych w Brzegu
Liceum Ogólnokształcące w Grodkowie

Nagrodami w Memoriale były medale i dyplomy za I – III m-ce klasyfikacji indywidualnej, puchar i dyplom za miejsce I- III w klasyfikacji drużynowej oraz nagrody rzeczowe dla zwycięzcy biegów.
Uroczystość uświetnił występ szkolnego zespołu „BendBoys” przygotowany przez chłopców z klasy 2ATE i 2TH.
Mimo nieprzyjemnej aury zawody zostały przeprowadzone w doskonałej atmosferze.
Uroczyste zakończenie odbyło się o godz. 14:30. Celem Memoriału było uczczenie pamięci Anny Lityńskiej, popularyzacja i upowszechnianie biegania jako najprostszej formy aktywności ruchowej, rozbudowanie wśród dzieci i młodzieży chęci do czynnego spędzania czasu.

„W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca”

Anna Rudyk kl. 2ALP
 
  Gimnazjum nr 25 w Gdańsku Wrzeszczu
WAŻNIEJSZE WYDARZENIA
TERMIN

1
„Impresje kaszubskie”
16.11.2006 r.

2
Międzydzielnicowy Turniej Cheerleaderek „Śnieżne Rytmy”
08.12.2006 r.

3
Trójmiejski Konkurs Obcojęzycznych Form Teatralnych „Hanza 2006”
14.12.2006 r.

4
Podanie uczniom propozycji ocen za I okres roku szkolnego 2006/2007
16.01.2007 r.

5
Wystawnie ocen w dziennikach lekcyjnych
23.01.2007 r.

6
Rada klasyfikacyjna
25.01.2007 r. godz.16.00

7
Koniec pierwszego okresu roku szkolnego 2006/2007
26.01.2007 r.

8
Wywiadówki za I okres roku szkolnego 2006/2007
31.01.2007 r.

9
Odwiedziny uczniów klas VI szkół podstawowych
Od 01.02.2007 r.

10
Omówienie zasad prawidłowej organizacji pracy i wypoczynku
05.02-09.02.2007 r.

11
Zabawa walentynkowa
07.02.2007 r. godz.17.00 – 19.00

12
Rada analityczna
08.02.2007 r.

13
Przybliżenie problemu zagrożeń cywilizacyjnych (nikotynizm, alkoholizm, narkomania)
09.02.2007 r.

14
Organizacja ferii w ramach akcji „Zima”
12-23.02.2007 r.

15
Ferie zimowe
12-23.02.2007 r.

16
Międzynarodowy Dzień Kobiet
08.03.2007 r.

17
Przeprowadzenie akcji „Ty też możesz pomóc w ratowaniu życia”
16.03.2007 r.

18
Pierwszy Dzień Wiosny
21.03.2007 r.

19
„Dzień Otwarty” dla rodziców i uczniów szkół podstawowych
21.03.2007 r.

20
Międzynarodowy Dzień Teatru
27.03.2007 r.

21
Światowy Dzień Młodzieży
30.03.2007 r.

22
Dzień Książki
02.04.2007 r.

23
Sprzątanie terenu szkoły z okazji „Dnia Ziemi”
02-04.04.2007 r.

24
Dzień Trzeźwości (04.04.2004) - przybliżenie problemu zagrożeń cywilizacyjnych (kontynuacja)
02-04.04.2007 r.

25
Wiosenna przerwa świąteczna
05-10.04.2007 r.

26
Sobota – zajęcia lekcyjne za 04.05.2007 r.
14.04.2007 r.

27
Tydzień Promocji Zdrowia
16-20.04.2007 r.

28
Targi szkół ponadgimnazjalnych. Spotkanie informacyjne dla rodziców klas II w sprawie zasad i przebiegu egzaminu gimnazjalnego w roku szkolnym 2007/2008
19.04.2007 r.

29
Egzamin gimnazjalny
24-25.04.2007 r.

30
Dzień Otwarty dla Rodziców. Spotkanie z Rodzicami.
25.04.2007 r.

31
Akcja „Pola Nadziei” - Szkolne Koło Wolontariatu
26.04.2007 r.

32
Dni wolne od zajęć dydaktycznych
01-04.05.2007 r.

33
Dziedzictwo europejskie a sprawa polska
08.05.2007 r.

34
III Pomorski Dzień Godności Osób Niepełnosprawnych
09.05.2007 r.

35
Spotkanie z Rodzicami.
Prognozowanie ocen na koniec roku szkolnego 2006/2007
10.05.2007 r.

36
Program „Bezpiecznie poruszamy się po drogach publicznych”
16.05.2007 r.

37
Trójmiejski Konkurs Poezji Obcojęzycznej „Hanza 2007”
18.05.2007 r.

38
Dzień Matki
25.05.2007 r.

39
Międzynarodowy Dzień Dziecka- festyn sportowy;
konkurs piosenki popularnej „Śpiewać każdy może”
01.06.2007 r.

40
Dodatkowe terminy egzaminów gimnazjalnych
05-06.06.2007 r.

41
Poinformowanie uczniów o propozycji ocen na koniec roku szkolnego
06.06.2007 r.

42
Dodatkowy dzień wolny od zajęć dydaktycznych
08.06.2007r.

43
Ostateczne wpisanie ocen do dzienników
12.06.2007 r.

44
Rada klasyfikacyjna
14.06.2007 r.

45
Bal klas III
15.06.2007 r.

46
Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2006/2007 dla klas III
21.06.2007 r. godz. 15.00

47
Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2006/2007 dla klas I i II
22.06.2007 r.

48
Wakacje
25.06.-03.09.2007 r.

  Grudniowa sesja Rady Gminy Zgorzelec
28 grudnia odbyła się IV Sesja Rady Gminy Zgorzelec. Rozpoczęła się niebanalnie, bo od wręczenia nagród w tegorocznych konkursach ekologicznych organizowanych przez Urząd Gminy. Do konkursu "Najlepiej zadbana posesja z ogródkiem przydomowym" przystąpiło dziewięciu właścicieli posesji. Pierwsze miejsce w konkursie zdobyła Mariola Suszyńska z Tylic. W zmaganiach o tytuł "Najładniejszej zagrody wiejskiej" wzięło udział sześciu rolników. Zwycięstwo odniosła Janina Szeremeta ze Sławnikowic. "Najbardziej zadbaną wsią" okazała się Kostrzyna, która z pośród 6 wsi startujących w konkursie, uzyskała 1
miejsce. Do konkursu ekologicznego pod nazwą "Róbmy raban - recykling - nie bałagan" przystąpiły 6-osobowe drużyny z każdej szkoły z terenu gminy. Najwyższe oceny jury uzyskała Szkoła Podstawowa w Osieku Łużyckim. I właśnie ta szkoła oraz szkoła z Łagowa przedstawiły radnym fragmenty swoich programów artystycznych, przygotowanych na konkurs. Gimnazjum w Jerzmankach zorganizowało konkurs pn. "Projekt ekologiczny -
mamy wpływ na zmianę klimatu" We współzawodnictwie zwyciężyły grupy II i III z klasy IIIa. I one przedstawiły fragment prezentacji multimedialnej obrazującej wpływ działań człowieka na zmianę klimatu. Ostatnim punktem uroczystej części sesji było odznaczenie medalem "Za zasługi dla obronności kraju" Janiny Sucholet, której trzech synów
pełniło zaszczytny obowiazek służby wojskowej. Część robocza sesji rozpoczęła się od przyjęcia protokołu z poprzedniej sesji. Uchwalono także zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wsi Jędrzychowice. Następnie głos zabrał Wójt Kazimierz Janik, który pokrótce przedstawił zadania wynikające z planu budżetu na przyszły rok. Przyszłoroczny budżet planowany jest na kwotę 19 983 703 zł, a wydatki na 19 108 971
zł. Nadwyżka budżetowa przeznaczona zostanie na spłatę zobowiązań. Z najważniejszych zadań stojących przed gminą należy wymienić zakończenie budowy wodociągów w gminie Zgorzelec. Wykonane zostaną wodociągi w Pokrzywniku, części Koźlic, Gronowie i Sławnikowicach. Planowane są przebudowy dróg m.in. w Sławnikowicach i Spytkowie. Zostanie wymieniona stolarka okienna w szkole w Żarskiej Wsi. Do szkoły w Osieku Łużyckim planuje się zakup platformy schodowej dla niepełnosprawnych. Rozpocznie
się również modernizacja Gimnazjum w Jerzmankach. Wykonane zostanie także oświetlenie drogowe m.in. w Gronowie, Sławnikowicach i w części Łagowa (ul. Piękna). W ramach programu odnowy Żarskiej Wsi przewiduje się budowę ogólnodostępnych terenów rekreacyjno-sportowych. Społeczność Przesieczan może liczyć na budowę świetlicy z zapleczem sportowo-rekreacyjnym. Planowana jest także budowa trybun i zadaszenia
na stadionie w Jędrzychowicach. Radni jednogłośnie uchwalili budżet na 2007 rok.
Ponadto radni przyjęli też m.in. uchwały w sprawie gminnego programu profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych oraz programu przeciwdziałania narkomanii na 2007 rok i zasad jego finansowania, w sprawie opinii o lokalizacji Salonu Gier w Jędrzychowicach i w sprawie regulaminu określającego szczegółowe warunki przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz szczegółowych warunków obliczania i wypłacania wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe i godziny doraźnych
zastępstw, przyznawania nagród ze specjalnego funduszu nagród, przyznawania nauczycielskiego dodatku mieszkaniowego dla nauczycieli zatrudnionych w jednostkach organizacyjnych w gminie Zgorzelec.
Następna sesja planowana jest na koniec stycznia 2007 roku.

Mirosław Kłys / Urząd Gminy Zgorzelec
  Pierwszy dzwonek...
Dziś we wszystkich chorzowskich szkołach zabrzmiały pierwsze dzwonki... Podczas uroczystej akademii w Zespole Szkół Ekonomicznych dyrektor placówki - mgr Monika Upława zwróciła uwagę na przypadające w miesiącu wrześniu dwie ważne rocznice: wybuchu II Wojny Światowej oraz Porozumień Sierpniowych zawartych w Jastrzębiu 3 września 1980 roku. Minutą ciszy uczczono tych, którzy oddali swoje życie w obronie Ojczyzny.

Obecnie w tzw. "Ekonomiku" kształci się ponad 500 osób. Większosć z nich w Technikum Ekonomicznym, reszta w Liceum Ogólnokształcącym bądź też Liceum Profilowanym. Są i tacy, którzy uczęszczaja tu do Policealnego Studium Zawodowego. W tym roku w PSZ otwarto nowy kierunek - Technik logistyk - którego ukończenie niewątpliwie zwiększy szansę na zatrudnienie w powstającym Centum Logistycznym Pro Logis.

W budynku ZSE im.Oskara Langego powstało także - dzięki dotacji UM Chorzów i Funduszy UE, przy współudziale szkoły - Laboratorium Zawodowo - Językowe. Zwiększy ono atrakcyjność nauki zawodu Technik logistyk oraz doskonale przygotuje przyszłych absolwentów do pracy w prawdziwym przedsiębiorstwie. Wypada wspomnieć, iż w budynku mieści się także wdrożona już wcześniej w plan nauczania PRACOWNIA SYMULACYJNA (CKUE).

Pod koniec sierpnia chorzowski Ekonomik zyskał kolejnych absolwentów z tytułem Technika Ekonomisty. Był to pierwszy rocznik, który zdawał egzaminy zewnętrzne. Wcześniej uczniowie egzaminowani byli przez nauczycieli macierzystej szkoły. Jest to efekt przeprowadzonych zmian w systemie szkolnictwa.

Nowy rok szkolny też obfituje w zmiany...
Amnestia dla maturzystów i powtarzanie klasy za złe zachowanie, to niektóre ze zmian, jakie czekają na uczniów w tym roku szkolnym.
Zmiany wejdą w życie po podpisaniu przez wicepremiera, ministra edukacji Romana Giertycha nowelizacji rozporządzenia w sprawie oceniania i klasyfikowania uczniów. W ubiegłym tygodniu minister powiedział, że chciałby podpisać nowelizację na początku września.

Znajduje się w niej m.in. zapis, zgodnie z którym maturzyści będą mogli otrzymać świadectwa dojrzałości, gdy nie zdadzą jednego z egzaminów, ale z pozostałych otrzymają średnio więcej niż 30 proc. Dotyczyć to będzie tych maturzystów, którzy zdawali maturę w tym roku, w zeszłym, a także będą zdawać w przyszłości.

Nie jest to jedyna planowa zmiana dotycząca matur. Obecnie abiturient, który chce zdawać maturę na poziomie rozszerzonym, musi najpierw zaliczyć poziom podstawowy. Po wejściu w życie nowelizacji ci maturzyści, którzy wybiorą poziom rozszerzony, będą od razu podchodzić do trudniejszego egzaminu.

Egzaminatorzy będą mieli mniej prac do sprawdzenia i maturzyści będą krócej czekać na wyniki egzaminu i świadectwa dojrzałości.

Jeśli rozporządzenie wejdzie w życie uczniowie będą musieli przyłożyć się do nauki języków obcych, matematyki oraz poprawić swoje zachowanie. Zgodnie ze zmianami, od 2009 r. uczniowie klas III gimnazjów podczas egzaminu na zakończenie nauki obok testów z wiedzy humanistycznej i matematyczno-przyrodniczej, będą pisać także test ze znajomości języka obcego. Maturzystom dojdzie wówczas jeszcze jeden obowiązkowy egzamin pisemny - z matematyki.

W nowelizacji rozporządzenia znalazł się także zapis, zgodnie z którym ocena z zachowania będzie wpływać na promocję ucznia do następnej klasy.

Promocji do następnej klasy nie otrzymałby uczeń, który trzy razy z rzędu miałby naganną (najniższą) roczną ocenę z zachowania. Jeśli uczeń otrzymałby taką ocenę dwa razy z rzędu, to o jego promocji do następnej klasy miałaby decydować rada pedagogiczna szkoły.

W tym roku po raz pierwszy rok szkolny w całym kraju nie rozpoczął się oficjalnie 1 lecz 4 września. Związane jest to ze znowelizowaniem przez ministra edukacji rozporządzenia w sprawie organizacji roku szkolnego. Zgodnie z nim, jeśli 1 września wypada w piątek lub w sobotę, to uczniowie rozpoczynają naukę w najbliższy poniedziałek po tym dniu.

autor: Lucky - wykorzystano materiały z www.onet.pl
 
  Żegnaj szkoło?
Pierwszego września pięć milionów uczniów rozpoczyna rok szkolny. Jednak około stu z nich nie usłyszy dzwonka, nie włoży uroczystego stroju. Dlaczego? Bo rodzice postanowili sami je uczyć.

Uczenie w domu przez stulecia było czymś całkiem normalnym. Większość prezydentów USA była edukowana w domu. Również Albert Einstein, Piotr Curie, Agatha Christie, Hans Christian Andersen, Mark Twain, Winston Churchill, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Yehudi Menuhin i Elżbieta II - nie uczyli się w szkołach. W Polsce szlacheckiej w dworach dzieci uczyła matka, nielicznych stać było na guwernantkę. Dopiero gdy dziewczęta i chłopcy dorastali, posyłało się ich do powiatowego miasta do gimnazjum ze stancją. Szkoła stała się obowiązkowa dopiero w XX wieku. Państwo, chcąc upowszechnić i upublicznić oświatę, zaczęło mieć monopol na ustalanie, czego dzieci mają się uczyć, a czego nie.

Zaczęło się w USA

To właśnie tam, w latach 70. XX w. obowiązkowe szkolnictwo przestało się wszystkim podobać. Rozczarowana państwową edukacją grupa rodziców postanowiła uczyć dzieci w domu. Twierdzili, że w szkołach kwitnie przestępczość, handel narkotykami, nie odpowiadały im programy nauczania. Ich pomysłowi przeciwstawiła się administracja szkolna - pionierów bojkotu szkół publicznych wtrącano do więzień, a nawet grożono im odebraniem praw rodzicielskich. Odbyło się wiele spektakularnych procesów sądowych. W obronie rodziców stanął Kościół, organizacje obywatelskie i niektórzy politycy.

Jednak w latach 80. walka o edukację domową zakończyła się sukcesem - tzw. homeschooling został prawnie dopuszczony. W niektórych stanach wystarczy wysłać list do kuratorium: "Moje dziecko nie będzie chodzić do szkoły", w innych dzieci muszą co roku zdawać egzaminy. W ostatnich latach taką formę edukacji zaakceptowały tak prestiżowe uczelnie jak Harvard i Princeton oraz stanowe szkoły średnie. Homeschooling dopuszczony jest w Kanadzie, Irlandii, na Węgrzech i w Australii, ale np. w Niemczech jest zabroniony. W Wielkiej Brytanii rodzice nie muszą przestrzegać programu szkolnego ani liczby prowadzonych zajęć. Poza tym dziecko uczone w domu nie jest zmuszone do zdawania jakichkolwiek egzaminów - nawet takich, jakie zdają jego rówieśnicy w szkołach. W Czechach dzieci między 5. a 12. rokiem życia również mogą być uczone przez rodziców. Później muszą chodzić do szkoły. Tę decyzję ustawodawcy argumentowali troską o dobro dzieci i koniecznością nauki pracy w grupie rówieśników.

Do szkoły w kajdankach?

W Polsce pionierem edukacji domowej jest dr Marek Budajczak - zawodowy pedagog. Najpierw homeschooling poznał z lektur. W 1995 r. taką formę nauki Budajczakowie zaproponowali swoim dzieciom - 9-letniej wówczas córce i 8-letniemu synowi. Każdego roku zostawiali dzieciom decyzję o tym, czy chcą wrócić do szkoły. Nie chciały, chociaż nie było łatwo. Niektórzy szkolni znajomi tylko czekali, kiedy zostaną w kajdankach doprowadzone przez policjanta do szkoły. Panowało bowiem przekonanie, że nie ma możliwości zwolnienia z obowiązku szkolnego. Jednak Marek Budajczak uzyskał od dyrektora szkoły rejonowej zgodę na edukację domową, pod warunkiem że dzieci będą co roku zdawały egzaminy klasyfikacyjne. Ale w tamtym okresie nie istniał jeszcze przepis o konieczności poddawania się takim sprawdzianom. Doszło więc do sporu i dyrektor cofnął zezwolenie.

Budajczakowie nie zrezygnowali jednak z domowej edukacji. Dziś ich dorosłe dzieci Emila i Piotr mają jedynie świadectwa ukończenia trzeciej i czwartej klasy szkoły podstawowej, a choć dysponują amerykańskim odpowiednikiem matury, nie mogą zweryfikować swojej wiedzy przed komisją państwową, a co za tym idzie, nie mogą w Polsce studiować. Mają jednak wyrok sądu administracyjnego, który zobowiązuje ministra edukacji do "wdrożenia procedury naprawczej". Niestety, od trzech lat do tego nie doszło, może uda się teraz, bo wydaje się, że w Ministerstwie Edukacji Narodowej dla homeschoolingu zapaliło się zielone światło.

Podróże zamiast szkolnej ławki

W 1995 r. w Polsce były jedynie dwie rodziny uprawiające homeschooling. Dziś jest ich już około 40, ale nadal idea edukacji domowej nie jest szeroko znana. W Polsce pozwala na nią ustawa o systemie oświaty z 1991 r., z tym że zgoda na homeschooling należy do dyrektora szkoły rejonowej i jest sprawą uznaniową. Zgodnie z polskim prawem rodzic, który sam zechce uczyć dzieci, nie musi być z wykształcenia nauczycielem. Musi jednak przekonać dyrektora szkoły, że jest w stanie przekazać dziecku wiedzę, jaką uzyskałoby ono, uczęszczając do szkoły.

Marzena Reszke, autorka popularnej książki dla dzieci "Rodzinka", po raz pierwszy zetknęła się z edukacją domową dwa lata temu. Przeczytała artykuł o podróżniczce Annie Janickiej-Galant, która kilka miesięcy w roku spędza na wyprawach autostopowych z synem. Jeśli ich podróż trwa długo, zabierają ćwiczenia oraz książki, np. do matematyki, chemii, fizyki. Każdej wyprawie towarzyszą lektury. W Turcji byli z "Iliadą", "Odprawą posłów greckich", "Giaurem" i nagraną na mp3 trylogią Sienkiewicza. Chłopiec chłonie wtedy wiedzę wszystkimi zmysłami - kojarzą mu się miejsca historycznych wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język.

Z wypiekami na twarzy

Marzena Reszke była tym oczarowana. Zaczęła szukać informacji o edukacji domowej, przeczytała książkę Marka Budajczaka i poczuła, że jest to coś, co jej niesamowicie pasuje, mimo - a może właśnie dlatego - że przez siedem lat uczyła w szkołach fizyki, matematyki i informatyki. Według niej szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, lecz tego, by dostosować się do wymagań nauczycieli. Kiedy jej synowie rozpoczęli naukę, to już nie mieli czasu na eksperymenty, tylko kolorowali rysunki w ćwiczeniach... Zauważyła też, że ze szkoły wracają zmęczeni i zniechęceni. Zaczęli się też nagle wstydzić i obawiać dorosłych.

Kiedy okazało się, że Marzena spodziewa się kolejnego dziecka, wspólnie z mężem zdecydowali, że po urlopie macierzyńskim weźmie wychowawczy i zajmie się uczeniem dzieci. Dyrektor szkoły synów wydał zgodę, pod warunkiem że chłopcy będą dwa razy w roku zdawać egzaminy sprawdzające wiedzę.

Przestudiowała podręczniki i programy nauczania z II i III klasy i opracowała autorski program dla synów. Najwyżej 3 godziny dziennie na lekcje, głównie ćwiczenia z matematyki i pisanie, a potem czas na poznawanie świata w muzeach, na wycieczkach, podczas eksperymentów i zabaw. Marzena Reszke wyznaje, że nigdy nie robiła tylu ciekawych rzeczy, co teraz. Gdy np. zmokli, przeczytali potem wiersz Tuwima "Kapuśniaczek", rozmawiali o tym, jak powstaje deszcz, o parowaniu i skraplaniu, a potem omawiali typy klimatów i pokazywali na piłce miejsca na Ziemi, w których są największe opady. Dzieci uczyły się z wypiekami na twarzy.

To właśnie emocjonalne zaangażowanie ucznia i edukatora uważa się za najważniejsze w procesie uczenia się. Może właśnie dlatego Przemek Galant (syn podróżniczki), który nie chodzi do szkoły od I klasy gimnazjum, na teście kończącym uzyskał 48 punktów na 50. Liceum również zalicza w domu. Twierdzi, że wszystkie potrzebne wzory znajduje w internecie. Geografii i historii uczy się podczas podróży z mamą. Gdy nie może sobie z czymś poradzić, prosi o pomoc znajomych albo ludzi z tzw. łódzkiego banku czasu, gromadzącego wolontariuszy wymieniających się wiedzą. Znalazł tam m.in. nauczycieli języków obcych, a uczy się ich siedmiu, w tym tureckiego i esperanto. Grę na cytrze ćwiczy nieodpłatnie pod kierunkiem 88-letniego Bronisława Leszczyńskiego, który uczy go nie tylko muzyki, ale także pięknej polszczyzny, kultury oraz filozofii.

Homeschoolersi są the best!

Jak pokazują badania przeprowadzone w USA, uczniowie kształceni w domu osiągają najwyższe oceny na testach standaryzowanych i przewyższają innych na egzaminach do szkół średnich. Wyniki egzaminów na studia też mają lepsze. W grupie homeschoolersów nie ma bezrobotnych, jest więcej niż przeciętnie osób zadowolonych z pracy, zaangażowanych społecznie i charytatywnie. 82 proc. z nich chce uczyć swoje dzieci w domu.

Wielu pedagogów obawia się, że dzieci uczone w domu będą miały problemy w kontaktach z rówieśnikami. Włodzimierz Paszyński, były warszawski kurator oświaty uważa, że ciągłe przebywanie z rodzicami nie uczy samodzielności, a zbyt silna więź może stanowić w przyszłości problem. Szkoła to nie tylko dydaktyka, to też szkoła życia. Krystyna Markowska, psycholog dziecięcy, zastanawia się, gdzie homeschoolersi nawiążą ważne w procesie wychowania kontakty z rówieśnikami, dzięki którym dziecko nabywa umiejętności m.in. negocjacji i zjednywania przyjaciół. Obawia się, że wychowywani pod kloszem, uzależnią się od rodziców i potem mogą się czuć zagubieni. Innego zdania jest prof. Bogusław Śliwerski, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej z Łodzi. Według niego homeschoolersi uczą się samodzielności, bo wiedza nie jest im podawana, ale często muszą ją sami pozyskać. Powołuje się też na amerykańskie badania, z których wynika, że dzieci te, mając od najmłodszych lat wpajane poczucie obowiązku, mają większe szanse na rynku pracy, bo z konieczności uczą się wykorzystania nowoczesnych technologii.

Niełatwe zadanie

Edukacja domowa wymaga czasu, zaangażowania, pieniędzy. Rodzice nie dostają przecież na swoje dzieci subwencji oświatowej, które otrzymują szkoły na uczniów. Każda z rodzin homeschoolersów wypracowuje własny system nauki. Inaczej uczy Marzena Reszke, która kuchnię zamieniła w domowe laboratorium, inaczej Jolanta Bielenda omawiająca z córką zagadnienia biologiczne podczas konnych wycieczek, a jeszcze inaczej Iwona Sicińska, absolwentka medycyny, która 10-letniego syna Brunona zabiera w podróże służbowe, bo jako jedna z nielicznych mam-edukatorek nie zrezygnowała z pracy zawodowej.

Jak twierdzi Anna Janicka-Galant nauka w domu to dla rodzica ciągłe poszukiwanie i dokształcanie się. Jeśli ktoś lubi ustawiczną "gimnastykę mózgu", sprawdzi się jako edukator domowy. Przydaje się też wyobraźnia, pomysłowość, chęć eksperymentowania i umiejętność wyznaczania celów. Oczywiście nie można zapomnieć o konsekwencji i determinacji. Nauczanie jest procesem długotrwałym i wymaga zaangażowania, ale daje ogromną satysfakcję. Obawy przed skrzywdzeniem dziecka są bezzasadne. Wystarczy tylko podejść do problemu domowej edukacji dojrzale, odpowiedzialnie i z... sercem.

Co na to prawo

W Polsce z edukacji domowej może korzystać każdy uczeń (od zerówki do szkoły ponadgimnazjalnej włącznie). Zezwala na to ustawa o systemie oświaty. Jednak rodzice muszą poprosić o zgodę dyrektora swojej szkoły rejonowej. Powinni we wniosku (wzór pisma znajduje się na www.edukacjadomowa.piasta.pl) podać aktualny adres zamieszkania. Dyrektor ma miesiąc na wydanie decyzji na piśmie. Gdyby była odmowna, można ją zaskarżyć, ponieważ ustawa nie wymienia przyczyn odmowy.

Rodzice nie muszą mieć wykształcenia pedagogicznego ani być nauczycielami. Muszą jedynie przygotować dzieci do egzaminów sprawdzających ich wiedzę. Dzieci edukowane w domu mają swoją internetową gazetę DomUczeLnia, którą można ściągnąć ze strony www.naukapozaszkola.blog.onet.pl. Działają też dwa stowarzyszenia: Edukacja domowa i Edukacja w Rodzinie.

Podróż w świat wiedzy

Dr Marek Budajczak, pracuje w Zakładzie Socjologii Edukacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jeden z założycieli Stowarzyszenia Edukacji Domowej. Autor książki "Edukacja domowa".

Korzyści, jakie dzieci i rodzice wynoszą, odbywając wspólną podróż w świat wiedzy, są tak wielkie, że opłaca się przebrnąć przez wszystkie kłopoty. Kształcenie postępuje w domu sprawnie, będąc "przykrojonym" do zdolności konkretnego dziecka. Dzieci są bezpieczne fizycznie i psychicznie, a żadna szkoła tego nie gwarantuje. Ponadto rodzice mają możliwość przekazywania dziecku takiego systemu wartości, jaki sami wyznają. Minusem domowej edukacji jest konieczność zdawania przez dzieci spełniające "obowiązek szkolny poza szkołą" corocznych (niekiedy co pół roku) egzaminów klasyfikacyjnych. W ramach tych egzaminów (pisemnych i ustnych) dzieci odpowiadają na dziesiątki pytań. Obejmują one niekiedy wszystkie szkolne przedmioty, nawet te, które zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem MEN są wyłączone z zestawu egzaminów klasyfikacyjnych jak: wf., plastyka, muzyka, technika. Czasem, by uzyskać pozwolenie dyrektora szkoły na następny rok, żąda się osiągnięcia przez dziecko najwyższych ocen. Dzieci chodzące do szkoły takich egzaminów zdawać nie muszą. Uważam, że takie rozliczanie z edukacji domowej jest niezgodne z Konstytucją i ratyfikowanymi aktami prawa międzynarodowego.

Podziwiam tych rodziców!

Prof. Zbigniew Marciniak - podsekretarz stanu w MEN

Kilka miesięcy temu spotkałem się z grupą rodziców, którzy prowadzą edukację domową. Rozmawialiśmy o kłopotach i osiągnięciach, o tym, w jaki sposób taka edukacja jest realizowana na świecie. W Polsce na razie jest to zjawisko niszowe. Zdarzają się dyrektorzy szkół, którzy podchodzą do niego z rezerwą, wstrzymują się z wyrażeniem zgody na jej realizację. Rozumiem ich, bo to dyrektor odpowiada za ustawową realizację obowiązku szkolnego. Podejmuje ryzyko, bo mimo najlepszych chęci nie każdy ma wystar-czające kwalifikacje, żeby zajmować się edukacją domową. Dlatego nie możemy wprowadzić automatycznego wyrażania takiej zgody przez dyrektorów, bo wówczas musielibyśmy ich zwolnić od odpowiedzialności.

Uważam, że należy pozostawić obowiązek sprawdzania efektów edukacji domowej poprzez egzaminy klasyfikacyjne, ale nie częściej niż raz na rok. Rzadsze sprawdzanie mogłoby być z krzywdą dla dziecka - gdyby rodzice przeszacowali swoje możliwości w jakiejś dziedzinie, mogłaby powstać dwuletnia zaległość. Myślę, że po wprowadzeniu w roku szkolnym 2009/10 klarownych podstaw programowych z opisem wymagań, rodzice edukujący w domu będą już wiedzieli, jak przygotować swoje dzieci. Postaram się również, żeby dzieci te miały takie same przywileje (np. zniżki na przejazdy, ulgowe bilety do kin i muzeów) jak inni uczniowie. Mam wielki szacunek do rodzin, które podjęły trud domowej edukacji i będę się starał im pomóc w zakresie legislacyjnym.

Źródło: Poradnik Domowy
  Pojedynek między królem a królową!
POJEDYNEK MIęDZY KRóLEM A KRóLOWą!! :

TEKST A

Dwoje młodych ludzi: Chłopak i dziewczyna, szybkimi krokami przemykało przez wąskie piaszczyste ścieżki starego cmentarzyska. Byli czymś bardzo poruszeni. Wyglądali jakby uciekali przed czymś… Mijali kolejne nagrobki, gdy wyskoczyli na uliczkę prowadzącą do głównej bramy dziewczyna potknęła się i przewróciła.
– Nie mam już siły – wystękała próbując się podnieść.
– Chodź, nie mamy za wiele czasu. Za jakieś pół godziny zajdzie słońce a w tym czasie musimy być jak najdalej od tego przeklętego miejsca – powiedział jej towarzysz pomagając dziewczynie wstać. Dotarli do wysokiej solidnej stalowej bramy, była zamknięta.
– I co teraz? – Zapytała z rozpaczą w głosie – nie dam rady przez nią przejść, ani też przez ogrodzenie.
– Znajdziemy inne wyjście, szybko! – Mrukną chłopak czując narastający strach.
Pobiegli w przeciwnym kierunku modląc się w duchu, aby było inne wyjście. Przystanęli nagle, gdy spostrzegli dziwnego mężczyznę z pochyloną głową w dół i kołyszącego się lekko na boki stojącego w cieniu dwóch wysokich krypt. Odwrócił głowę ku zachodzącemu słońcu a oni podążyli za jego wzrokiem, Słońce niemalże zaszło całkowicie. Na jego twarzy zagościł chytry uśmieszek. Gdy ponownie popatrzyli w tamto miejsce, mężczyzny już nie było. Znów zaczęli biec dysząc ciężko. Zawiał zimny porywisty wiatr wzbijając w górę suche liście, po kilu długich minutach słońce znikło za horyzontem i po chwili zalała ich ciemność. Gdzieś w oddali zawył wilk.
– Nigdy stąd się nie wydostaniemy – mruknęła zrezygnowana dziewczyna.
– Wydostaniemy się, wszystko będzie dobrze nie martw się – odparł młodzieniec wyciągając długi miecz z pochwy na plecach.
Powietrze zgęstniało tworząc lekką mgłę sunącą wolno między grobami. Dziewczyna spojrzała na powyginane drzewo za bratem i krzyknęła z przerażenia.
– Co się stało?! – Spytał wystraszony jej krzykiem.
– Z-za tobą… naa d-drzewie… wisielec!
Chłopak spojrzał w tamtą stronę, lecz niczego niezwykłego nie zobaczył.
– Nic tam niema – oznajmił.
Dziewczyna z obawą popatrzyła na drzewo. Faktyczni, wisielca nie było.
– Był tam! Widziałam go! Och, co tu się dzieje, Aderinie?!
Chłopak nic nie odpowiedział tylko złapał dziewczynę za rękę i ruszyli przed siebie. Szli wolno i cicho rozglądając się czujnie na boki. Sporadycznie płonące pochodnie rzucały cienie na nagrobki, które przybierały przeróżne ruchome straszne kształty zwodząc zmysły przybyszów i przyprawiając ich o gęsią skórkę. Kiedy zostawały za nimi, cienie ożywały i próbowały ich złapać. Coś przemknęło przed nimi. Przystanęli wpatrując się w tamto miejsce, lecz niczego nie zobaczyli. Aderin po chwili namysłu podszedł do jednego z grobów i chwycił wolną dłonią jedną z pochodni i wręczył ją siostrze potem wziął druga dla siebie.
– Wybacz, ale tobie się już nie przydadzą – mrukną w stronę grobu, z którego zabrał pochodnię.
Ruszyli dalej oświetlając sobie drogę ich mdłym światłem. Po jakimś czasie na niebie pojawiła się srebrzysta tarcza księżyca, co chwila zasłaniana przez ęby mgły jakby nie chciała dopuścić jego światła. Byli coraz bardziej zmęczeni, ale nie zważali na to, szli dalej. Nie dość, że w dzień uciekali przed jakimiś ludźmi w szatach kapłańskich to jeszcze trafili na cmentarz Esserthen! Kiedyś jak był młodszy ojciec mu opowiadał o nim. Mówił, że tu dzieją się dziwne, straszne rzeczy, że jest siedliskiem złych duchów i wyznawców mrocznych kultów odprawiających swoje krwawe i makabryczne obrzędy. Od wielu, bardzo wielu lat nikt tu z mieszkańców okolicznych wiosek nie przychodził. To miejsce miało złą historie... Kiedyś słyszał przypadkiem w karczmie jego rodzinnego miasteczka jak grupka ludzi słucha przerażonego starca. Przez całą opowieść był blady jak śmierć, trząsł się a na ubraniu miał ślady krwi. Mówił o morderstwie na tym właśnie cmentarzu o dziwnych stworach i krzyku umierających ludzi.
* * *
– Mój Pan wraz z żoną i ich dzieckiem postanowili odwiedzić groby ich bliskich w Esserthen, choć wiedzieli o pogłoskach na jego temat, ale co ja mogłem? Jestem tylko służącym… zawiozłem ich tam – mówił stary człowiek. – Wyruszyliśmy o świcie.
– Czy niczego niezwykłego nie zauważyliście?! – Zdziwił się jakiś człowiek przy stoliku.
– Niczego, wszystko było normalnie, nie licząc tego, że tylko my tam byliśmy. Przed zmierzchem postanowili wrócić, ale brama była zamknięta… Potem zrobiło się ciemno i… iii… – głos mu się łamał – pojawili się jacyś ludzie, przypominali kapłanów i zabrali ich. Ja ukryłem się za grobem i tak leżałem jakiś czas. Potem usłyszałem krzyki, więc poszedłem zobaczyć, co się dzieje i gdy dotarłem na miejsce… Och bogowie, jak mogliście na to pozwolić?!
– Mów starcze! Co tam się stało! – Zagrzmiał inny głos.
– Było tam siedmiu kapłanów, stali w kole trzymając się za ręce a w samym środku był mój pan z rodziną. Coś mówili, chyba jakieś zaklęcie. Potem wyciągnęli noże i poćwiartowali ich zostawiając jedynie ich syna przy życiu… Dalej mówili jakieś formułki i zrobiło się strasznie zimno… usłyszałem przeraźliwe wycie a potem pojawiły się jakieś potwory… i uciekłem. Przeszedłem jakimś cudem przez bramę i odwiązałem konia od wozu, i uciekłem – ukrył twarz w dłoniach szlochając żałośnie.
Następnego dnia starzec zmarł a jego twarz wykrzywiona była w skrajnym przerażeniu.
* * *
Chłopaka przeszedł dreszcz na samo wspomnienie tej rozmowy i z nową siłą przyspieszył kroku.
Po jakimś czasie zatrzymali się, aby odsapnąć chwilkę.
– Boję się – oznajmiła nagle dziewczyna.
– Nie potrzebnie, Eflin– odparł przytulając ją. – Poradzimy sobie.
– To miejsce mnie przeraża, jest w nim coś strasznego… Jakby obserwowano mnie.
– Nikogo tu nie ma oprócz nas.
– Nie była bym tego taka pewna, coś, ktoś tu jest.
– Więc nie czekajmy na potwierdzenie twych słów i wynośmy się stąd czym prędzej.
Chłopak podniósł się z ziemi spojrzał na drogę przed nim chwilowo oświetloną blaskiem księżyca. Ku jego ogromnemu zdziwieniu na drodze stała mała dziewczynka spojrzała na niego i znikła. Chłopak zamrugał zdziwiony.
– Coś się stało? – Spytała go dziewczyna.
– Nie, to znaczy tak, przed chwila zobaczyłem kogoś…
– Kogo?
– Małą dziewczynkę, spojrzała na mnie a potem po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Oboje podeszli w tamto miejsce, było pusto. Chłopak potrząsnął głową mocniej ściskając rękojeść miecza i rozglądając się czujnie ruszyli dalej w poszukiwaniu wyjścia. Co jakiś czas zauważali jakiś cień przemykający między grobami, ale szli dalej. Dziewczyna potknęła się o coś i gdyby nie szybka reakcja jej brata, przewróciłaby się. I w tym momencie dostrzegli coś we mgle nie wyraźną skuloną postać pochylającą się nad czymś. Do ich uszu doszedł mlaskanie i dziwne chrupanie. To „coś” spojrzało w stronę dwójki ludzi a jego oczy błysnęły niczym u kota i czmychną w mrok nocy.
Wystraszeni spojrzeli po sobie i niepewnym krokiem podeszli do czegoś, nad czym pochylało się to „coś”.
– O bogowie! Czy to?
Dziewczyna zasłoniła sobie ręką usta, gdy zbliżyli się do owego miejsca, wyglądało jak ludzkie ciało w kałuży krwi. Chłopak przysuną pochodnie i ku ich uldze okazało się to kupką liści, ziemi i gałęzi w kałuży brudnej wody.
– A już myślałam – odetchnęła z ulgą dziewczyna.
– Z daleka wyglądało na zwłoki.
– A te stworzenie, widziałeś je?
– Tak, to pewnie był jakiś pies. – Rzekł chłopak i uśmiechnął się do siostry i w tedy z za nagrobka coś na niego skoczyło powalając na plecy.
– Aghhh! – Krzykną wystraszony.
– Nic ci nie jest?! – Krzyknęła Eflin. – Co to było?!
– To był tylko pies…, Ale mnie wystraszył!
Wstał i otrzepał się poczym wraz z siostrą oddalili się. Wiatr powiał mocniej odsłaniając część liści z, pod których wystawało ludzkie ramię a usypana ziemia nasączona był krwią wyciekając na zewnątrz wolno i w blasku pochodni sprawiając wrażenie jakby istotnie była to brudna woda. Eflin i Aderin wdrapywali się właśnie na wysoki pagórek, kiedy do ich uszu dotarło głośne wycie i warczenie za ich plecami. Obejrzeli się gwałtownie dostrzegając jedynie ledwo widoczne ciemne zniekształcone sylwetki podążające za nimi.
– Biegiem! – Krzykną i puścił się na przód ciągnąc za rękę dziewczynę. I znów ujrzeli dziwnego człowieka.
– Jak można się stąd wydostać?! – Zapytała go dziewczyna, lecz ten milczał.
– Pomóż nam, błagam. Jak się stąd wydostać?! – Tym razem odezwał się chłopak.
Mężczyzna zaśmiał się ochryple i uśmiechną drapieżnie ukazując swą straszną twarz. Białą niczym goła czaszka błyszcząca od dziwnej zielonkawej mazi i puste oczodoły. Cofnęli się przerażeni. Głosy za ich plecami były, co raz bliżej. Nie wiele myśląc puścili się biegiem wymijając śmiejącego się człowieka i zbiegając na drugą stronę cmentarza. Biegli nie oglądając się za siebie. Wyskoczyli na inną ścieżkę, a tam już stał ten mężczyzna. Przerażeni skręcili w inną stronę. I tak, co chwila napotykali tego kogoś aż w końcu dotarli do wielkich drewnianych wrót kościoła. Ze skrzypieniem otwarli je tak, aby się przecisnąć poczym zamknęli. Zapanowała ciemność. W takiej chwili zostają uaktywnione inne zmysły. Wnętrze było wilgotne i chłodne, a w powietrzu można było wyczuć słodkawy zapach. Wyższa postać śmiało ruszyła w głąb pomieszczenia. Druga osoba nie zrobiła nawet kroku, stała jak słup soli, drżąc i wyraźnie bojąc się tego miejsca. Lecz pokonała swój strach i zaczęła iść, jej ruchy były wymuszone i mechaniczne. Po przejściu paru metrów zawadziła o wystającą, długą, twardą i nieprawdopodobnie zimną rzecz. Znienacka pojawił się jej brat i pomógł jej wstać. Ruszyli między rzędami pustych ławek rozglądając się na boki i w tedy z za jednego z wysokich filarów wyłoniła się ktoś. Aderin Staną z mieczem gotów w każdej chwili zaatakować.
– Nie ma się, czego bać oni już nic wam nie zrobią.
– Ktoś ty? – Zapytał podejrzliwie młodzieniec.
– Kapłanem Elemery, bogini ziemi, a wy?
– Jestem Aderin a to moja siostra Eflin – Słowa kapłana wcale go nie uspokoiły. Nadal czuł strach przed tym, co czeka na zewnątrz.
– Niech pan się tak nie denerwuje, to jest bezpieczne miejsce, tamci tu nie wejdą – a teraz chodźmy.
– Dokąd? – Spytała dziewczyna.
– Zjeść coś, z pewnością jesteście głodni.
– Co się tu dzieje? Co to za stwory nas goniły i kim był ten człowiek, którego spotkaliśmy parę razy?! – Wybuchną nagle chłopak.
– Zapewne wilkołaki – rodzeństwo wzdrygnęło się – a ten człowiek to ofiara wampira… biedaczek, tak go wyssał, że z braku krwi stał się nie umarłym. Ale nie obawiajcie się ich, tu w tym miejscu, bogini Elemera was ochroni przed nim! Ale nie przede mną i moimi braćmi! – Dodał w myślach ostatnie zdanie. Przeszli do bocznego pomieszczenia a potem schodami na górę aż w końcu znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu jadalnym z niewielkim stolikiem, na którym stała jeszcze ciepła strawa i puchar z winem.
– Proszę, siadajcie, za chwilę przyniosę wam więcej.
– Dziwny człowiek, jak on tu wytrzymuje – odezwała się zaraz po wyjściu mężczyzny, Eflin.
– Może lubi, nie wiem. Ale przynajmniej dał nam schronienie.
– Nie podoba mi się to miejsce, lepiej stąd chodźmy.
– Dokąd? Na zewnątrz kręcą się te stwory, Eflin. Nie mamy wyboru, musimy tu zostać do rana.
– Ale jak tylko wzejdzie słońce opuścimy to miejsce.
– Oczywiście. Nie zostaniemy tu dłużej niż to konieczne.
Nagle boczne drzwi się otwarły i do pomieszczenia wkroczyło sześć postaci jednakowo ubranych. Aderin zerwał się z krzesła chwytając za miecz, ale z przerażeniem stwierdził, że nie ma go. W tym momencie do pomieszczenia wszedł gospodarz.
– Widzę, że już poznaliście moich braci, to dobrze.
– Kim jesteście… czego od nas chcecie?! – Krzyknęła dziewczyna.
– Oto, kim jesteśmy! – W mgnieniu oka jego twarz zaczęła się zmieniać ukazując białą skórę pokrytą zielonkawą substancją i puste oczodoły. Cofnęła się przerażona wpadając na stolik i wywracając puchar.
– To ty!
– Takkk, a to, czego chcemy zaraz zobaczysz – odpowiedział i podszedł do dziewczyny. Czuć było od niego przejmujące zimno, wręcz nieludzki chłód. Przemówił do niej lodowatym głosem:
– Jesteśmy dziećmi nocy…
Podszedł do jej brata i chwycił za szyję. Nagle chłopak poczuł jak jego głowa staje się kulą ognia. Piekący ból nie był najgorszy. Zaczął się bać, powoli sztywniejąc ze strachu. Po chwili leżał pod stołem widział czerwone krople ściekające z blatu. Jedna z nich upadła wprost na jego usta... Nie było to wino, lecz krew. Znał ten słodko-słony smak. Resztka odwagi pomogła mu wstać. Z przewróconego pucharu wypływały stróżki krwi, powoli zalewając blat. Czerwona rzeka spływała ze stołu. Po chwili była już wszędzie. Widziałem ją na drzwiach, na ścianach, na podłodze. Poczuł jak jego ubranie nią przemięka. Ten metaliczny zapach i smak. Smak cierpienia i bólu. W pewnym momencie na jego szyi otworzyła się rana. Ciepły płyn szybko zaczął wyciekać z wąskiego otworu. Czuł jak słabnie. Lecz nagle wysoka szafa w rogu otworzyła się, ukazując swoje czarne wnętrze. Jeszcze nigdy się tak nie bał jak teraz. Usłyszał dziwny głos. Monotonne słowa układały się w modlitwę. Nagle krew wytrysnęła z otchłani. Fala krwi szybko dotarła do niego. Oblewając go zaczęła wpływać mu do wnętrza. Za każdym razem, gdy wołał pomocy dławił się wpływającą posoką. Jego siostra krzyczała i próbowała się wyrwać kapłanom, lecz nie mogła. Świece pogasły i zrobiło się strasznie zimno. W powietrzu czuć było odór zgnilizny. Patrzyła bezradnie jak jakiś straszliwy stwór wyłania się z wnętrza szafy i chwyta jej brata pożerając go kawałek po kawałku. Z gardła młodzieńca wydobył się przerażony krzyk, który po chwili przeszedł w charczenie i następnie całkiem zanikł… Za Elemerą napływały pojedynczo półprzeźroczyste szare zjawy przypominające piekielne biesy, ale znacznie mniejsze niż te, co opisywane były w księgach.
– Ty jesteś następna – wyszeptał jej do ucha jakiś mężczyzna. Krzyknęła z rozpaczą:
– Mamo! Nie pozwól im!
Lecz było już za późno na jakąkolwiek pomoc została ciśnięta w stronę demona. Jej macki oplotły krzyczącą dziewczynę i uniosły nad paszczę. Ścisnęły z całej siły miażdżąc jej ciało i kości z głośnym chrupnięciem i rozrywaniem miękkiej tkanki. Fontanna krwi trysnęła na wszystkie strony…
Zgromadzeni mężczyźni wymówili ostatni wers modlitwy do ich bogini:
– …gdy słońce gaśnie a nastaje mrok…

TEKST B
Południowa Afryka tor wyścigowy formuły pierwszej. Wyścig zbliżał się już prawie do końca. Jeszcze tylko dwa okrążenia. Szarpnęła mocniej drążek. Bolid nabrał szybkości wyprzedzając po zewnętrznej dwa inne. Haruka nie poddawała się łatwo. Przecież jej nazwisko oznaczało wiatr i prędkość. Na razie była piąta ale miała chęć zaatakować najwyżej punktowane miejsca. Myślała nawet o podium. Prędkościomierz wskazywał maximum. Według wcześniejszych ustaleń zespołu nie musiała już zjeżdżać do boksu. Wytworzyła się idealna sytuacja zaraz po wyjściu z zakrętu jednak zwolniła. Znowu się zaczyna zdążyła pomyśleć zanim w jej umyśle znowu nie pojawiły się znajome słowa „ Nadchodzi mesjasz ciszy. Nastąpi Armagedon i czas wszelkiego zniszczenia. Nastanie nowa era gdy tylko połączą się trzy talizmany. Więc dlatego się odrodziłyśmy czy rzeczywiście wyznaczono nam taką misję – rozmyślała dalej . Po chwili otrzęsła się z szoku a bolid ponownie nabrał szybkości. W tym samym czasie ostrzeżenie odebrały jeszcze dwie osoby . Michiru Kaio ujęła w swe dłonie „ morską katedrę”największe dzieło Stradivariusa . Skrzypce ożyły pod jej dotykiem grając dźwięki solowej partii gdy nagle głos w jej głowie ostrzegł po raz kolejny przed zbliżającą się zagładą. Wrota czasoprzestrzeni od wieków były pilnie strzeżone a podróże w czasie stanowiły największe tabu podobnie jak istnienie strażniczki także owiane były tajemnicą. Czarnowłosa dziewczyna o zielonych oczach uniosła ciężkie berło sprawdzając wszystkie zabezpieczenia gdy nagle wyczuła nagłe zakrzywienie czasoprzestrzeni. Mamy kłopoty – westchnęła biegnąc zaalarmować zwierzchników. Poranne gazety doniosły o dziwnym pożarze pracowni genetycznej Uniwersytetu Tokijskiego. Właśnie ta informacja zwróciła uwagę blondynki gdy przy kawie sięgnęła po poranne wydanie „Tokio News” .- Co cię tak zainteresowało ? -Michiru biorąc kanapkę zauważyła nagłe zainteresowanie koleżanki artykułem. Musimy zacząć działać przecież nie możemy bezczynnie przyglądać się jak nasz świat ulega destrukcji.- energiczną Harukę rozpierała energia. W innej części Tokio kilka miesięcy później Mamoru Chiba czuł się coraz bardziej osłabiony. Mimo tego już od godziny przeszukiwał zasoby internetowe na temat profesora Tomoe i prowadzonych przez niego badań . Na monitorze wyświetlała się ciągle ta sama biografia: uzyskana specjalizacja z zakresu genetyki, przewodniczący , najwyższe wyróżnienia aż w końcu wydalenie z uczelni za nieetyczne doświadczenia z zakresu inżynierii genetycznej. Żona pracująca jako asystentka zginęła w pożarze laboratorium ocalał tylko on i ich ośmioletnia córka Hotaru cudem uratowana przez naukowców z ekipy Tomoe nie wyjaśniono do tej pory tego fenomenu. Sam profesor nazywany szalonym , z powodu swych teorii o cywilizacjach kosmicznych, musiał poddać się zabiegowi okulistycznemu bo tkanka prawego oka była prawie całkowicie zdegenerowana.
Hotaru dorastała w szpitalnej atmosferze była praktycznie więźniem instytutu od którego zależało jej życie. W jej pokoju obok lamp które tak namiętnie kolekcjonowała znajdowała się różnorodna aparatura podtrzymująca jej nędzny żywot. Gdy ból był nie do zniesienia czasami pragnęła by to się skończyło bo praktycznie powinna już nieżyć była tylko mechanicznie przebudowaną lalką w której została odrobina człowieka. Wspomnieć należy ze po odejściu z państwowej posady i banicji naukowej Tomoe założył własną uczelnię prywatną “ Instytut Mugen”. Lider metod nauczania i pionier nowych technologii a wśród uczni nazywana domem czarownic bo tylko najlebsi z nalebszych mieli szansę. Nikt nie zdawał sobie wówczas sprawy jak trafne jest to określenie. Wszyscy marzyli by się tu dostać. Było tu przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum , średnia i studia cały szczebel edukacji poprzecinany egzaminami wstępnymi na kolejne poziomy. Plan nauki układano zawsze indywidualnie a zajęcia prowadzili prefekci z najwyrzszą oceną a do notatek i ćwiczeń stosowano komputery. Ponadto uczeń który nie osiąga ponadprzeciętnych wyników z jakiegoś przedmiotu przez rok może się skupić wyłącznie na nim chodząc wyłącznie na laboratoria , konwersatoria i dodatkowe ćwiczenia z wyznaczonego zakresu materiału. Niezawsze zdanie wstępnych egzaminów gwarantowało przyjęcie. Lecz już sam wygląd przyciągał rzeszę chętnych. Olbrzymie szklane prawie futurystyczne budynki luksusowo wyposarzone z ruchomymi schodami , windami i olbrzymim holem w którym przy wejściu znajdowała się portiernia a na środku olbrzymia fontanna i ławki. Szkło wszędzie miało kolor zielony. Nawet szyby przedzielające klasy były przezroczyste. Co zaś do samych sal lekcyjnych były urządzone wygodnie i wyposarzone w najnowsze zdobycze techniki .Na pierwszym piętrze mieściło się przedszkole na drugim szkoła podstawowa i tak kolejno następne szczeble gimnazjum na trzecim, liceum na czwartym a studia na szóstym , siódmym i dziewiątym.Na dzieiąte piętro jeżdzi specjalna winda uruchamiana przepustkami . Znajdują się tam pracownie kół zainteresowań. Parter zajmowy pokoje rekreacyjne , restauracje , bibloteki oraz sale audiowizualne. Jednak nic nie wzbudzało tyle sensacji co podziemia gdzie znajdowały się kwatery profesorów, koordynatorki oraz pięciu wykładowczyń. Prowadzono tam też największe projkty badawcze z zakresu genetyki w zabezpieczonych tajnych pomieszczeniach. Podsómowując imponujący widok choć nigdy w planach konstrukcyjnych nieistniały poziomy - 10, - 11 , - 12 i – 13. Suishi Tomoe powszechnie uważany był za tylko za niegrożnego dziwaka. - profesorze już są , ich śmigłowiec właśnie podchodzi do lądowania – oznajmiła podekscytowana Kaorinight. Windą pośpiesznie wjechali na szczyt gdzie obok olbrzymiego pawilonu botanicznego znajduje się lądowisko . Michiru zgrabnie posadziła maszynę na pasie. Witam panno Kaio podziwiam pani grę , jest pani wirtuozem skrzypiec a pan panie Teno najlebszym kierowcą rajdowym w naszym kraju gratuluję – dumny że wybrali jego szkołę uścisnął im dłonie – im więcej talentu tym więcej energii.- szepnął do siebie.- od kiedy możemy zacząć naukę – kontynuowała Haruka. - zaraz po powrocie z obozu treningowego. A teraz wybaczcie mamy zebranie rady pedagogicznej . Proszę resztę formalności omówić z moją sekretarką.,. -Kaorinight musimy już iść – ponaglił swą osobistą asystentkę. Tym razem wcsneli czerwony guzik uaktywnił się panel dodatkowych opcji. Tomoe szybko wpisał – 13 . Gdy weszli do olbrzymiej fioletowej świątyni wszyscy już czekali kłaniając się nisko kapłanowi. Ten tylko obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem – czy już wiadomo coś na temat trzech talizmanów. Dysponujemy jakimiś konkretnymi danymi ? - spytał. Pięć wiedżm nagle ucichło. Starały się sprawiać wrażenie niewidzialnych by tylko kara je mineła. - daję wam ostatnią szansę i powierzam pieczę nad szkołom ale jeśli zawiedziecie moje zaufanie zostaniecie zgładzone. Pozwól panie że zajmę się egzaminami wstępnymi – jestem Virulit nauczycielka informatyki zaawansowanej.
10 dni póżniej odbyły się egzaminy dla wszystkich chętnych. Tablice informacyjne oraz sieciowa telewizja uczelni podawały numery wyznaczonych sal i nazwiska przydzielonych opiekunów. Niebieskooka blondynka i jej towarzyszka z łatwością wmieszały się w tłum. Zaniepokojone wypatrywały Ami Mizuno. Jednak ta zdawała w innej sali. Wszyscy byli mile zaskoczeni gdy ujrzeli komputery. Poinformowano że tego typu test jest o wiele dokładniejszy i wynik otrzyma się odrazu. Gdy zegar odmierzył czas kandydaci przystąpili do pisania pracy. Około drugiej godziny zaczeło się jednak dziać coś niepokojącego. Ludzie słabli jakby nagle opuszczały ich wszystkie siły. To był znak. Po cichu wymknęły się z sal. Pierwsza Ami póżniej Michiru i Haruka. Po cichu śledziły Virulit. Ustaliły że żródłem jest centralny komputer lecz by go zniszczyć trzeba było zdobyć kody a tymi dysponuje tylko wiedżma.Zatakowały lecz nie przypuszczały że walka będzie taka ciężka. Cała moc wyssana z ludzi zgromadziła się w obwodach głównego komputera a ten generował ją do rękawicy którą prefekt nosiła na prawym ręku. Ami ze swojego panelu połączyła się z informatycznym sercem uczelni. Wirusy wgrane do sieci znacząco osłabiły moc. Gdy zarażona została sama Virulit jeszcze raz przystąpiły do realizacji planu. Tym razem straciła przytomność. Program wgrany przez dziewczyny uruchomił właśnie proces autodestrukcji rdzenia. Zostały niecałe 4 minuty do detonacji. Wystarczyło zamknąć właz zabezpieczający by wszyscy byli odgrodzeni od epicentrum wybuchu. Kamery przemysłowe jak i flmy też zostaną zniszczone. Uśmiechały się do siebie. Czternaście dni miały spędzić na obozie rekrutacyjnym . Wszystkie zostały przyjęte. W pobliżu miała być też Rei która koniecznie chciała pod pozorem treningu zen śledzić uczniów Mugen. Rei Hino nie należała do osób strachliwych. Od dziecka przyzwyczajona do samodzielności . Zawsze samotna. Gdy była mała ojciec, jeden z najbardziej wpływowych polityków po śmierci żony oddał ją na kapłankę do świątyni shinto “Hikawa” której zarządcą był jego teść. Kontakty ojca z córką sprowadzały się wyłącznie do pieniędzy. Opłacał naukę w elitarnym Zespole Szkół dla bogatych panien i co miesiąc przesyłał kieszonkowe. Lecz wszystkie te wydarzenia tylko ukształtowały jej charakter. Teraz już miała celi, swój cel do którego dążyła z całą stanowczością. Z tą myślą zasnęła śniąc o szczęściu i przyjaciółkach. Nagle sceneria zmieniła się. Nie widać było nic poza mrokiem gdy niespodziewanie ujrzała ją tak wyraźnie. Czarnowłosa uniosła kosę. Czas stanął w miejscu a niebo po kilku dniach całkowitej ciemności rozjarzyło czerwienią. Rzeki spłynęły krwią niewinnych. Budynki rozsypywały się w proch a jęk potępionych rozlegał się wszędzie. Płacz ostatnich ludzi jacy jeszcze zostali na tym dogorywającym ziemskim padole. Choć cierpieli okrutnie niedana im była łaska szybkiej bezbolesnej śmierci. Obudziła się zlana potem . Na szczęście to był tylko koszmarny sen. Musi być wyspana jeśli ćwiczenia miały odnieść skutek. Zapewne trening koncentracji wyczerpie całą jej moc. Popołudniu była już na miejscu. Kochała ten spokój, to miejsce ukryte wysoko w górach. Nieskalane ręką człowieka. Miała tu swoją małą chatkę gdzie mogła rozwijać swoje zdolności. Jej żywiołem był od zawsze ogień. Za wszelką cenę postanowiła rozwijać w sobie te magiczne cechy a szczególnie koncentrację i medytację. Była dokładnie czwarta rano gdy klęczała pośrodku okręgu. Długie czarne włosy spięła rzemykiem Raz za razem ćwiczyła panowanie nad tym najpiękniejszym z żywiołów.. Gdy zbliżał się się wieczór trzeciego dnia zajęła się wzmocnieniem siły woli. Kaskada wodospadu obmywała jej ciało podczas gdy dziewczyna skupiła się na oczyszczeniu umysłu z wszelkich myśli. Tak nastała noc. Już w chacie przebrała się w czarny strój . Ze sobą wzięła tylko łuk w końcu chodziła na zajęcia z łucznictwa zen. Szła ostrożnie po drodze zacierając ślady. Przy bramie ogłuszyła strażnika nie napotykając zbytnich trudności weszła na teren kampusu Mugen. Nagle drogę przecięły jej dwie osoby. Prawie instynktownie przywarła do ściany . - pst to my choć za nami- znalazłyśmy to miejsce , tylko musimy być ostrożne. Haruka i Michiru dołączyły do niej. Dotarły na skraj obozu nad wskazane jezioro. Tu planowana była cała uroczystość. Odetchnęły z ulgą na szczęście wszystko idzie według planu. Po krótkiej wymianie zdań ruszyły dalej. Nad brzegiem spostrzegły olbrzymie ognisko na około którego zgromadzili się uczniowie. Po środku stała prefekt zajmująca stanowisko nauczycielki filozofii, jak zdążyły wyjaśnić jej przyjaciółki. Właśnie w tej chwili gdy kończyły nastąpiła recytacja tekstu ślubowania i kodeksu szkoły. Wyglądało to dość zwyczajnie. Przyrzekano posłuszeństwo i wierność tradycjom uczelni. Nagle w ręku Eudiel pojawiła się magiczna laska którą powoli wskazała kierunki świata. Wschód, zachód , północ i południe. Uczniowie zaczęli tracić przytomność a na ich czołach pojawił się symbol czarnej gwiazdy. Nauczycielka recytowała dalej- przyrzeknijcie swe dusze mistrzowi Farao. Niech wasze ciała wypełni moc kosmosu. Oto zwiastun Bractwa Śmierci. - zakończyła Płonąca strzała przebiła jej serce a żar z ogniska spalił ciało. Kapłanka kończyła recytować święte formułki niszczące demona. Wszystko wróciło do normalności. Koszmarne sny coraz częściej nawiedzały wybrane. Miesiąc później w strefie przemysłowej Mugen miały nastąpić dwa otwarcia. Wybudowany został olbrzymi ogród botaniczny. Sensację wywołał projekt „ Telulum” to roślina wyhodowana przez najzdolniejszych . Była praktycznie samowystarczalna. Minimum wody i energii. Dzięki niej uczennica Telulu zdobyła uznanie w całej Japonii. Lecz to nie jedyna atrakcja strefy zapowiedziano też koncert dwóch gwiazd na otwarcie centum handlowym . Oba w tym samym czasie. Grupa dziewczyn wpatrywała się właśnie w plakat reklamowy. Minako westchnęła – chciałabym być na obu – i tak nie możesz Mimi Haniu zaśpiewa tylko dla studentów tej ich uczelni – Rei sprowadziła koleżankę na ziemię. Czekajcie jest rozwiązanie ! - mam w końcu pierścień hi hi hi hi. - blondwłosą piękność olśniło. Wieczorem poszły na koncert Michiru. Znajomej skrzypaczki. Tymczasem Mina już przebrana czekała na koncert swej idolki. Gdy światła zgasły zaczął się występ . Po chwili wszyscy zatkali uszy dźwięk rozchodzący się po sali był okropny. Ultra fale – wiedziała już co zrobić. Zawiadomiła resztę . Zanim dotrą sama postanowiła działać , zaatakowała Mimet jej własną bronią. Odwróciła bieg fal akustycznych wzmacniając mikrofonem jednocześnie nakazując ewakuację. Chwilę później salą wstrząsną wybuch. Zostały jeszcze dwie wiedźmy. Wszyscy byli pewni że nowy ogród botaniczny jest przykrywką a kolejne rośliny mogą odbierać energię życiową. Jednak miłość Mako do roślin była chyba silniejsza, więc gdy zobaczyła w kwiaciarni ten dziwny kwiat od razu zaniosła go domu. Kilka godzin później w tym samym miejscu tajemnicza czarnowłosa dziewczyna nabyła ostatni egzemplarz Telulum. Instytut fizyki molekularnej. - Setsuna już wróciłaś – byłam na mieście i zobaczcie co kupiłam – pokazała wszystkim doniczkę z zielonymi pędami kwiatu po czym ustawiła ją obok komputera. Coś się zmieniło Torin – zwróciła się do przyjaciółki ? nie wszystko w porządku tylko nie podobają mi się te zawirowania, praktycznie takie zjawisko nie występuje. Szybko zaczęły analizować dane. Gdy w pokoju zjawił się profesor od razu doktoranci pokazali anormalne wyniki doświadczeń. Dwie godziny późnej zrezygnowany naukowiec zaproponował przerwę na obiad. - Zaczekajcie zaraz przyjdę – rzuciła czarnowłosa . Gdy wszyscy wyszli nagle zaczęła słabnąć . Nie dawała rady ogarniającej jej słabości . Coraz gorzej widziała a okulary zsunęły z nosa . Osunęła się w czarną przepaść.. Nagle na jej czole pojawił się znak i poczuła jak wracają jej siły.
- trzecia właśnie się przebudziła musimy iść – daleko stąd na samych obrzeżach trójkąta jaki tworzyły ulice sławnego kompleksu dwie postacie mknęły autostradą wprost do ogrodu botanicznego. Doktor Meiu zniszczyła podstępny kwiat kiedy tylko wyczuła zakrzywienie czasoprzestrzeni wokół jego pąka. Czym prędzej przeniosła się w miejsce gdzie walczyła reszta. - Witam – uśmiechnęła się promiennie do reszty. - Co ty tu robisz kto pilnuje czasu – wszyscy z niedowierzaniem wpatrywali się w strażniczkę czasoprzestrzeni , która stała przed nimi a która według świętego kodeksu nie mogła opuścić wrót pod groźbą śmierci. - Diana ma klucze i zajęła moje miejsce a mi wyznaczono nową misję – spokojnie wyjaśniła. - Ale tu gorąco – Michiru nienawykła do upałów więc krzywo spoglądała na tropikalny las wyrosły przed nimi – no co ty mówisz . Jest bosko w porównaniu z pięćdziesięcioma stopniami podczas rajdu afryki – odcięła się Haruka. Stały z boku obserwując bieg wydarzeń. Mako doskonale radziła sobie z przeciwniczką więc bez obaw śledziły przebieg walki. A rozwścieczonej nastolatce furia dodawała tylko sił. Gdy miała 10 lat straciła oboje rodziców w katastrofie lotniczej i od tej pory była sama. Wyrosła na silną i zdecydowaną kobietę a miłość do kwiatów odsłaniała prawdziwą duszę zielonookiej szatynki. Nie mogła wybaczyć że wszystkie rośliny w jej mieszkaniu uschły . Szybko rozprawiła się z Telulu. Kilka dni później gdy odpoczywały w swojej willi Haruka i Michiru dostały wiadomość jeśli szukacie talizmanów , wiem gdzie są czekam na was w morskiej katedrze nie było podpisu. Ni ewiedziały także czy mogą zaufać tej osobie ale miały znowu wizję armagedonu straszniejszą niż poprzednio więc mimo silnych przeczuć że pakują się wprost w pułapkę poleciały tam. Mimo że Kaio była tylko skrzypaczką miała też licencję pilota i prywatny śmigłowiec o czym wiedziało niewielu. Kiedy na horyzoncie pojawił się zarys wyspy zniżyła lot. Pięć minut później posadziła maszynę na ziemi. Gdy weszły ich oczom ukazał się przerażający widok. Wnętrze było ciemne, ponure i przesiąknięte złą magią prawie namacalną . Nawet smugi światła przebijające przez witraże nie rozświetlały tego miejsca.
Podeszły bliżej. Kiedy były już na środku pomieszczenia zostały zaatakowane. Przywiązano je do olbrzymich dwóch luster. Nie mogły się wyswobodzić a zewsząd atakowali zombie. Skryta w mroku ujawniła się dopiero teraz. Spokojnie podeszła do dwójki schwytanych.
Jestem Caorinithe mistrzyni czarnej magii witam w tym upadłym miejscu
po co nas wezwałaś i gdzie są ludzie posiadający talizmany – dziewczyny zaczęły tracić cierpliwość
naiwne to o was mówi legenda zresztą zaraz się przekonacie – zapewniła patrząc na ich niedowierzające miny.
Wyciągnęła sztylet maczając go wpłynie stojącym w ozdobnej misie. - Ta substancja wydobędzie kryształy waszych serc. - wytłumaczyła raniąc je po kolej. Rany niebyły śmiertelne jednak ich stan był ciężki. Zanim zemdlały z upływu krwi zobaczyły jak z ich piersi ulatują w powietrze dwa kryształy. Były przerażone . Doskonale wiedziały co będzie teraz . bez nich zatrzyma się akcja serca i umrą a jedyną szansą ratunku było przywrócenie tych srebrnych klejnotów na powrót ich ciałom. Zalała je gama różnorakich uczuć . Bały się widząc jak kryształy serc zmieniają się. Żółty Haruki w szablę a błękitny Mihiru w lustro. Ich przeznaczeniem zatem jest śmierć tak jak dokładnie napisano w księgach o posiadaczach talizmanów . Tyle razy studiowały te woluminy. Teraz były pewne to skarb którego szukały od dawna. Gdy były już na skraju agonii czarownica uwolniła je z więzów. Teraz dziewczyny leżały na posadzce obok siebie splatając dłonie i patrząc sobie głęboko w oczy . Ich ciała zaczynały znikać. Kaorinight chciała sięgnąć po swą zdobycz lecz promień posłany w jej kierunku poparzył ręce. Cofnęła się nieznacznie. - Zapomniałaś o trzecim – głos Setsuny ciął powietrze. Powoli podeszła do towarzyszek. Reszta dziewczyn już tam była płacząc. Spokojnie wyjęła z berła czasu nasadkę. Przedmiot trzymany w jej rękach zaczął się zmieniać . Zebranym ukazał się główny klucz czasoprzestrzeni w którym jarzył się olbrzymi rubin. „ Oko czasu ” zaczęło rezonować z pozostałymi talizmanami co przebudziło i uleczyło umierające wojowniczki. Po kilku minutach kryształy serc oddzieliły się od świętych przedmiotów wracając na powrót do ciał. Trzy wojowniczki chwyciły za nową broń wirując w około. Talizmany oddziaływały na siebie coraz silniej więc dziewczyny ledwo to wytrzymywały. Gdy linie pomiędzy artefaktami utworzyły trójkąt rozbłysło białe światło ukazując święty puchar. Wiedźma niewytrzymała takiej dawki mocy. Została unicestwiona samym tylko blaskiem świętego kielicha. W tym czasie w instytucie Mugen Hotaru zaatakowała przyjaciółkę przejmując jej srebrny kryształ. Dzięki temu zła moc drzemiąca w dziewczynce uwolniła się. Niebyło już córki profesora a na jej miejscu stała kobieta cała w czerni z długimi ciemnymi włosami w jej czarnych oczach widać było blask tryumfu. Drzwi otworzyły się i wszedł Suishi Tomoe kłaniając się nisko. - Witaj Misteres już nie mogliśmy się doczekać. - Czy wszystko gotowe zaraz przybędzie władca piekieł – oznajmiła lecz nagle jej ciało przeszył ból . Dusza Hotaru przetrwała uwięziona w ciele tej koszmarnej istoty którą się stała. Lecz ostatnimi resztkami sił objęła kryształ oraz duszę Chibiusy. - niepozwolę ci ich skrzywdzić – krzyknęła. Tymczasem wszystkie wojowniczki zaalarmowane pojawieniem się obcej siły aportowały się koło uczelni profesora który obecnie też przybrał postać demona. Stra żniczki talizmanów dobrze wiedziały co oznacza taka korelacja ich sił. Mesjasz ciszy przebudził się. Odnalazły potwora i podjęły walkę z upiorną kobietą. - Czy to mesjasz ciszy , możemy jakoś pomóc opętanej – Rei nie mogła uwierzyć. - Nie to nie ona i w tym stanie już nic niemożna dla niej zrobić . Nagle przerwali walkę a Mistres cała zaczęła się trząść. Dusza dziewczynki przejmowała kontrolę i stawała coraz silniejsza. Legendarny puchar pojawił się jeszcze raz wtedy ciało demona rozpadło się a z dymu, popiołu i krwi wyłoniła się młoda dziewczynka w fioletowej szacie. Po trzymanej srebrnej kosie poznali kim jest.
Jam jest mesjasz ciszy i niech wszystko zakończy się tu i teraz a świat odrodzi się powtórnie wolny od zła.
Odezwała się a przerażenie ogarnęło wszystkich. Nagle zapadła jeszcze większa ciemność, czas zatrzymał się w miejscu. Nawet jęki umierających wszędzie ludzi ustały . Czerwone niebo spłynęło krwią a czas stanął w miejscu. Mesjasz chwycił swą kosę. Słowa ab ovo zawisły nad światem który właśnie dobiegał kresu. Wszelkie stworzenie i istota ludzka pogrążyło się w śmiertelnym śnie a reszta budynków obróciła w proch. Trzęsienia ziemi , wybuchy wulkanów i wylewy rzek pochłonęły wszystkie zgasiły resztkę istnień. Ziemia rozpadła się . Nareszcie świat był wolny. W innym czasie malutka córeczka wesoło gaworzyła w wózeczku tylko jej oczy od czasu do czasu roziskrzały się fioletem. Trzy dziewczyny popatrzyły ze strachem na małą. Czy jeszcze kiedykolwiek się przebudzi jej moc. Tymczasem wyznaczono im nową misję.

A WIEC NIECH WYGRA LEPSZY!
  Laptop, rower i Pan Jezus art.
Marcin Jakimowicz/26.04.2007 11:27
Laptop, rower i Pan Jezus
Co zrobić, by nowe rolki nie stały się ważniejsze od przyjęcia pierwszej komunii?
W tym roku na Opolszczyźnie nie zobaczymy dzieci w pierwszo-komunijnych ubrankach. Synod diecezji przesunął jej datę na trzecią klasę podstawówki. Tymczasem w sąsiedniej diecezji od lat popularna jest Wczesna Komunia Święta, do której przystępują sześciolatki.
Dzieci powinny przystępować do Pierwszej Komunii Świętej w III klasie szkoły podstawowej – postanowił zakończony przed dwoma laty synod diecezji opolskiej. W tym roku rozporządzenie wchodzi w życie.

foto: KFP/Maciej Kosycarz

– W tym roku na Opolszczyźnie nie będzie Pierwszej Komunii Świętej. Poza moją parafią – opowiada ks. Tomasz Horak, proboszcz w Nowym Świętowie. – W przyszłości będzie w III klasie. Nie rozumiem intencji wprowadzenia późniejszej Komunii świętej. Myślę, że to wbrew dekretowi świętego Piusa X, który pisał o Komunii najmłodszych. Wprowadzający zmianę argumentowali, że ponieważ nasze rodziny są coraz bardziej pogańskie, potrzebny jest program przygotowania. Jasne, taki program jest bardzo ważny. Ale przecież można go było przeprowadzić w drugiej klasie. A poza tym pamiętajmy: katecheza nigdy nie zastąpi tego, czego dzieci nie znajdą w domu. To przesunięcie o rok Pierwszej Komunii zachwiało też program katechez. Martwię się jako proboszcz małej wiejskiej parafii, kto teraz będzie ministrantem? Mam szukać tych, którzy jeszcze nie przystąpili do Komunii? O rok skróci się też okres opieki konfesjonału nad tymi dzieciakami. One po szóstej klasie pójdą do gimnazjum i wyfruną z parafii.

– Nie możemy mówić o Pierwszej Komunii w oderwaniu od uczestniczenia w całej Mszy świętej – broni tezy synodu prof. Helmut Sobeczko. – W trzeciej klasie ten udział jest bardziej dojrzały. Gdyby chodziło o samo przyjęcie Komunii, wystarczyłaby druga klasa, a nawet przedszkole. Ale ponieważ nam chodzi o przygotowanie dzieci do uczestnictwa w liturgii, synod diecezjalny przesunął tę datę o rok. Ponieważ dziś dzieci zazwyczaj nie wynoszą modlitwy z domu, nie słyszą w nim o Bogu, mają możliwość o rok dłużej słuchać Ewangelii, przygotować się do Komunii. Chodzi o pełniejsze uczestnictwo we Mszy świętej. Dziecko w trzeciej klasie lepiej czyta, łatwiej się uczy.

– Nie bał się ksiądz takiego zapisu? – pytam. – Był on dyskutowany na synodzie. To nie był mój wymysł. Przegłosowała go większość. Duszpasterze, katecheci widzieli problem: nie chcieli, by Pierwsza Komunia była jedynie barwnym folklorem, ale rzeczywistym spotkaniem z Bogiem. Oprócz szkolnej katechezy przewidzieliśmy dziesięć celebracji w kościele, które mają wtajemniczać i rodziców, i dzieci. Dopiero startujemy, ale wierzę, że ta zmiana przyniesie pozytywne owoce. To nie żadna rewolucja: sam przystępowałem do Pierwszej Komunii w trzeciej klasie. Kiedyś to była norma – odpowiada ks. Sobeczko.

Wcześniaki na start

Ks. Klemens Kosyrczyk, powojenny naczelny "Gościa”, zadzwonił kiedyś do ks. Józefa Stokowego, katowickiego proboszcza: – Czy wiesz już o tym, że Jorg od Strobiny został biskupem? Cieszę się, ale taki młody… – Wiesz, to ten wpływ Wczesnej Komunii Świętej – podsumował znany żartowniś ks. Stokowy.

Podczas gdy w Opolu przesunięto datę Pierwszej Komunii o rok, w diecezji katowickiej od lat widać inną tendencję: Wczesną Komunię Świętą.
Aleksandra Samira-Gajny z Katowic przed laty posłała do niej swego syna. Dlaczego? – Był to czas, gdy sama się nawracałam. Ponad rok chodziłam z Przemkiem na katechezę. Dla niego było ważne to, że mnie widział na religii. Ci, którzy podnoszą argument, że brak tu formacji, nie mają racji. Rodzice osobiście przerabiają z dziećmi lekcje, razem się modlą. Takie towarzyszenie ponad rok dziecku w przygotowaniu do przyjęcia Jezusa jest niesamowicie ważne. Powiedzmy sobie szczerze: Przy Komunii drugoklasistów kapłani nie mają najczęściej kontaktu z rodzicami. Ile razy słyszałam, jak proboszczowie błagali rodziców, by przyszli na spotkania przed Komunią. Tymczasem rodziców często to nie obchodziło: biegali zamawiać knajpę, szyć sukienki. Te "wcześniaki" przyjmowały Jezusa bardzo nobliwie i święcie. Małe dzieci są bardziej niewinne, nieskażone kalkulacją, kombinowaniem, nie mają jeszcze założonych masek, nie udają. Później wielokrotnie bywałam na Komuniach "normalnych", drugoklasistów, i widziałam, co działo się w ławkach: chłopcy się świetnie bawili, strzelali muszkami, dziewczynki podnosiły halki, pokazywały sobie buciki. Nie chcę oczywiście generalizować, bo wszystko zależy od dziecka i od nastawienia rodziny, ale jednak są to już dzieci zżyte od dwóch lat w klasie i dla nich jest to masowa impreza. Festiwal mody, zegarków, kalkulatorów, prezentów. Ich materializm jest o wiele większy niż maluchów. Wielu podnosi argument: oni przyjmując ciało Jezusa, niczego nie rozumieją. Ale, przepraszam, kto rozumie?

– Do Wczesnej Komunii najczęściej przystępują dzieci, które są co tydzień z rodzicami na Mszy – dopowiada proboszcz sporej katowickiej parafii ks. Zenon Drożdż. – Sam ze wzruszeniem wspominam swą Wczesną Komunię przed 45 laty. Po wielu latach kapłaństwa widzę, że dzieci w wieku przedszkolnym paradoksalnie głębiej przeżywają Komunię świętą i spotkanie z Jezusem. Niestety coraz mniej dzieci na Śląsku przystępuje do Wczesnej Komunii...

Papież płacze nad listem malucha

Tradycję Komunii dla przedszkolaków wprowadził święty Pius X, zwany papieżem dzieci. Po wydaniu dekretu o Wczesnej Komunii Świętej otrzymał moc listów od dzieci. Jedno z nich napisało: "Chwilami tak się czuję po Komunii Świętej, jak gdyby tatuś mój tulił mnie w ramionach. Wówczas czuję się tak szczęśliwa, że nie mogę mówić ani słowa. Ale ukochany Zbawiciel wie, jak Go kocham!". Papież list ten czytał ze łzami i zagadnął stojącego obok prałata: "Który biskup mógłby powiedzieć coś piękniejszego po spotkaniu się z Panem w Eucharystii?".

Pius X co roku zapraszał do Watykanu "pierwszokomunistów". Prosił ich wówczas: Będziecie mi pomagać waszymi modlitwami, prawda?

Gdy z dziećmi pierwszokomunijnymi spotkał się półtora roku temu Benedykt XVI, podeszła do niego mała Andrea i zapytała: – Moja katechetka powiedziała, że Jezus jest obecny w Eucharystii. Jak to możliwe, przecież Go nie widzę?

A Papież uśmiechnął się: – Tak, nie widzimy Go, ale jest przecież tak wiele rzeczy, których nie widzimy, a one istnieją. Nie widzimy na przykład prądu elektrycznego, a jednak wiemy, że istnieje, bo widzimy, że ten mikrofon działa, widzimy palące się światła. Tego, co najgłębsze, od czego rzeczywiście zależy życie i świat, nie widzimy, ale możemy zobaczyć, poczuć tego efekty. Elektryczności nie widzimy, ale widzimy światło. I tak dalej. Podobnie nie widzimy zmartwychwstałego Pana, ale widzimy, że tam, gdzie jest Jezus, ludzie się zmieniają, stają się lepsi. Potrafią żyć w pokoju, pojednać się. Widzimy skutki Jego obecności i możemy zrozumieć, że Jezus jest obecny.

– A jak wspominasz dzień Twojej Pierwszej Komunii? – przerwała dziewczynka. – Bardzo dobrze pamiętam ten dzień – odrzekł papież z Bawarii. – Była to piękna marcowa niedziela 1936 r. Świeciło słońce, kościół był piękny, grała muzyka, było wiele pięknych rzeczy, które pamiętam. Było nas blisko trzydzieścioro chłopców i dziewcząt z naszej małej wioski, w której mieszkało nie więcej niż 500 osób. Zrozumiałem, że Jezus przyszedł do mojego serca, odwiedził właśnie mnie. I że jest dar miłości, który rzeczywiście wart jest więcej niż wszystko inne, co może dać mi życie. Zrozumiałem, że teraz rozpoczyna się nowy etap w moim życiu. Na ile potrafiłem, obiecałem Panu: "Chciałbym być z Tobą zawsze", i modliłem się: "Ale przede wszystkim to Ty bądź ze mną". I tak potoczyło się moje życie.

Wybieg dla małych modelek

Halo, halo… A prezenty? Benedykt XVI nie wspomniał ani słowa o prezentach. A to one przecież najczęściej skupiają uwagę dzieciaków i przysłaniają istotę Komunii.

W jednej z warszawskich parafii na wychodzące z kościoła dzieci czekały w ubiegłym roku niecodzienne prezenty… kucyki.
Czy warto się dziwić, że w rozmowach dzieci słyszymy: w tym roku w dniu Komunii przyszedł do mnie nowy laptop, rower, kilka płyt DVD i Pan Jezus. W takiej kolejności. Szkoda. Nie, nie Jezusa: on pokornie przyjmuje ostatnie miejsca w rankingu. Szkoda dzieci. To od decyzji rodziców zależy, czy jak kiedyś dziewięcioletni Józio Ratzinger zauważą, że otrzymali "dar miłości, który rzeczywiście wart jest więcej niż wszystko inne".

"Prezenty są najmniej istotnym elementem uroczystości pierwszokomunijnej i nie mogą być dla dzieci miernikiem ważności tego dnia – pisze w swym liście do duchowieństwa tarnowski biskup Wiktor Skworc. – Pierwsza Komunia to najważniejsza w życiu dziecka uroczystość liturgiczna, a nie akademia z wierszykami. Dzień nie może być komercyjnym widowiskiem, zaś ewentualne datki na Kościół wyłącznie dobrowolne, a nie w jakikolwiek sposób inspirowane przez księży" – pisze biskup.

W dokumencie znalazło się sporo konkretnych wskazówek, jak zorganizować uroczystość. Na przykład taka, że słowo Boże w czasie Mszy św. powinni czytać rodzice – pierwsi nauczyciele wiary. Filmować i fotografować mogą tylko te osoby, które ukończyły specjalny kurs i wiedzą, jak to robić dyskretnie. A ponieważ ubiór dzieci w niektórych parafiach wzbudza wiele kontrowersji, ordynariusz tarnowski apeluje, aby strój był prosty, schludny i estetyczny.

Problem ten rozwiązuje Wczesna Komunia Święta: wszystkie dzieci przystępują do niej w prostych albach. Ten pomysł praktykowany jest też w wielu polskich parafiach. Prezbiterium nie zamienia się wówczas w wybieg dla małych modelek.

A Ty coś rozumiesz?

Powiedzmy sobie szczerze: wiek dzieci przystępujących do Pierwszej Komunii nie jest poważnym problemem. Poważniejszą dyskusję nad Wisłą powinno wywołać ustalenie wieku młodzieży przystępującej do bierzmowania. Przyjęcie tego sakramentu dla wielu gimnazjalistów jest znakomitą okazją do kpin czy masowej rozróby. Wiele razy byłem tego świadkiem. O ile Jezus wołający: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" nie dodawał, że muszą mieć ukończone dziesięć lat, o tyle przystąpienie do "sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej" wymaga już zakorzenienia w Kościele i tęsknoty za przyjęciem pełnych ognia darów Ducha. A o taką postawę w gimnazjum trudno…

Kiedyś w korytarzu pociągu usłyszałem dialog. Jeden z rozmówców, jak się okazało zakonnik, opowiadał: – Niedawno przygotowywałem do Pierwszej Komunii niepełnosprawne umysłowo dzieci. – Ale przecież one nic nie rozumieją – zdziwił się drugi mężczyzna. – A ty coś rozumiesz? – zripostował mnich. Zapadła niezręczna cisza.


źródło- onet.pl
  Sredniowiecze katolickie
W roku pańskim 2007

Nie ma szkoły bez Boga - Chcesz cukierka? - Chcę! - To powiedz, że najbardziej na świecie kochasz Pana Jezusa
Mamo, siostra mówiła, że...

- Jaka siostra? Twoja?

- Nie. Siostra.

Tym sposobem Bianka dowiedziała się, że jej córka Maja chodzi w przedszkolu na religię. Maja chciała chodzić. Do czasu, aż przyszła z płaczem.

- Mamo, ja umrę. Mam skaleczenie na ręku, a jest taka choroba, od której to będzie rosło i rosło, aż ręka mi odpadnie, a potem całe ciało.

Siostra miała swoje metody na atrakcyjne lekcje. Zasłaniała okna kotarami, zapalała świeczkę, sadzała dzieci w kręgu i wybierała biblijne przypowieści. Np. o trądzie. Kolega Mai co dzień o 5 nad ranem sprawdzał, czy mu rogi nie rosną, bo siostra orzekła, że z powodu nieregularnego chodzenia na mszę zostanie diabłem.

Przedszkole Mai na Osiedlu Piastów w krakowskiej Nowej Hucie: - Na zebraniu rozdajemy karteczki z nazwiskami dzieci, żeby było anonimowo. Zawsze tak robimy. Rodzic pisze tylko: tak albo nie.

- Co, jak napisze: nie?

- Dziecko idzie podczas katechezy na ćwiczenia wyrównawcze z nauczycielką.

- Samo?

- W tej chwili mam w grupie tylko jedno niechodzące.

- A czy ktoś pilnuje, co się dzieje na katechezach?

- Jeśli już, to kuria. Nie my.

- Kto wizytuje katechetów?

Ksiądz prałat Henryk Małecki: - Szkoły i kuria. Są podwójnie nadzorowani. Tu nie ma żadnej improwizacji.

Drugi raz Maja wróciła z przedszkola z płaczem, kiedy siostra kazała jej usiąść w drugim rzędzie, za kręgiem. - Bo ty i tata się rozwodzicie.

Bianka w podstawówce była buddystką. Dzieci w szkole pytały ją: - Chcesz cukierka? - Chcę! - To powiedz, że najbardziej na świecie kochasz Pana Jezusa.

- W katechizmie przedszkolnym pod każdą lekcją są pytania w stylu "Jak często twoja rodzina czyta Pismo święte?", "Gdzie leży Biblia w twoim domu?". Jak w Hitlerjugend - mówi Bianka - dzieci mają donosić na swoich rodziców.

Bianka Skowronek ma 32 lata. Jej córki są dziś w drugiej i trzeciej klasie. Obie chodzą na religię. Tak zdecydowały. W obu szkołach jest jedna godzina angielskiego i dwie godziny religii tygodniowo.

Liczba lekcji religii w szkołach może być zmieniona jedynie za zgodą biskupa.

Najdłuższa noc w roku

Iza i Darek mają dwójkę dzieci: Bartka (6 lat) i Kubę (10). Mieszkają w Poznaniu.

Z Kubą zaczęło się w przedszkolu. Religia była już dla trzylatków. Mama Kuby zgłosiła, że nie chce. Przedszkolanka poprosiła ją o rozmowę.

- Pani jest jehowa?

- Nie.

- No to przecież może!

Na czas religii Kuba był odsyłany do innej grupy. Najczęściej do starszaków. Traktował to jako rodzaj kary.

W przedszkolu Bartka lekcja religii jest w środku dnia zamiast na początku albo na końcu, żeby rodzice mogli dziecko później przyprowadzić lub wcześniej odebrać.

Iza: - Nie było sposobu. Chyba, że zadarłabym z personelem. Ale nie chciałam ze względu na dzieci. Bartek o religii nie opowiada. Czasem tylko puści wodze fantazji. Ostatnio na widok ściętego drzewa powiedział: "To zrobił święty Józef". Mówi też rzeczy sensowne: że nie można dokuczać innym. OK, też mu to mówię.

Klemens Stróżyński z Kuratorium Oświaty w Poznaniu: - Przedszkole nie musi oferować religii. O to ubiegają się księża. Przychodzą do przedszkoli, a księżom się nie odmawia. Najczęściej proboszcz rozmawia z dyrektorką. Ale zawsze można znaleźć te bardziej świecko nastawione. Choć prędzej wśród prywatnych.

Czyli płatnych.

Iza: - Nie podpisywałam kartek ze zgodą, a okazywało się, że Bartek i tak chodzi na religię. W domu jest inny model, niż go tam uczą, dziecko będzie miało rozdwojenie jaźni. Lekcje mocno go indoktrynują. Walczyłam, żeby coś zorganizowali w zamian. Może byłam za łagodna?

Kuba w szkole świadomie wybrał: nie chodzę. Poszedł raz, wrócił oburzony, że pani katechetka chwaliła Giertycha.

Iza bała się reakcji innych dzieci.

- Ale one raczej zazdroszczą, że jemu wolno nie chodzić. Czują, że ma lepiej. O etyce w podstawówce zapomnij.

W święta Iza i Darek opowiadają dzieciom, w co wierzą niektórzy. Mówią też: my w to nie wierzymy, ale jest sens świętować najdłuższą noc w roku, bo od teraz będzie coraz jaśniej. Na Wielkanoc opowiadają o wiośnie.

- W symbolice wielkanocnej są ciekawe elementy pogańskie, więc mamy się do czego odwołać.

Wspomagają się literaturą. Mają "Księgę Bożego Narodzenia", gdzie są opisane różne sposoby świętowania Gwiazdki.

Dla Izy najgorsze są szkolne akademie, bo zawsze zawierają elementy religijne. U Bartka w przedszkolu imprezę wielkanocną otworzył ksiądz. Na koniec przemówienia poprosił wszystkich o powstanie i zaintonował "Ojcze nasz". - Wściekłam się i wyszłam. To nie ksiądz powinien prowadzić takie spotkania, lecz dyrektorka.

Przed Gwiazdką w szkole Kuby były jasełka. Po nich dzieci odmawiały "Zdrowaś Mario".

- Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Ale komu mam to powiedzieć, jeśli wychowawczyni Kuby mówiła mi: "A może jednak by chodził na religię? Przecież mu nie zaszkodzi".

W drugiej klasie Kuba leżał długo w szpitalu, miał boreliozę. Proporcje szpitalnych lekcji Izę zszokowały. Pani od wszystkiego przychodziła trzy razy w tygodniu na godzinę. Pani od religii dwa razy w tygodniu. - Przez dwa miesiące za każdym razem wchodziła do pokoju Kuby z pytaniem, czy chce lekcji. Za każdym razem Kuba musiał powtarzać: nie.

W szpitalu krzyże wisiały w każdym pokoju. W szkole Kuby wiszą we wszystkich salach. W przedszkolu u Bartka jest jeden - na korytarzu.

Iza: - Przecież to są miejsca publiczne, mają obowiązek zachować neutralność światopoglądową.

Iza Kowalczyk jest historyczką sztuki, pracuje w Toruniu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Historia sztuki jest na dole budynku, na górze - teologia. Krzyże wiszą na dole i na górze. Przy okazji świąt na uniwersytecie wisiały flagi maryjne i papieskie.

- Zapytałam panią z portierni: "Dlaczego?". "Dostaliśmy takie polecenie". Może powinnam była wtedy uderzyć do rektora?

Kiedyś Kuba na lekcji muzyki uczył się pieśni religijnych.

Iza zapytała: - I co, śpiewałeś?

- Otwierałem usta.

- Tym sposobem moje dziecko uczy się po-dwójnych reguł. No i wkurza mnie, że Kościół katolicki jest finansowany przez państwo. Uroczystości, wizyty papieża, Świątynia Opatrzności Bożej - za to wszystko jako podatniczka płacę, choć jestem ateistką. Za lekcje religii też.

Księża i katecheci dostają pensję wedle normalnych szkolnych stawek, z puli nauczycielskiej. Na mocy porozumienia z episkopatem są zwykłymi pracownikami.

Czy są tak samo kontrolowani?

Klemens Stróżyński z kuratorium oświaty: - Nie pod względem merytorycznym. Nie podlegają kuratorium, tylko wydziałowi katechetycznemu kurii. To kuria wydaje tzw. misję - uprawnienie do nauczania religii. I tylko ona może ją odebrać rękami biskupa.

Jezus cię kocha

Bruno urodził się 3,5 roku temu. - Byliśmy ze Zbyszkiem wzywani przez nasze rodziny na poważne rozmowy: "Ochrzcijcie go. Bo dobro dziecka, bo rozumiem te wasze przekonania, ale".

Sylwia ma kilku znajomych, którzy ochrzcili. Wszyscy niewierzący.

- Bywa tak, że rodzina nie spocznie, dopóki tego nie zrobisz. Koleżanka mówi: musiałam ochrzcić Kasię, bo nie mogłam się spotykać z rodziną męża.

"Dobro dziecka" pojawiło się w przedszkolu. Pół roku przed czasem Sylwia poszła zapytać: co, jeśli dziecko nie chodzi na religię. Dyrektorka poświęciła jej mnóstwo czasu. Zaczęła od tego, że ta dzielnica jest "multikulti, bo obok jest osiedle dyplomatów". I że religia w tym przedszkolu to raczej religioznawstwo, a przede wszystkim nauka o wartościach: czym jest dobro i zło, jak żyć zgodnie w społeczeństwie.

- Pomyślałam: super! Chcę, żeby Bruno wiedział, kim jest Jezus, to w końcu kraj katolicki. Bez tego będzie mu się trudno poruszać.

Pani wzięła Sylwię na spacer. Pokazała gablotę - nasza szkolna gazetka religijna.

Sylwia: - Klasyk. Jezus, obrazki z Jezusem przybitym gwoździami do krzyża, kolorowanki, Jezus cię kocha. Jeśli to jest religioznawstwo, to chyba wybiórcze. Dziękuję, ale nie.

Bruno poszedł do innego przedszkola. Za półtora roku zacznie mu się religia. - Cała grupa pójdzie za wesołym księdzem grającym na gitarze, a on zostanie sam w sali? Dziecko niechodzenie na religię odbierze jak zakaz, karę. Na tym polega perfidia wprowadzenia religii do szkół i przedszkoli: że nagle niewierzący rodzice jawią się własnym dzieciom jako karzący za nic. Zostaliśmy postawieni w sytuacji zabraniaczy. Bardzo świadomie nigdy jej Brunonowi nie stwarzamy. Zawsze z nim rozmawiamy. Hipokryzją jest mówienie, że religia w przedszkolu to kwestia wyboru dziecka. Jasne, że wybierze, żeby pójść z innymi dziećmi. Czujesz się inny i gorszy, kiedy wszyscy gdzieś idą, a ty nie, kiedy wszyscy mają białą sukienkę, a ty nie, kiedy wszyscy w klasie dostają komputer na komunię, a ty nie, kiedy dzieci zaczynają powtarzać: Jezus jest dobry, a ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, są źli.

Bruno nie będzie chodzić.

Sylwia: - Ale to jest trudne. Przecież będzie pytał: nie mogę? Przygotowujemy się do tych rozmów.

Zakorzenić córkę

W zeszłym roku córka Jagody pojechała na obóz narciarski. 1 stycznia przy śniadaniu opiekun zapowiedział: - Idziemy na mszę.

Dominika: - Nie idę.

Opiekun: - Wszyscy idą.

Dominika w płacz. Nie poszła. W tym roku jechała znowu, z tą samą grupą. Przed odjazdem Jagoda powiedziała opiekunce: - Jeśli będzie wyprawa na mszę, proszę nie ciągnąć tam mojej córki, nie jesteśmy katoliczkami.

Opiekunka w śmiech.

- Jaką mszę? Tu nikt nie jest wierzący.

1 stycznia przy śniadaniu opiekunka zapytała: - Kto oprócz Dominiki nie jest ochrzczony?

Koleżanka Dominiki: - Chodź z nami do kościoła, dla Jezusa to nie ma znaczenia, czy jesteś ochrzczona. On i tak cię kocha.

Rodzice posłali Dominikę do przedszkola i szkoły żydowskiej.

- Chcieliśmy, żeby od dziecka uczyła się stawiać opór wobec wzorca konformizmu. I żeby miała doświadczenie obcowania z różnicą.

Na pytanie: "Jaki procent dzieci w tej szkole jest pochodzenia żydowskiego?", od dyrekcji pada zawsze odpowiedź: "Nie prowadzimy takich statystyk". Nie ma lekcji religii, jest za to "kultura żydowska". Przy wejściu można przeczytać cytat z Talmudu: "Świat podtrzymywany jest oddechem dzieci idących do szkoły". To samo pomieszczenie służy czasem za salę gimnastyczną, czasem za synagogę.

Jagoda: - Można wywalczyć wolność, wysyłając dziecko do ortodoksyjnej szkoły wyznaniowej. To najdziwniejsza rzecz, jaka mi się zdarzyła.

Mąż Jagody jest katolikiem. Pomysł wysłania tam córki był wspólny, ale on bardziej się niepokoi, że Dominika nie poradzi sobie z antysemityzmem.

- Oboje uważamy, że w katolickim kraju antysemityzmowi można się przeciwstawić tylko wtedy, kiedy człowiek jest zakorzeniony w chrześcijaństwie.

Dlatego Jagoda szukała dla córki miejsca, gdzie mogłaby płynnie przejść od kultury żydowskiej do religii katolickiej.

- Znalazłam genialną dziewczynę, zgodziła się poprowadzić dla córki katechezę. Powiedziałam Dominice. Cały dzień nad tym myślała. Wieczorem przyszła z płaczem: "Nie chcę. Będę się źle czuła wobec dzieci w szkole żydowskiej. Jestem już kimś i nie chcę przestać tym kimś być". Byłam z niej dumna.

Dominika wie od mamy, że religia jest rzeczą niezwykle ważną. Zna imiona biblijne lepiej niż dzieci po katechezie. Czasem mówi o sobie: bezreligijna, czasem: buddystka. Tak jak mama.

Pan od muzyki ratuje duszę

Syn Marii był w szkole społecznej. Powiedziała: sam zdecyduj. Poszedł raz.

- Mamo, ta pani jest bardzo miła, ale chyba kłamie. Opowiadała, że jej koleżanka miała niegojącą się ranę. Jakaś ukraińska znachorka zapytała ją: "Kochasz Jezusa?". "Kocham najbardziej na świecie". I od tego rana się zagoiła.

Program nauczania religii opracowuje i zatwierdza Kościół, a następnie podaje do wiadomości ministrowi edukacji narodowej. To samo dotyczy kwalifikacji zawodowej nauczycieli religii. I podręczników: wszystkie, oprócz tych do religii, muszą mieć certyfikat MEN. Normalnie rzeczoznawca ocenia wartość merytoryczną, dydaktyczną i językową podręcznika. Ale te do religii opiniuje kuria.

Maria: - Tłumaczyłam synowi, że ludzie wierzą w różne rzeczy, a kiedy się jest chorym, należy wierzyć w wyzdrowienie. Ale więcej na religię iść nie chciał. Był jedyny. Katecheza odbywała się w klasie, gdzie wszystkie pozostałe lekcje, była w środku zajęć. Marcin na tę jedną godzinę wychodził. Siadał na korytarzu, odrabiał lekcje. Co tydzień powtarzał się ten sam scenariusz. Przechodzący nauczyciele krzyczeli: co ty tu robisz? Przecież są lekcje! Marcin wszystkim musiał się tłumaczyć, że on nie chodzi na religię.

Nie ma takiej klasy

Ania, koleżanka Marii, szuka szkoły dla syna. Dzwoni do pierwszej szkoły Marcina w podwarszawskim Konstancinie:

- Mój syn nie chodzi na religię...

- To chyba pomyłka! U nas wszystkie dzieci chodzą.

- Ale ja dopiero szukam dla niego szkoły.

- No to pewnie będzie w tym czasie z wychowawcą albo odsyłany do innej klasy.

- A lekcja nie mogłaby być na pierwszej lub ostatniej godzinie?

- Nie mamy takiej klasy.

- A jakieś zajęcia w zamian?

- To przecież tylko jedna godzina w tygodniu.

Pytam Klemensa Stróżyńskiego z kuratorium, co ma zrobić rodzic dziecka, któremu nie zapewniono opieki podczas lekcji religii.

- Złożyć skargę do kuratorium. Prokurator będzie ścigał dyrektora placówki. Każda szkoła i przedszkole ma obowiązek tę opiekę zapewnić: zorganizować kółko zainteresowań, świetlicę, lekcję równoległą. To samo dotyczy rekolekcji. Dziecko niechodzące może, ale nie musi zostawać w domu, ale szkoła musi zapewnić mu coś w zamian.

Po roku Marcin przeniósł się do innej szkoły społecznej. Na czas wizyty papieża Benedykta XVI szkołę zamknęli na trzy dni. Dla Marii to skandal.

- Z jakiej racji? Dlatego że duchowny jednego wyznania przyjechał?

W szkole Marcina był pan od muzyki. Młody człowiek, mieszkał niedaleko, miał klucze, jak trzeba, to i posprzątał. Dusza szkoły. Uczył Marcina grać na gitarze. Jedna z dziewczynek, które też nie chodziły na religię, miała koszmarny sen. Opowiedziała go w szkole.

Pan od muzyki: - To szatan do ciebie przyszedł.

Pod koniec szóstej klasy poprosił Marcina na bok: - Niedobrze, że chodzisz na aikido. Aikido, joga to wywyższanie się nad Boga. On jest zazdrosny, kiedy człowiek próbuje dorównać mu siłą. Mówił o złych istotach. - Wpuszczasz je do swojego życia. Tacy, co chodzą na jogę, idą do piekła.

Pan od muzyki nie użył słowa: diabeł.

Marcin najpierw nie chciał powiedzieć mamie. Bo panu od muzyki wszyscy ufali. Zdecydował się w drodze do domu, ale najpierw kazał mamie zakręcić okna w samochodzie.

Potem nie chciał chodzić do szkoły, nie mógł spać. Maria poszła do dyrektorki. Ta nie mogła uwierzyć, że coś takiego mógł zrobić katolik.

Maria: - Dyrektorka poprosiła, żebym powiedziała mu osobiście swoje zarzuty. Zgodziłam się. Miałam jasność: nauczyciel wykorzystał swoją władzę. Rodzice decydują, czy dziecko chodzi na religię, czy nie, a dziecko staje się kozłem ofiarnym. Powiedziałam mu, że Marcin ma kłopoty zdrowotne, a basen i aikido polecił mu lekarz. Inaczej grozi mu operacja.

On na to: - Ma kłopoty ze zdrowiem, bo wpuścił złe moce. My ratujemy jego duszę.

Pana od muzyki nie zwolniono.

Maria: - Gdyby był w sekcie, toby go wyrzucili. Ale katolik?

Agnieszka, siostra Marcina, studiuje psychologię: - Ciekawe, kto jest następny. Bo przecież jeśli to jego misja, on musi tak robić. Są ludzie, którzy nie mogą się powstrzymać przed seksualnym molestowaniem. I są tacy, którzy nie mogą powstrzymać się przez molestowaniem religijnym.

Agnieszka, mając trzy lata, wyjechała z rodziną do USA. Wróciła po siedmiu latach. Był 1994 rok.

Mama powiedziała: - w szkole jest religia. Możesz zdecydować, czy chcesz chodzić.

- Ale jak to: religia? Która religia?

- W szkole w USA były dzieciaki wszelkich wyznań - opowiada dzisiaj. - Dlatego pomyślałam: będzie o różnych filozofiach. Poszłam na dwie lekcje. Okazało się, że jest tylko o jednej.

Niekatolickie dzieci wymagają reedukacji

Ania dzwoni do drugiej szkoły Marcina (w podwarszawskim Mysiadle):

- W klasach I-III mamy tylko jedno takie dziecko.

- A w starszych?

- Nie wiem, ile ich jest, ale można policzyć na palcach jednej ręki.

- Co robią podczas lekcji religii?

- Zostają w sali.

- Jak to?

- Po prostu nie uczestniczą. Albo mają zajęcia z reedukatorem.

- Z kim?

- Tak się składa, że te same dzieci, które nie chodzą na religię, wymagają reedukacji.

- A jeśli moje dziecko nie będzie do reedukacji?

- Zawsze może zejść do świetlicy.

- Która jest otwarta cały czas?

- Nie. Tylko w godzinach 7.30-8.15 i po 13.20.

Czyli przed i po lekcjach.

Barbara Tomkiewicz z kuratorium w Warszawie: - System Informacji Oświatowej nie przewiduje, żeby kuratoria prowadziły badania, w ilu szkołach odbywają się lekcje etyki.

Dzieci lub ich rodzice muszą szukać w ciemno. Za pomocą internetu Annie udało się znaleźć jedną szkołę państwową, gdzie są lekcje etyki. Ale nie w Warszawie, tylko w Gdańsku Wrzeszczu, nie podstawową, tylko liceum (IX LO), nie w siatce zajęć, tylko po lekcjach, i nie dla każdej klasy, tylko dla chętnych ze wszystkich klas naraz.

Aneta Woźniak, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Edukacji Narodowej: - Nie ma przepisu, który obligowałby dyrektora szkoły do umieszczenia zajęć z religii lub etyki jedynie na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Wręcz przeciwnie, takie rozplanowanie byłoby dużym utrudnieniem organizacyjnym dla szkoły i nauczycieli.

Na terenie diecezji warszawskiej w 2005 roku na religię chodziło: w przedszkolach 83 proc. dzieci, w szkołach podstawowych 93 proc., w gimnazjach 94 proc., w szkołach zawodowych 83 proc., w liceach 76 proc. Dane zbiera wydział nauki katolickiej kurii warszawskiej.

Ludzie chcieli, badań nie było

Marzena jest tłumaczką, ma trójkę dzieci: Huberta (19 lat), Różę (16) i Karola (9). Hubert chodził w przedszkolu na religię. W szkołach żadne z dzieci już nie chodziło. Za każdym razem było jedyne w klasie.

Marzena: - W państwowym, zwykłym liceum syna codziennie podczas dużej przerwy dzieci modlą się z katechetką na korytarzu. Zajęć z etyki w żadnej ze szkół nie było. To znaczy raz była: w gimnazjum córki. Ona bardzo te zajęcia lubiła. Potem powiedzieli: nie mamy na to godzin. W podstawówce Róży święto szkoły rokrocznie odbywało się w kościele. W szkole Karola każdy rok szkolny rozpoczyna się mszą. Dopiero potem wszystkie dzieci idą z kościoła do szkoły. Na zakończenie roku to samo. A rekolekcje? 2 maja dzieci odpracowują w sobotę, a tu nagle trzy dni bez zajęć szkolnych i nic. Z okazji śmierci papieża wszystkie trzy szkoły moich dzieci miały ołtarze dla papieża w głównym holu. W jednej cały korytarz był udekorowany jego zdjęciami.

Dwa lata temu cała szkoła Karola pojechała na wycieczkę do Niepokalanowa. Mieli jechać gdzie indziej, ale w ostatniej chwili okazało się, że wyjazd organizuje katechetka.

Marzena ma problem z wyborem opcji politycznej. Denerwuje ją, że osobom niereligijnym przypina się łatkę "komuchów". Kiedy przed wyborami Tusk wziął ślub kościelny, zajrzała do deklaracji ideowej Platformy Obywatelskiej.

- Okazała się niemal równie konserwatywna jak PiS. A państwo powinno być świeckie. Jeżeli akcentuje religie, to niech akceptuje wszystkie. Jeżeli głowa państwa odwiedza księdza z Radia Maryja, to powinna również brać udział w uroczystościach żydowskich, muzułmańskich, buddyjskich. Ale wszyscy przywódcy państwowi i partyjni mówią: "Polska jest krajem katolickim". Ja do tej grupy nie należę i co? Czuję, że jestem wrogiem. Nie mam psychicznego bezpieczeństwa.

W wyborach krajowych głosowała na Demokratów.

- Na lewicy nie ma ideowych ludzi. Ale Demokraci też są dla mnie zbyt klerykalni. Wprowadzili religię do szkół, choć nie musieli.

Premierem był wówczas Tadeusz Mazowiecki, ministrem edukacji narodowej - Henryk Samsonowicz.

- Dlaczego? Z prostego powodu: znaczna część społeczeństwa tego chciała. Są w szkole zajęcia dodatkowe z wuefu, plastyki, muzyki, czemu nie miałyby być z religii? - odpowiada profesor Samsonowicz.

- Czy rząd Mazowieckiego zamówił badania na temat poparcia społecznego dla wprowadzenia religii do szkół?

- Nie było żadnych badań. Ale dużo rozmawiałem z rodzicami, uczniami, nauczycielami. Religia miała być dla tych, którzy chcieli, a nie jako część programu szkolnego. Wtedy szkoła nie musiała, ale mogła proponować takie zajęcia.

- Jednak religia stała się częścią programu.

- To nie był mój pomysł. Ale biorę na siebie pełną odpowiedzialność za tamtą decyzję - dodaje Samsonowicz. - Refleksja nad wartościami wyższymi i rozważania nad samym sobą są niezbędne.

- Temat był głośny, wszyscy dyskutowali, nawet część wierzących wyrażała sprzeciw - mówi Wanda Nowicka, jedna z założycielek Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo "Neutrum". - Potem było już tylko gorzej: dyskusje ucichły, ludzie posyłali dzieci na lekcje dla świętego spokoju. Skutki bywały rozmaite. Syn moich znajomych zmuszał ich, żeby chodzili z nim do kościoła, bo ksiądz wypytywał na każdej lekcji, czy rodzice chodzą.

Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione

Art. 53 ust. 4 Konstytucji RP:

"Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być

przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób".

ŹRÓDŁO:
gazeta wyborcza

cholera opamietajcie sie bracia katolicy nie zyjemy we średniowieczu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 



uroczystość nadania szkole imienia Jana Pawła II
uroczystości nadania imienia Jana Pawła II
Uroczyste otwarcie baru
Uroczyste pożegnanie kl
uroczystego objęcia władzy
uroczystego pasowania uczniów
Uroczystość nadania szkole
Uroczystość Najświętszego Ciała i
uroczystość pasowania na ucznia
Uroczystość pożegnania klas VI
uroczystość pożegnania uczniów
Uroczystość z okazji Dnia
uroczystości organizowanych w przedszkolu
uroczystości pasowania na ucznia
uroczystości przekazania sztandaru
  • k510i symbian
  • astrid posrednictwo
  • router bt 1800hg jak uruchomic siec w xp po
  • jak zrobiE6 pufe
  • typologia miast
  • zabytki chin
  • przepisami kulinarnymi internautow
  • baza noclegowa krutyn
  • Kto to jesti93Fi90Di90A Nie