Oglądasz posty znalezione dla słów: uroczystość nadania szkole imienia Jana Pawła II
Wiadomość
  Szkoła przy ul.Kolejowej
Czuję sie wyrwana do tablicy! W szkole sa kroniki, nie za duzo tych dokumentujacych dawne lata, ale jest możliwość opracowania wszystkich list z absolwentami ze wszystkich roczników (sa archiwizowane arkusze ocen). 28.05.2006 r. przypada 60-ta rocznica utworzenia szkoły, polskiej szkoły w Międzyzdrojach przy ulicy Kolejowej 33. W maju, 17 chcemy nadać imię gimnazjum. Imię Jana Pawła II - nalezy wybierać najwyższe ideały!
W planach uroczystości tego dnia byłoby spotkanie absolwentów, koncert, oczywiście zwiedzanie szkoły...
Wydamy kartę pamiatkową (juz od grudnia bedzie mozliwośc otrzymania jej w szkole, oczywiście wspierając finansowo przedsięwziecie). Zamierzamy tez wydac folder o szkole, w nim zawrzemy owe listy absowentów i nazwiska nauczycieli którzy uczyli przez te 60 lat..) Jesli mogę mieć prośbę, to proszę o podpowiedzi, co jeszcze, i jak, i wsparcie .. finansowe również. Pozdrawiam .Tamara
 
  Wybory na Patrona Szkoły
Mysle ze powinien być zorganizowany jakiś festyn albo chociaż apel z okazji tego że mamy nowego patrona. Powinno być uroczyste nadanie imienia szkole :]
na pewno powinien byc jakis obraz na patio lub cos co by przypominalo wizerunek patrona :] potem powinnismy dolaczyc do rodziny szkol Jana Pawla 2 :] Nastepnie o 21:37 2 kazdego miesiaca delegacja z szkoly powinna isc na msze sw :] z sztandarem :]


Powinno być coś takiego. Myślę, że powinna być powieszona gablota poświęcona Janowi Pawłowi II na patio :] A to z tymi mszami to myślę, że to lekka przesada. Uważam, że msza w rocznicę śmierci zupełnie wystarczy.
  Nadanie MG1 imienia Jana Pawła II
Uroczystość nadania imienia Jana Pawła II Miejskiemu Gimnazjum nr 1 (przy ul. Koziełka) będzie miała miejsce w sobotę, 14.10.2006 r. o godz. 14. Wcześniej, o godz. 10, w kościele św. św. Cyryla i Metodego odbędzie się Msza św. (którą odprawi biskup Damian Zimoń), podcza której zostanie poświęcony sztandar szkoły. Przejściu uczestników Mszy św. do szkoły będzie towarzyszyć Orkiestra Dęta KWK "Knurów".

Podczas uroczystości w szkole zostanie otwarta wystawa plastyczna "Bliżej Sacrum", którą będzie można oglądać do niedzieli, 22.10.2006 r.
  Roszowicki Las
W dniu 27 kwietnia 2009 roku Rada Gminy Cisek rozważyła sprawę nadania imienia Publicznej Szkole Podstawowej w Roszowickim Lesie. Na sesję przybyli uczniowie szkoły podstawowej wraz z rodzicami i Panią Dyrektor oraz Ksiądz Proboszcz miejscowej parafii. Przedstawili oni radnym powód i cel nadania imienia szkole w Roszowickim Lesie. Zapoznali również zebranych z harmonogramem działań związanych z wyborem Patrona. Rada Gminy Cisek przyjęła jednogłośnie uchwałę w sprawie nadania imienia Jana Pawła II Publicznej Szkole Podstawowej w Roszowickim Lesie. Uroczyste nadanie imienia Jana Pawła II Publicznej Szkole Podstawowej w Roszowickim Lesie odbędzie się 16 października 2009 roku. Do tej uroczystości ze szczególną starannością przygotowują się uczniowie, grono nauczycielskie, rodzice oraz cała wieś według przyjętego harmonogramu.

Źródło: www.cisek.pl
 
  Twierdza to też NDM (za co Panu płacą, Panie Burmistrzu?)
Witam!!!
Przepraszam za chwilową absencję, ale staram się nie odpowiadać na Państwa pytania w czasie godzin pracy, ponieważ nie za to mi płacą. Dlatego właśnie teraz chciałbym podzielić się pewnymi uwagami na temat wczorajszej sesji.
Zacznę od tego, że punkcie 7 porządku obrad zadałem burmistrzowi kilka pytań.
1. Dlaczego pomimo nadwyżki budżetowej w wysokości 3 milionów złotych i zapotrzebowania szkół na remonty i pomoce dydaktyczne (1,7 miliona) przekazano na ten cel tylko 450 tysięcy?
2. Czy to prawda, że w Modlinie będzie budowany ośrodek kultury? Kiedy będzie remontowany budynek straży pożarnej w Okuninie?
3. Kiedy będą rozebrane pawilony na ulicy Zakroczymskiej?
4. W imieniu Komisji Komunalnej zadałem pytanie, dlaczego pomimo wielu wniosków komisji nie przystąpiono do rozłączenia ogrzewania SP3 i PP 2 w Modlinie Starym. W tym roku grzewczym wydano na paliwo 161 tysięcy złotych.
5. W imieniu właścicieli pawilonów handlowych przy ulicy Warszawskiej zadałem pytanie, dlaczego działka na której obecnie stoi budynek ubezpieczeń sprzedano w trybie ograniczonym do jednej osoby i uniemożliwiono tym samym przystąpienie do przetargu mieszkańcom miasta a przede wszystkim właścicielom pawilonów które maja być zlikwidowane. W wyniku tej operacji w/w działka została kupiona za 130zł za metr, natomiast działka na której stoją obecne wspomniane pawilony za 800 złotych za metr?
6. Dlaczego Pan burmistrz nie odpowiada na pytania zadawane na forum?
7. „Pytanie do Pani Przewodniczącej”. Dlaczego we właściwy sposób nie powiadomiono Radnych RM o uroczystości nadania imienia Jana Pawła II szkole numer 1?
8. Prosiłem o przedstawienie kosztorysu dni NDM i porównanie go z wydatkami na obchody świąt narodowych.

Jak już wspomniałem nie będę komentował niczego, ponieważ każdy ma możliwość wypowiedzenia się w różnych formach. Natomiast moja wymiana postów z Wami jest postrzegana przez burmistrza i kilku moich kolegów jako gra polityczna i chęć powiększenia grona wyborców na co zresztą nie mam szans, biorąc pod uwagę liczebność uczestników forum i tu cytat:
„Nie będziemy się przejmować pięcioma osobami”
Mnie nasunęło się wówczas inne stwierdzenie, „Niektórzy zapomnieli co to znaczy służba”.
  Pomnik św. Faustyny
ostatnia aktualizacja: sobota, 14 czerwca 2008 godz. 22:33

Powstanie fontanna św. Faustyny

W Łodzi stanie pomnik św. siostry Faustyny - patronki miasta. W sobotę w kamień węgielny wmurowano akt erekcyjny. Metropolita łódzki abp Władysław Ziółek poświęcił też plac, na którym stanie pomnik.

Siostra Faustyna została kanonizowana przez papieża Jana Pawła II.

Św. Faustyna została ogłoszona patronką Łodzi zimą 2005 roku podczas uroczystości związanych z 85-leciem diecezji łódzkiej. Wcześniej decyzję w tej sprawie podjęła Stolica Apostolska. Kilka tygodni temu patronkę miasta wpisano do statutu Łodzi.

Obecny na uroczystości wmurowania aktu erekcyjnego prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki uznał, że sobotnie wydarzenie ma wymiar szczególny. – Dziś nabrała materialnego kształtu nasza prośba skierowana do papieża Jana Pawła II o nadanie miastu patronki w osobie św. Faustyny – powiedział. Przypomniał, że to właśnie w Łodzi siostra Faustyna Kowalska miał pierwsze objawienia. Jak zaznaczył, „to właśnie ona, z woli Boga, stała się tą osobą, która ogłosiła światu Miłosierdzie Boże”.

Pomnik-fontanna stanie na placu Niepodległości, obok kościoła pod wezwaniem św. Faustyny. Przedstawiać będzie postać kobiety klęczącej na jednym kolanie. Faustyna jedną ręką będzie czerpać tryskającą wodę, drugą - wskazywać na przechodniów. Pomnik zrobiony ma być z marmuru kanaryjskiego. Jego odsłonięcie zaplanowano na 5 października tego roku.

Faustyna Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec (obecnie woj. łódzkie) jako trzecia córka - z dziesięciorga dzieci - małorolnego chłopa Stanisława i Marianny Babel. Na chrzcie otrzymała imię Helena. Od wczesnej młodości musiała zarabiać na życie. Do szkoły uczęszczała przez niecałe trzy lata. Przez rok pracowała w sklepie i mieszkała w Łodzi.

W wieku 20 lat wstąpiła do zgromadzenia sióstr Matki Miłosierdzia w Warszawie. Od początku pobytu w zakonie była - jak podają źródła kościelne - „obdarzona darem modlitwy kontemplacyjnej i mistycznej”. Według źródeł kościelnych, 22 lutego 1931 roku w Płocku ukazał się jej Pan Jezus Miłosierny, nakazując upowszechnić obraz „Jezu, ufam Tobie” namalowany potem - na podstawie wizji Faustyny - przez Eugeniusza Kazimierowskiego.

W zakonie siostra Faustyna chorowała na gruźlicę. Na polecenie spowiednika spisała swoje przeżycia mistyczne. Ukazały się one po II wojnie światowej jako „Dzienniczek”. Siostra Faustyna umarła 5 października 1938 roku w krakowskich Łagiewnikach. 30 kwietnia 2000 roku została kanonizowana przez papieża Jana Pawła II.

(PAP)

ŹRÓDŁO: http://ww6.tvp.pl/380.dzialy
  bledy na stronie UG
Lektura Gminnego Informatora Samorządowego nr 10/2008/Październik umieszczonego na oficjalnej stronie UG to żenujący obraz naszej władzy i ludzi odpowiedzialnych za jego redagowanie (czytaj) Wójta Tadeusz Klimka, który pod wszystkim sie podpisał.
1) Sesja Rady Gminy - wyniki głosowania tajnego zostały przez W/W uszczegółowione poprzez podanie nazwisk radnych

2) Jest mowa o apelach mieszkańców (dwóch) E.Polka i St.Paszkowskiego do radnych, "by zajęli sie naprawdę ważnymi sprawami [...] zaciągnięciem kredytu na kontynuowanie prac przy II etapie Orlika, zaciągnięcie kredytów na prowadzenie prac remontowych przy odnowie WDL w Lipnicy Dolnej i Górnej" - Kto te kredyty będzie spłacał ? Gdzie ten kapitał, którego strumień miał płynąć do Lipnicy po wygranych wyborach ?

Radni postąpili słusznie - załatwili sprawę najważniejszą

3) Inwestycje gminne - remont dróg żużlowych , zużyte 30 samochodów żużla. A ileż było krytyki w kampanii wyborczej, że żużel jest nieefektywny, że trzeba drogi asfaltować. Wniosek z tego taki że asfaltowanie dróg było jedna z wielu obietnic wyborczych bez pokrycia. Przewodniczący Rady Pan Marzec do swojego nowo wybudowanego domu położył asfalt, no ale trudno by dla siebie nie spełnił obietnicy wyborczej

4) Jubileusze - (cytuję) " Już dziś gratuluję, że dotrzymali przysięgi małżeńskiej" - wszyscy ? Skąd ta pewność

5) Przetarg - sprzedaż działki - to naszej władzy wychodzi najlepiej - trwonienie i wysprzedawanie majątku gminnego.
.
.
.
Zespół Szkół w Lipnicy Murowanej - "Uroczysta akademia z okazji Święta Nauczyciela odbędzie się w dniu 14.10.2008r. o godz. 11,00"
Od wielu , wielu lat 14 października jest Dniem Edukacji Narodowej, ale niektórzy tak głęboko tkwią w starym komunistycznym systemie, że nawet święta z tamtego okresu się im marzą

Zespół Szkół w Rajbrocie - "piąta rocznica zmiany imienia" a nie lepiej by było - piąta rocznica nadania imienia Jana Pawła II
Wioska internetowa miała być bezpłatnym dobrodziejstwem dla osób nie posiadających dostępu do internetu. Nagle dowiadujemy sie , że usługi są płatne. To po co było robić wioskę skoro odpłatnie zawsze można było skorzystać z internetu w Gminnym Domu Kultury i Bibliotece ?

Wartość informacyjna biuletynu jest na bardzo niskim poziomie, a rzetelność informacji jak w kampanii.
  Rok Benedykta XVI
19 kwietnia mija pierwsza rocznica wyboru papieża Benedykta XVI, pierwszego niemieckiego papieża od 482 lat. Trzy dni wcześnie, 16 kwietnia, papież obchodził swoje 79 urodziny.

Z tej okazji niemiecka agencja katolicka KNA publikuje najważniejsze wydarzenia pierwszego roku tego pontyfikatu. Oto one:

2 kwietnia 2005: śmierć papieża Jana Pawła II. Jako najstarszy "stażem" w Kurii Rzymskiej oraz jako dziekan Kolegium Kardynalskiego Joseph Ratzinger przewodniczy 8 kwietnia Mszy św. żałobnej oraz przewodniczy rozpoczętym 18 kwietnia obradom konklawe.

19 kwietnia: uczestnicy najkrótszego konklawe w dziejach Kościoła już w czwartym głosowaniu wybierają papieżem kard. Ratzingera. 265 w dziejach Kościoła papież przybiera imię Benedykta XVI, nawiązując do "papieża pokoju" Benedykta XV oraz jednego z patronów Europy i założyciela zakonu, św. Benedykta z Nursji. Benedykt XVI jest pierwszym niemieckim papieżem od 482 lat. Jedną z jego pierwszych decyzji jest postanowienie, że nie będzie przewodniczył uroczystościom beatyfikacyjnym.

13 maja: Benedykt XVI decyduje o otwarciu procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II odpowiadając na powtarzające się życzenie "Santo subito!" - święty natychmiast! Prawo kanoniczne przewiduje, że taki proces można rozpocząć w pięć lat po śmierci osoby zmarłej w opinii świętości.

9 czerwca: podczas pierwszego oficjalnego spotkania z wysokimi przedstawicielami judaizmu papież podkreśla, że pragnie kontynuować drogę swego poprzednika Jana Pawła II, również gdy chodzi o dialog chrześcijańsko-żydowski. W tydzień później przyjmuje na audiencji sekretarza generalnego Światowej Rady Kościołów, Samuela Kobię.

28 czerwca: Benedykt XVI ogłasza Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego.

koniec lipca: spór dyplomatyczny między Izraelem i Watykanem. Izrael zarzuca Benedyktowi XVI, że potępiając terroryzm nie wspomniał o zamachu w Izraelu. Watykan zdecydowanie odpiera zarzut.

18-21 sierpnia: celem pierwszej podróży zagranicznej papieża jest Światowy Dzień Młodzieży w Kolonii. Benedykt XVI spotyka się m.in. z prezydentem Niemiec Horstem Köhlerem i odwiedza synagogę . Na błoniach pod Kolonią odprawia Mszę św. z udziałem miliona osób, największą na terenie Niemiec.

Koniec sierpnia/wrzesień: papież przyjmuje w Castel Gandolfo kolejno: przełożonego tradycjonalistycznego Bractwa Księży im. św. Piusa X, Bertranda Fellaya, krytykującą islam włoską publicystkę Orianę Fallaci oraz suspendowanego teologa Hansa Künga.

15 września: Benedykt XVI przyjmuje w Watykanie dwóch naczelnych rabinów Izraela Yonę Metzgera i Schlomo Mosze Amara.

2-23 października: z udziałem 252 ojców synodalnych z 118 krajów świata XI Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów na temat: "Eucharystia źródłem i szczytem życia oraz misji Kościoła", zakończone orędziem do ludu Bożego pt. "Eucharystia: chleb żywy dla pokoju na świecie".

8 grudnia: Benedykt XVI odprawia w bazylice św. Piotra Mszę św. w 40. rocznicę zakończenia II Soboru Watykańskiego (1963-1965).

grudzień: na krótko przed świętami Bożego Narodzenia papież zaskakuje pielgrzymów zgromadzonych na placu św. Piotra: na głowie ma "camauro", nakrycie, jakiego używali papieże XVI i XVII wieku. Według Prefektury Apostolskiej, w cotygodniowych audiencjach generalnych, modlitwach Anioł Pański na placu św. Piotra oraz w innych wydarzeniach z udziałem papieża w ciągu ośmiu miesięcy pontyfikatu Benedykta XVI uczestniczyło 2.8 mln pielgrzymów.

rok 2006:

9 stycznia: Benedykt XVI ostrzega przed "walką kultur" i potępia terroryzm

25 stycznia: Benedykt XVI ogłasza swoją pierwszą encyklikę "Deus caritas est" (Bóg jest miłością). Podkreśla w niej miłość jako centralny wymiar chrześcijaństwa i przekonuje, że miłość Boga i miłość bliźniego nierozerwalnie wiążą się ze sobą.

8 lutego: Benedykt XVI zostaje honorowym obywatelem Traunstein w Bawarii, gdzie od 1937 r. uczęszczał do szkoły i odprawiał Mszę św. prymicyjną. Wcześniej otrzymał honorowe obywatelstwo miejsca swego urodzenia, Marktl am Inn, a także Pentling koło Ratyzbony, gdzie nadal jest właścicielem domu.

20 lutego: w tzw. konflikcie wokół karykatur Mahometa Benedykt XVI potępia zamieszki wywoływane przez muzułmanów w wielu krajach. Podkreśla, że nie da się pogodzić z religią przemocy będącej odpowiedzią na obrazę.

marzec: po 1 500 latach papież rezygnuje z tytułu "patriarchy Zachodu", co zostaje przyjęte jako ekumeniczny gest wobec prawosławia.

24 marca: papież po raz pierwszy kreuje 15 nowych kardynałów, wśród nich wieloletniego sekretarza osobistego Jana Pawła II, arcybiskupa krakowskiego Stanisława Dziwisza.

2 kwietnia: Benedykt XVI oddaje hołd "niezmierzonemu dziedzictwu" Jana Pawła II. Jego śmierć przed rokiem była "spełnieniem konsekwentnego świadectwa wiary".

KAI (ts, KNA //mr)
  Tendencyjny przegląd twórczości Zarządu Powiatu Oleckiego
Najnowsze hity z posiedzeń Zarządu:

12 lutego 2008 - rozterki Starosty w/s patrona OSWDG:
Na posiedzenie zarządu przybył Dyrektor OSWDG - Artur Sobolewski
1)projekt uchwały Rady Powiatu w sprawie nadania Ośrodkowi Szkolno-Wychowawczemu dla Dzieci Głuchych w Olecku imienia św. Filipa Smaldone
Starosta zapytał czy placówce nie można by nadać imienia Polaka?
Dyrektor OSW odpowiedział, że to Rada Pedagogiczna, Rada Rodziców, Rada Samorządu Wychowanków oraz pracownicy administracji i obsługi wytypowały na patrona Ośrodka św. Filipa Smaldone. Dyrektor wyjaśnił, iż św. Filip Smaldone był kapelanem, który urodził się w 1848 roku i żył we Włoszech. Pracował jako Duszpasterz w mieście Lecce. Pewnego dnia spotkał kobietę wraz z niesłyszący synem - od tego momentu poświęcił się pracy duszpasterskiej i wychowawczej wśród niesłyszących. Ksiądz Filip otwierał domy, do których przyjmowano głuchonieme i niewidome dziewczęta z ubogich rodzin, sieroty i dzieci pozostawione przez rodziców. Dla wszystkich, a zwłaszcza dla niesłyszących z którymi pracował miał ojcowskie - dobre serce. 12 maja 1996 roku Sługa Boży Papież Jan Paweł
II dokonał beatyfikacji księdza Smaldone i dał go za patrona wszystkich niesłyszących oraz ich nauczycielom i duszpasterzom.
Starosta zapytał dlaczego uchwała musi wejść w życie dopiero z dniem 16 maja 2008r.?
Dyrektor OSWDG odpowiedział, że na dzień 16.05.2008r. planowana jest uroczystość wręczenia aktu nadania imienia z okazji Jubileuszu 55-lecia OSWDG w Olecku dlatego też zasugerował, aby była to właśnie ta data.
Na posiedzenie zarządu przybył Radca Prawny
Starosta zapytał czy w w/w uchwale może być zapis mówiący cyt. „uchwała wchodzi w życie z dniem 16 maja 2008r.? Radca Prawny odpowiedział, że każda data jest dopuszczalna za wyjątkiem daty wstecznej.


Jest dobrze, proszę Państwa, rzekłbym nawet - charaszo Wcześniejsze - na tym samym posiedzeniu - bredzenie prezes Olmediki, że (...)osobiście uważam, że wynagrodzenia personelu medycznego nie są złe. Zarząd łyknął bez słowa refleksji czy zastanowienia, a tu - proszę, co za przenikliwość, jaka dbałość o szczegóły...
Doktor się przejmuje, gdzie będzie przecinał wstęgę, czy odsłaniał tablicę..
No, no !
I nawet radcę prawnego wołają, no , kurde, normalnie, full proffessional service !!!

Jedziemy dalej. Radcę wyprosili, a zaraz potem zawołali:
Na posiedzenie zarządu przybył Radca Prawny.
Radca Prawny wyjaśnił, iż Rozstrzygnięciem nadzorczym z dnia 28 stycznia 2008r. Wojewoda Warmińsko-Mazurski stwierdził nieważność uchwały Nr XIII/82/2007 Rady Powiatu w Olecku z dnia 27.12.2007r. w sprawie zamiaru przekształcenia zamiaru Zespołu Szkół Technicznych w Olecku poprzez likwidację internatu. Stwierdzenie nieważności uchwały oznacza wyeliminowanie jej z obrotu prawnego. Wobec powyższego, aby przeprowadzić procedurę przekształcenia w Zespole Szkół Technicznych polegającą na likwidacji internatu, Rada Powiatu będzie musiała ponownie podjąć uchwałę
w sprawie zamiaru przekształcenia i zastosować całą procedurę o której mowa
w art. 59 ustawy o systemie oświaty oraz dodatkowo wystąpić o zaopiniowanie projektu uchwały do związków zawodowych działających w Zespole Szkół Technicznych w Olecku. Rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody może być zaskarżone do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie w terminie 14 dni od daty jego otrzymania, przy czym do wniesienia skargi wymagane jest podjęcie uchwały przez Radę Powiatu.


Dlaczego nie zawezwano gościa i nie zażądano jego opinii przy wpadaniu na tego pomysła - nie napisano
  Dżejpituiści (sekta wojtylian) szaleją
10 lipca 2005 pisałem:

Kult JP II
Kraj papieskich fanów



W Polsce hołdy dla Karola Wojtyły, którego imię młodzież skraca do JP II, nie znają granic. Zaczyna to irytować nawet hierarchów Kościoła katolickiego.

Podczas pielgrzymek do swej ojczyzny Jan Paweł II bywał nieraz proszony przez gorliwych ojców miast i miasteczek o odsłonięcie, czy nawet poświęcenie pomników przedstawiających jego samego. Rzecznik Watykanu zawsze odmawiał takim prośbom, raz powiedział nawet dosadnie: Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że dotychczas tylko faraonom egipskim i komunistycznym sekretarzom generalnym budowano pomniki za życia. Mimo to w Polsce w każdej niemal miejscowości, jaką papież odwiedził, wznoszono jego wielkie pomniki – w sumie jest ich już 230.

Popyt trudno zaspokoić

Po śmierci Jana Pawła II kilkanaście polskich zakładów, specjalizujących się w wykonywaniu pomników z brązu, marmuru lub granitu, z trudem nadąża za popytem. Pewien artysta przyznał już nawet, że niektóre odlewy były wykorzystywane wielokrotnie, z niewielkimi tylko zmianami. Gminy, których budżet nawet przy najlepszej woli nie pozwala na żadne wydatki na cele reprezentacyjne, zadowalają się nadaniem imienia Jana Pawła II jakiejś szkole albo chociaż przemianowaniem na jego cześć nazwy ulicy.

Wysokie obroty odnotowują również wydawnictwa, które mają w swej ofercie papieskie albumy. Z kolei przemysł pamiątkarski rzuca na rynek kicze wszelkiego rodzaju – od papieskich świec po kompletny „papieski” serwis do kawy. Biskupi w liście pasterskim ostrzegali już nawet przed „powierzchownym upamiętnianiem”, upominając, iż ludzie powinni raczej przyswoić sobie nauki Ojca Świętego i żyć dalej „w duchu kwietniowym”.

Gdy na początku kwietnia papież zmarł, cały kraj istotnie ogarnęła fala zbiorowego bólu, a także poczucie powszechnej solidarności. W wielkich miastach dziesiątki ludzi spotykało się na wieczornych modlitwach, spontanicznie inicjowano akcje pomocy dla ubogich, chorych i samotnych. Spektakularne pojednania między zwalczającymi się fanami drużyn piłkarskich, jak również między politykami, trafiały na czołówki gazet.

Powrót półnagiej panienki

Ta atmosfera znalazła swe odbicie również w statystykach policyjnych: w kwietniu b.r. odnotowano mniej przestępstw niż w latach ubiegłych. Wyraźnie spadła również liczba wypadków drogowych spowodowanych przez agresywną jazdę. Wiosną niemal cała prasa donosiła bez przerwy na pierwszych stronach o długim umieraniu Jana Pawła II, potem o żałobie i uroczystościach pogrzebowych i wreszcie o wyborze Josepha Ratzingera, „najlepszego przyjaciela naszego Ojca Świętego”. Tabloid „Fakt” zrezygnował w tym czasie nawet z prezentowania codziennej ślicznotki z gołym biustem. W tym nastroju pobożnej zadumy kraj nie mógł jednak trwać wiecznie. Na początku maja Polska powróciła do stanu normalnego. Widomym dowodem tego stał się powrót półnagiej panienki do „Faktu”.

O tym, czy zbiorowe przeżycie żałoby po śmierci „największego Polaka w dziejach” (takie miejsce dał Janowi Pawłowi II już kilka lat temu sondaż w liberalnej „Polityce”) istotnie sprawi, że społeczeństwo stanie się bardziej solidarne, można będzie się przekonać dopiero po upływie paru lat. Wtedy się okaże, czy nowe „pokolenie JP II” (również w Polsce trendy jest wymawianie tego skrótu na sposób angielski, „Dżej – pi – tu”) naprawdę istnieje. Chodzi tu o pokolenie, które nie jest nastawione materialistycznie, ale również odchodzi od myślenia w wąskich kategoriach narodowych.

Süddeutsche Zeitung, 28.06.2005
  Radio Maryja kończy 17 lat. Złóżmy życzenia Tadkowi!
Radio Maryja świętuje 17. urodziny

Po raz 17. świętowano w sobotę rocznicę powstania nadającego z tego miasta Radia Maryja. Na uroczystości przybyli przyjaciele rozgłośni oo. redemptorystów oraz około 10 tys. słuchaczy z kraju i zagranicy.

Głównym punktem toruńskich obchodów była msza św., której przewodniczył bp Andrzej Suski. Ordynariusz diecezji toruńskiej przypomniał słowa Jana Pawła II, wypowiedziane po trzech latach istnienia rozgłośni: "Ja Panu Bogu dziękuję codziennie, że jest w Polsce takie radio, co się nazywa Radio Maryja".

- I nigdy tych słów nie odwołał. Więcej, w kolejnych przemówieniach do Rodziny Radia Maryja wskazywał na powody tej wdzięczności. Dziękował Bogu za to radio, a także dziękował całemu środowisku radiowemu, ojcom redemptorystom, pracownikom i wolontariuszom oraz wielkiej rzeszy słuchaczy z kraju i na obczyźnie - podkreślił biskup Suski.

Nabożeństwo koncelebrowało jedenastu biskupów zaprzyjaźnionych z rozgłośnią i najczęściej obecnych na jej antenie. We mszy św. uczestniczyło prawie 10 tys. słuchaczy rozgłośni, a dla tych, którzy nie zmieścili się w kościele św. Józefa na toruńskich Bielanach, przygotowano miejsca w dużym, ogrzewanym namiocie z ogromnym telebimem przekazującym obraz ze świątyni.

Dyrektor rozgłośni zaprezentował zgromadzonym projekt najnowszego przedsięwzięcia: budowy świątyni na terenie kampusu Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, założonej w Toruniu przez redemptorystów. Kamień węgielny pod kaplicę wmurowano już rok temu, podczas obchodów 16. rocznicy powstania radia.

Jak poinformował o. Rydzyk, projekty kaplicy nadesłało 18 architektów. Wybrano koncepcję autorstwa Andrzeja Ryczka, polskiego architekta z New Jersey (USA), który przygotował projekt ołtarza z okazji wizyty Jana Pawła II w 1999 roku w Toruniu.

Kaplica, w formie ogromnej ażurowej kopuły, ma mieć dwa poziomy. W górnym znajdzie się ołtarz - kopia ołtarza z prywatnej kaplicy Jana Pawła II w Watykanie. Jej ozdobą będzie obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pochodzący z kaplicy papieskiej.

Dolny poziom to kaplica pamięci wyłożona czarnym granitem z wiecznie płonącym zniczem pośrodku. Na ścianach zostanie wyryty napis: "Nie ma większej miłości, jak ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich" i nazwiska osób niosących pomoc Żydom w okresie Holocaustu.

Budowa świątyni ma zostać sfinansowana ze składek-cegiełek, do których zakupu zachęcał o. Rydzyk. Redemptorysta poskarżył się jednocześnie, że nadal napotyka trudności w finansowaniu wierceń w poszukiwaniu wód geotermalnych, które mają ogrzać kompleks uczelniany w Toruniu.

Do MSWiA trafił wniosek od "grupy osób" wspierających przedsięwzięcie geotermalne - o zgodę na publiczną zbiórkę pieniędzy na ten cel. Z informacji, odczytanej w sobotę przez o. Jana Króla z fundacji "Lux Veritatis" wynika jednak, że ministerstwo odroczyło wydanie decyzji w tej sprawie do 20 grudnia.

- Już napisaliśmy kilka pism, mimo że wniosek był zrobiony bardzo dobrze, profesjonalnie, przez ludzi znających się na rzeczy. A ministerstwo robi wszystko, by z jednej strony się nie narazić i nie powiedzieć "nie". Ale z drugiej, żeby nie dać i to pismo jest tego dowodem - podkreślił o. Król.

Podczas sobotniej procesji z darami ołtarza niesiono m.in. naczynie z wodą pochodzącą z odwiertu geotermalnego w Toruniu. Dar złożyli: były minister środowiska Jan Szyszko (PiS) i prof. Ryszard Kozłowski, zaangażowany w propagowanie toruńskiego przedsięwzięcia.

Oprócz licznie zgromadzonych duchownych, na honorowych miejscach przed ołtarzem zasiadło w sobotę około 20 posłów PiS z Joachimem Brudzińskim, Przemysławem Gosiewskim i Zbigniewem Ziobro na czele. W imieniu swojego klubu parlamentarnego zadeklarowali oni wsparcie dla funduszu stypendialnego WSKSiM.

Tradycyjnie druga część obchodów urodzinowych odbędzie się w poniedziałek, w Bydgoszczy. Podczas mszy św. odprawianej przez ordynariusza bydgoskiego bp. Jana Tyrawę homilię wygłosi metropolita gdański, bp Sławoj Leszek Głódź, a oprawę artystyczną zapewni zespół "Śląsk".

Radio Maryja rozpoczęło nadawanie programu w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, 8 grudnia 1991 r. Początkowo nadajniki istniały w Toruniu i Bydgoszczy, a emitowane audycje docierały tylko do mieszkańców obu miast i okolicznych miejscowości. W związku z tym kolejne rocznice narodzin rozgłośni obchodzone w Toruniu i Bydgoszczy.

Wokół działającego od 1991 roku Radia Maryja z czasem wyrosły kolejne przedsięwzięcia medialne: ogólnopolska gazeta "Nasz Dziennik" (1997) i Telewizja Trwam (2003). Z rozgłośnią powiązane jest też Wydawnictwo "Nasza Przyszłość" w Szczecinku (1995) i Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (2001).

Źródło
  Rydzykowe odwierty
Woda z odwiertu na ołtarzu - w 17. rocznicę Radia Maryja

W Toruniu po raz 17. świętowano rocznicę powstania Radia Maryja. Na uroczystości przybyli przyjaciele rozgłośni oo. redemptorystów oraz około 10 tys. słuchaczy z kraju i zagranicy. Głównym punktem toruńskich obchodów była msza święta, której przewodniczył bp Andrzej Suski. Podczas procesji z darami do ołtarza niesiono m.in. naczynie z wodą pochodzącą z odwiertu geotermalnego w Toruniu.

Ordynariusz diecezji toruńskiej przypomniał słowa Jana Pawła II, wypowiedziane po trzech latach istnienia rozgłośni: "Ja Panu Bogu dziękuję codziennie, że jest w Polsce takie radio, co się nazywa Radio Maryja".

- I nigdy tych słów nie odwołał. Więcej, w kolejnych przemówieniach do Rodziny Radia Maryja wskazywał na powody tej wdzięczności. Dziękował Bogu za to radio, a także dziękował całemu środowisku radiowemu, ojcom redemptorystom, pracownikom i wolontariuszom oraz wielkiej rzeszy słuchaczy z kraju i na obczyźnie - podkreślił biskup Suski.

Nabożeństwo koncelebrowało jedenastu biskupów zaprzyjaźnionych z rozgłośnią i najczęściej obecnych na jej antenie. We mszy św. uczestniczyło prawie 10 tys. słuchaczy rozgłośni, a dla tych, którzy nie zmieścili się w kościele św. Józefa na toruńskich Bielanach, przygotowano miejsca w dużym, ogrzewanym namiocie z ogromnym telebimem przekazującym obraz ze świątyni.

Dyrektor rozgłośni zaprezentował zgromadzonym projekt najnowszego przedsięwzięcia: budowy świątyni na terenie kampusu Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, założonej w Toruniu przez redemptorystów. Kamień węgielny pod kaplicę wmurowano już rok temu, podczas obchodów 16. rocznicy powstania radia.

Jak poinformował o. Rydzyk, projekty kaplicy nadesłało 18 architektów. Wybrano koncepcję autorstwa Andrzeja Ryczka, polskiego architekta z New Jersey w USA, który przygotował projekt ołtarza z okazji wizyty Jana Pawła II w 1999 roku w Toruniu.

Kaplica, w formie ogromnej ażurowej kopuły, ma mieć dwa poziomy. W górnym znajdzie się ołtarz - kopia ołtarza z prywatnej kaplicy Jana Pawła II w Watykanie. Jej ozdobą będzie obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pochodzący z kaplicy papieskiej.

Dolny poziom to kaplica pamięci wyłożona czarnym granitem z wiecznie płonącym zniczem pośrodku. Na ścianach zostanie wyryty napis: "Nie ma większej miłości, jak ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich" i nazwiska osób niosących pomoc Żydom w okresie Holocaustu.

Budowa świątyni ma zostać sfinansowana ze składek-cegiełek, do których zakupu zachęcał o. Rydzyk. Redemptorysta poskarżył się jednocześnie, że nadal napotyka trudności w finansowaniu wierceń w poszukiwaniu wód geotermalnych, które mają ogrzać kompleks uczelniany w Toruniu.

Do MSWiA trafił wniosek od "grupy osób" wspierających przedsięwzięcie geotermalne - o zgodę na publiczną zbiórkę pieniędzy na ten cel. Z informacji, odczytanej przez o. Jana Króla z fundacji "Lux Veritatis" wynika jednak, że ministerstwo odroczyło wydanie decyzji w tej sprawie do 20 grudnia.

- Już napisaliśmy kilka pism, mimo że wniosek był zrobiony bardzo dobrze, profesjonalnie, przez ludzi znających się na rzeczy. A ministerstwo robi wszystko, by z jednej strony się nie narazić i nie powiedzieć "nie". Ale z drugiej, żeby nie dać i to pismo jest tego dowodem - podkreślił o. Król.

Podczas procesji z darami do ołtarza niesiono m.in. naczynie z wodą pochodzącą z odwiertu geotermalnego w Toruniu. Dar złożyli: były minister środowiska Jan Szyszko i prof. Ryszard Kozłowski, zaangażowany w propagowanie toruńskiego przedsięwzięcia.

Oprócz licznie zgromadzonych duchownych, na honorowych miejscach przed ołtarzem zasiadło około 20 posłów PiS z Joachimem Brudzińskim, Przemysławem Gosiewskim i Zbigniewem Ziobro na czele. W imieniu swojego klubu parlamentarnego zadeklarowali oni wsparcie dla funduszu stypendialnego WSKSiM.

Tradycyjnie druga część obchodów urodzinowych odbędzie się w poniedziałek, w Bydgoszczy. Podczas mszy św. odprawianej przez ordynariusza bydgoskiego bp. Jana Tyrawę homilię wygłosi metropolita gdański, bp Sławoj Leszek Głódź, a oprawę artystyczną zapewni zespół "Śląsk".

Radio Maryja rozpoczęło nadawanie programu w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, 8 grudnia 1991 r. Początkowo nadajniki istniały w Toruniu i Bydgoszczy, a emitowane audycje docierały tylko do mieszkańców obu miast i okolicznych miejscowości. W związku z tym kolejne rocznice narodzin rozgłośni obchodzone w Toruniu i Bydgoszczy.

Wokół działającego od 1991 roku Radia Maryja z czasem wyrosły kolejne przedsięwzięcia medialne: ogólnopolska gazeta "Nasz Dziennik" (1997) i Telewizja Trwam (2003). Z rozgłośnią powiązane jest też Wydawnictwo "Nasza Przyszłość" w Szczecinku (1995) i Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (2001).

Źródło
  Rydzyk: dyplomiuchy robią zamęt
Rydzyk: dyplomiuchy robią zamęt
Aleksandra Lewińska

Katolicy! Róbcie kanał! Albo lepiej telewizję - nawoływał ojciec Tadeusz Rydzyk podczas sobotniej jubileuszowej mszy rodziny Radia Maryja w Bydgoszczy
Uroczystości XVI rocznicy działalności Radia Maryja odbywały się w sobotę w Bydgoszczy. Ich punktem kulminacyjnym była msza św. w Bazylice.

Dyrektor Radia Maryja zabrał głos dopiero po mszy. Trudno mu było uciszyć falę owacji na stojąco. - Kochani, bo nie wyjdziemy z kościoła - uspokajał półtora tysięczny tysięczny tłum klaszczących, którzy do bazyliki św. Wincentego a Paulo przyjechali nawet z Żywca, Słubic i Kotomierza.

- Alleluja i - zaczął, a gdy wierni odkrzyknęli "do przodu", poprawił ich: - Pod prąd! Zdrowe ryby płyną pod prąd, tylko martwe z nim - podkreślał.

Przed mszą odbył się koncert. Wystąpiła orkiestra symfoniczna bydgoskiej szkoły muzycznej i chór parafialny Vincentinum. Zabrakło zapowiadanej Orkiestry Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, której przyjazd odwołali urzędnicy resortu obrony.

- Wczoraj dostaliśmy list z MON - mówił o. Rydzyk. - Łaskawie napisali, że niestety zespół reprezentacyjny na uroczystościach nie będzie i życzymy udanego czegoś tam. Ładnie nam pożyczyli i myśleli, że nic nam nie wyjdzie. Ale my się nie gniewamy. Ta decyzja nie wyszła od zespołu. Oni przyjeżdżali nawet jak komuniści rządzili.

Uroczystości w naszym mieście zdominował temat mediów. Biskup Antoni Dydycz, ordynariusz diecezji drohiczyńskiej, który odprawiał mszę, chwalił media katolickie. - Jesteśmy jedną z niewielu rodzin, która nie lęka się niżu demograficznego, ale ciągle rozwija się i rozrasta. Przez dziesięciolecia skazani byliśmy na słuchanie mediów, które usiłowały zagłuszyć Boży Głos i nadal to robią, ale przed 16 laty Opatrzność Boża pozwoliła, że mogło powstać Radio Maryja. Jakże to było wyczekiwane. Ile osób w RM znalazło pocieszenie, ile odnalazło sens modlitwy. Z perspektywy 16 lat działalności rozgłośni widać dobrze, jak bardzo była potrzebna. Niech was nie przeraża pomruk sprzeciwu, fala nienawiści, obecność węża.

O. Rydzyk atakował media publiczne: - Zobaczcie, co się dzieje z Polską. To przez media. W Niemczech to samo. Media. We Francji? Media. Jak kościół jest atakowany. A w Polsce co się stało? Odchodził system, ale się dobrze zabezpieczył. Najpierw wzięli banki, potem media, a na koniec władzę. I ludziom robią mętlik w głowie. Wiecie, co jest najgorsze? To już nawet nie wykształciuchy, ale dyplomiuchy, co dyplomy mają, nic nie rozumieją.

O. Rydzyk ubolewał, że media katolickie stanowią zaledwie dwa procent wszystkich w kraju.

- To lenistwo i głupota. Grzech zaniedbania - mówił.

Nawoływał wiernych do zaangażowania w działalność mediów. - Katolicy! Róbcie kanał! Albo lepiej telewizję - śmiał się. - Zróbcie chociaż stronę internetową i dobre rzeczy niech idą w świat.

W płomiennym przemówieniu cytował Napoleona, Piotra Skargę i Jana Pawła II. Nie szczędził też żartów. - Mam maybacha, i mam helikopter - mówił i rozsuwał palce wskazujące na odległość dziesięciu centrymetrów. - Na szafie stoją - śmiał się.

W sobotnich uroczystościach wzięli udział prezydent Konstanty Dombrowicz, jego doradca Bogdan Dzakanowski, wicemarszałek Maciej Eckardt i radni Stanisław Grodzicki i Stefan Pastuszewski.

Biskup Jan Tyrawa, o którym nieoficjalnie wiadomo, że nie jest przychylny toruńskiej rozgłośni, na uroczystościach się nie pojawił. Mimo to był wspominany wielokrotnie. Najpierw pozdrowił go proboszcz bazyliki - ks. Marek Bednarek. Dziękowali mu Maria i Krzysztof, wypowiadający się w imieniu Bydgoskiej Rodziny Radia Maryja. Na koniec zwrócił się do bydgoskiego biskupa o. Rydzyk: - Dziękuję biskupowi Tyrawie, bo bez jego błogosławieństwa nas by tu nie było. Nie wiem, czy teraz na nas patrzy, czy słucha relacji. Ale nawet jeśli nie, to ktoś mu pewnie później powie, że jesteśmy wdzięczni.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
  Szpital im. Jana Pawła II
Kult JP II

Kraj papieskich fanów
W Polsce hołdy dla Karola Wojtyły, którego imię młodzież skraca do JP II, nie znają granic. Zaczyna to irytować nawet hierarchów Kościoła katolickiego.

Podczas pielgrzymek do swej ojczyzny Jan Paweł II bywał nieraz proszony przez gorliwych ojców miast i miasteczek o odsłonięcie, czy nawet poświęcenie pomników przedstawiających jego samego. Rzecznik Watykanu zawsze odmawiał takim prośbom, raz powiedział nawet dosadnie: Ojciec święty zwraca uwagę na to, że dotychczas tylko faraonom egipskim i komunistycznym sekretarzom generalnym budowano pomniki za życia. Mimo to w Polsce w każdej niemal miejscowości, jaką papież odwiedził, wznoszono jego wielkie pomniki – w sumie jest ich już 230.

Popyt trudno zaspokoić

Po śmierci Jana Pawła II kilkanaście polskich zakładów, specjalizujących się w wykonywaniu pomników z brązu, marmuru lub granitu, z trudem nadąża za popytem. Pewien artysta przyznał już nawet, że niektóre odlewy były wykorzystywane wielokrotnie, z niewielkimi tylko zmianami. Gminy, których budżet nawet przy najlepszej woli nie pozwala na żadne wydatki na cele reprezentacyjne, zadowalają się nadaniem imienia Jana Pawła II jakiejś szkole albo chociaż przemianowaniem na jego cześć nazwy ulicy.

Wysokie obroty odnotowują również wydawnictwa, które mają w swej ofercie papieskie albumy. Z kolei przemysł pamiątkarski rzuca na rynek kicze wszelkiego rodzaju – od papieskich świec po kompletny „papieski” serwis do kawy. Biskupi w liście pasterskim ostrzegali już nawet przed „powierzchownym upamiętnianiem”, upominając, iż ludzie powinni raczej przyswoić sobie nauki Ojca świętego i żyć dalej „w duchu kwietniowym”.

Gdy na początku kwietnia papież zmarł, cały kraj istotnie ogarnęła fala zbiorowego bólu, a także poczucie powszechnej solidarności. W wielkich miastach dziesiątki ludzi spotykało się na wieczornych modlitwach, spontanicznie inicjowano akcje pomocy dla ubogich, chorych i samotnych. Spektakularne pojednania między zwalczającymi się fanami drużyn piłkarskich, jak również między politykami, trafiały na czołówki gazet.

Powrót półnagiej panienki

Ta atmosfera znalazła swe odbicie również w statystykach policyjnych: w kwietniu b.r. odnotowano mniej przestępstw niż w latach ubiegłych. Wyraźnie spadła również liczba wypadków drogowych spowodowanych przez agresywną jazdę. Wiosną niemal cała prasa donosiła bez przerwy na pierwszych stronach o długim umieraniu Jana Pawła II, potem o żałobie i uroczystościach pogrzebowych i wreszcie o wyborze Josepha Ratzingera, „najlepszego przyjaciela naszego Ojca świętego”. Tabloid „Fakt” zrezygnował w tym czasie nawet z prezentowania codziennej ślicznotki z gołym biustem. W tym nastroju pobożnej zadumy kraj nie mógł jednak trwać wiecznie. Na początku maja Polska powróciła do stanu normalnego. Widomym dowodem tego stał się powrót półnagiej panienki do „Faktu”.

O tym, czy zbiorowe przeżycie żałoby po śmierci „największego Polaka w dziejach” (takie miejsce dał Janowi Pawłowi II już kilka lat temu sondaż w liberalnej „Polityce”) istotnie sprawi, że społeczeństwo stanie się bardziej solidarne, można będzie się przekonać dopiero po upływie paru lat. Wtedy się okaże, czy nowe „pokolenie JP II” (również w Polsce trendy jest wymawianie tego skrótu na sposób angielski, „Dżej – pi – tu”) naprawdę istnieje. Chodzi tu o pokolenie, które nie jest nastawione materialistycznie, ale również odchodzi od myślenia w wąskich kategoriach narodowych.

* Süddeutsche Zeitung, 28.06.2005


onet.pl

byznez iz byznez ?

a w samym arcie podobaja mi sie te odniesienia do faktu. to wiadomy znak, ze zycie wrocilo do normy
  III DNI KULTURY ChrześcIJAŃSKIEJ w Gaude Mater
III DNI KULTURY CHRZEśCIJAŃSKIEJ
pamięci ks. Grzegorza Ułamka
pod patronatem Prezydenta Miasta Częstochowy

SOBOTA, 22 października
godz.11.00
Teatr im. A. Mickiewicza, ul. Kilińskiego 15
Salon Poezji - wiersze recytuje Irena Jun
wstęp wolny

godz. 19.00
„Filozofia po góralsku”
spektakl do tekstów ks. J. Tischnera
udział biorą: Irena Jun i Wiesław Komasa
bilety: 25zł, 30 zł

NIEDZIELA, 23 października
godz. 17.00
Bazylika Jasnogórska
Uroczysta Msza święta
W.A. Mozart - Msza C-dur KV 317 - „Koronacyjna”
Justyna Ilnicka – sopran
Sylwia Złotkowska – alt
Przemysław Borys– tenor
Marek Kupczyński – bas
Jasnogórski Zespół Wokalny „Camerata”
przygotowanie chóru – Przemysław Jeziorowski
Zespół Wokalny „La Musica Corale”
przygotowanie chóru – Beata Ciemny
Orkiestra Filharmonii Częstochowskiej
Dyrygent: Jerzy Salwarowski
wstęp wolny

PONIEDZIAŁEK, 24 października
godz.19.00
Filharmonia Częstochowska, ul. Wilsona 16
Koncert dla ks. Grzegorza
Udział biorą:
Zespół New Day, aktorzy Teatru im. A. Mickiewicza, częstochowscy muzycy, uczniowie Zespołu Szkół Muzycznych.
bilety: 5 zł

WTOREK, 25 października
godz. 19.00
Filharmonia Częstochowska – sala kameralna, ul.Wilsona 16
„Wieczór w Atmie” - koncert utworów Karola Szymanowskiego
Aleksandra Szwejkowska - Belica – skrzypce
Teresa Czekaj – fortepian
bilety: 12 zł i 6 zł

śRODA, 26 października
godz.18.00
Regionalny Ośrodek Kultury, ul.Ogińskiego 13a
„Modlitwa w podróży”
recital Jarosława Chojnackiego
bilety: 5 zł

godz.20.00
Klub Paradoks, Al.NMP 2
Zespół „Asaf”
Maciej Sikała – sax
Joanna Gajda – piano
Piotr Jankowski – drums
Michał Barański – bas
bilety: 15zł, 12zł, 8zł

Czwartek, 27 październik
Godz.19.00
Kościół Matki Boskiej Zwycięskiej, ul. Słowackiego 19/21
Koncert organowy – Bogusław Grabowski
wstęp wolny

Piątek, 28 października
godz. 18.30
Kościół Najświętszego Imienia Maryi, Al. NMP 54
Koncert w wykonaniu uczniów Zespołu Szkół Muzycznych
im. Marcina Józefa Żebrowskiego w Częstochowie
wstęp wolny

Sobota, 29 października
godz. 17.00
Galeria OPK „Gaude Mater” – wernisaż dwóch wystaw
- „Zatrzymane w pamięci” - fotografie z Ojcem świętym
Janem Pawłem II
- „Notacje” – fotografie Jerzego Piwowarskiego
wstęp wolny

godz. 19.00
Muzeum Częstochowskie - Pałac ślubów, ul. Focha19/21
„Okno nadal otwarte...” – spotkanie pamięci ks. Grzegorza Ułamka
wstęp wolny

Niedziela, 30 października
godz. 18.00
Kościół św. Józefa na Rakowie, ul. Okrzei 41
Msza za zmarłych artystów i twórców

Poniedziałek, 31 października
godz. 18.00
Teatr im. A. Mickiewicza, ul. Kilińskiego 15
Promocja przewodnika biograficznego
po cmentarzu „Kule” autorstwa Juliusza Sętowskiego
wstęp wolny

Wtorek, 1 listopada
godz. 10.00 – 16.00
Cmentarz „Kule” i św. Rocha
Kwesta na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków

środa, 2 listopada
godz. 18.00
Kościół św. Józefa we Wręczycy Wielkiej
Msza św. w intencji ks. Grzegorza Ułamka

Czwartek, 3 listopada
godz. 19.00
Teatr im. A. Mickiewicza, ul. Kilińskiego 15
„Tryptyk Rzymski”
Krzysztof Kolberger – recytacje
Włodzimierz Pawlik – fortepian
bilety: 25 zł

Piątek, 4 listopada
godz. 20.00
Klub Jazzowy ASK, Al. NMP 61
Koncert pamięci Czesława Łęka
Janusz Muniak – saksofon tenorowy
Maciej Adamczak – kontrabas
Arek Skolik - perkusja
bilety: 15 zł

Ośrodek Kultury Filmowej, Al. NMP 64
godz.16.30 - „Amelia”
godz.18.30 - „Dróżnik”

Sobota, 5 listopada
Ośrodek Kultury Filmowej, Al. NMP 64
godz.16.30 – „Zmruż oczy”
godz.18.30 – „4 piętro”

Niedziela, 6 listopada
Ośrodek Kultury Filmowej, Al. NMP 64
godz.16.30 – „Marzyciel”
godz.18.30 – „Historie kuchenne”
bilety: 5 zł, karnet na 6 seansów 20 zł

4 – 6 listopada
Miejska Galeria Sztuki - pod filarami Al. NMP 64
„W drodze...” instalacja plastyczna Elżbiety Chodorowskiej
  Wspomnień czar - czyli burmistrz Rumiński pisze.
Całkiem niedawno opłakiwaliśmy zniknięcie naszej ulubionej Pani Redaktor. Zdaję się jednak, że oto objawił się nam nowy talent – zastępca burmistrza Artur Rumiński. Tenże w najnowszym numerze Gazety Bełżeckiej opublikował pierwszy odcinek (zdaje się, że będą następne) swoich wspomnień z poprzedniego roku pt.: Historyczny Rok 2005 – Podsumowanie. Część I – patriotyzm i duchowość.
Pozwolę sobie zacytować wybrane fragmenty, tudzież streścić inne (zwłaszcza dla tych z mieszkańców Bełżec, którzy nie mają stałego dostępu do tego sławnego tytułu prasowego ). Have fun!
Przede wszystkim P. Artur Rumiński stwierdza, że rok 2005 był wyjątkowy zarówno dla Polski jak i naszej Gminy, obfitował w wielkie wydarzenia, w których braliśmy jako obywatele bezpośredni udział i odgrywaliśmy znaczącą rolę [!]. „Jednak na czoło zdecydowanie wysuwają się aspekty humanistyczne” [ tych wielkich wydarzeń – przyp. mój ]
Najważniejszym wydarzeniem dla naszego viceburmistrza było „ `…odejście do domu naszego Pana` naszego Ojca Świętego Jana Pawła II.”
Dalszej części tego akapitu pozwolę sobie nie streszczać.
Następnie czytamy: „ W tym czasie trwały już mocno zaawansowane prace nad budową i przygotowaniem uroczystości odsłonięcia <<Pomnika Czynu Niepodległościowego w Bełżcach>>. […] W pracowni kamieniarskiej Witolda Marcewicza granitowe bloki nabierały kształt i formę okazałego obelisku. Wszystkie te prace obserwował wykonany wcześniej, spadający z nieba orzeł szukający miejsca do odpoczynku na jego szczycie. […] Od tego czasu [tzn. od odsłonięcia – przyp. mój] pomnik wtopił się w krajobraz miasta tak, jak gdyby trwał tam zawsze.” Pomniki porywają artystów, i tak „Z porywu serca, natchniony wola połączenia elementów świeckich z odwieczną rolą Boga i kościoła [chyba Kościoła, ale nie będę się upierał – przyp. mój] w walce o wolność pracował Henryk Widelski – miejscowy artysta plastyk. Spod jego ręki wyłonił się wizerunek Matki Bożej Żołnierskiej […].”
”Jeszcze nie ucichły odgłosy salw honorowych, kiedy to w procesji Bożego Ciała mogliśmy przemierzać ulice miasta i drogi w pobliżu kościołów parafialnych. […] Odniosłem wrażenie, iż z roku na rok przybywa ludzi zatopionych w modlitwie, kwiatach i religijnym śpiewie. Zapach kadzidła drgający w rozgrzanym powietrzu to miłe wspomnienia w środku lodowatej zimy.”
„Do września pozostało niewiele czasu i ogrom prac przygotowujących peregrynajcę kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Wypiękniały wszystkie miejsca odwiedzane przez wiernych w parafiach.” Następnie nasz autor nawiązuje do wydarzeń z czasów komuny, gdy władze zaaresztowały obraz Matki Bożej. Obecnie jednak „służby mundurowe są <<na ordynansie>>, oddając stosowną cześć i honor. Zabezpieczają wszystkie uroczystości – szczególnie te religijne. Kiedy po dywanach kwiatów ruszył orszak niosący na czele cudowny obraz były w nim wszystkie stany, takie rzesze gromadzą się w chwilach wyjątkowych. Trzeba przyznać, że ten czas był szczególny. Te dni były żniwem zbieranym przez naszych kapłanów".
Kolejnym wielkim wydarzeniem dla gminnej społeczności było nadanie imienia Jana Pawła II Zespołowi Szkół Nr 1 w Bełżyach. […] Sama idea drzemała w uczniach, rodzicach i nauczycielach od dawna. W przeprowadzonym w 2004 r. plebiscycie dotyczącym wyboru patrona osoba Ojca Świętego zwyciężyła bezapelacyjnie jednak reprezentacja szkoły [???] i przewodniczący Rady Rodziców zaproponowali postać Władysława Jagiełły [ a fe!!! – przyp. mój ]. Jednak dzięki działaniom radnego Jana Adamczyka i całej Rady doprowadzono do nadania imienia Jana Pawła II. „To, co działo się przed uroczystościami w ich trakcie oraz w kolejnych następujących po sobie miesiącach nie mieści się w głowach tych, którzy pamiętają tę sama szkołę za czasów jej poprzedniego patrona [ hej tam jak tam wasze głowy??? – przyp. mój ]. Następnym ważnym wydarzeniem o aspekcie humanistycznym w naszej gminie było XXX-lecie sakry biskupiej abpa Zygmunta Kamińskiego. „Były uśmiechy i łzy radości. Później godziny rozmów i wspomnień.” Wiele innych spotkań i uroczystości miało jeszcze miejsce. „Dzięki przytaczanym wydarzeniom na terenie gminy gościliśmy wiele znaczących osób” [ szkoda tylko, że ten najważniejszy nie przyjechał ].
Podsumowując burmistrz Rumiński pisze: „Dzięki zarysowanym – tym kilku najważniejszym wydarzeniom można sobie uzmysłowić jak wielką wagę przykładamy do sfery uczuć i wiary. Jak nasze życie codzienne przeplata się z wydarzeniami religijnymi. Dzięki podsumowaniu tych wydarzeń możemy dokładnie sobie uświadomić skąd jesteśmy i jakie wartości wyrażamy.”
I to by było na tyle. Zainteresowanych całościową lekturą zapraszam do najnowszego numeru Gazety Bełżyckiej. Pozdrawiam.
  Kandydat Kogut
Więcej o Kogucie w tym artykule:

Walka Kogutów

Stanisław Kogut, zgrywający bohaterskiego szefa kolejarskiej Solidarności,
postanowił zatrzymać wszystkie pociągi w kraju. Ale nie zrobił tego. Dlaczego?
Czy wówczas rząd przestałby ładować kasę w jego prywatne, świetnie prosperujące
firmy, a rada nadzorcza PKP SA wstrzymałaby wypłatę diet swojemu członkowi?

Bohater naszych czasów, Stanisław Kogut, jest polskim przykładem "american
dream": kariery od robola do milionera. Kogut to również przykład polskiej
paranoi. Legendarny przywódca kolejarzy, oficjalnie walczący z zarządem
polskich kolei, jest... członkiem rady nadzorczej PKP SA, a więc instytucji
odpowiedzialnej za cały ten burdel na kółkach. Kogut za radzenie w Radzie
pobiera 19 706 zł rocznie, a dodatkowo - jako szef kolejarskiej Solidarności
(od 1998 r.) - bierze od PKP 7004 zł miesięcznie plus samochód służbowy,
komóreczka, sekretareczka, o bezpłatnych przejazdach pociągami nawet nie
wspomnimy. Jest również wiceprzewodniczącym sejmiku małopolskiego (kadencja
2002-2006). Z tego tytułu otrzymał w 2002 roku

20 129,74 zł.

Do starcia Koguta związkowca, z Kogutem z rady nadzorczej PKP na razie, ze
zrozumiałych względów, nie doszło. Kim więc jest ten człowiek, o którym
kolejarze mówią: "nasz Staszek"? Otóż przede wszystkim jest sprytnym
biznesmenem, który na kolejarskich plecach kręci lody, z kim się da. Jest też
pomysłodawcą i prezesem Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Została ona
powołana 17.03.1998 r. i zarejestrowana 27.05.1998 r. w Sądzie Rejonowym w
Warszawie. Przez kolejne dwa lata Kogutowa firma była nieuchwytna, bowiem
dopiero 20.07.2001 r. wpisano ją do Krajowego Rejestru Sądowego. Ogłoszono, że
jej szczytny cel to budowa integracyjnych ośrodków życia i nauki dla osób
niepełnosprawnych i sprawnych też (domy, osiedla, ośrodki zdrowia, przedszkola,
szkoły itp.). Innymi słowy - raj na ziemi.

Na początek Fundacja powołała Specjalistyczny Ośrodek Szkoleniowo-
Rehabilitacyjny w Stróżach (gmina Grybów, woj. Małopolskie), 3-tysięcznej
miejscowości, w której swój 170-metrowy dom ma też Stanisław Kogut. Na dzień
dobry Fundacja dostała niemal za friko (dokładnie za 15 tys. zł, a więc
dziesięciokrotnie mniej niż wynosi wartość rynkowa) teren o powierzchni 15 ha
przeznaczony na hipoterapię oraz plac pod budowę. Agendy rządowe sypnęły forsą,
a Ludgarda Buzek uroczyście wmurowała kamień węgielny pod budowę hotelu. Był
maj 1999 roku.

Ale i sam premier herbu Dziura Budżetowa nie był gorszy. Pół roku wcześniej,
straszony strajkiem Kogutowych kolejarzy, dał wyraz swej najlepszej woli i
21.12.1998 r. wmurował akt erekcyjny w ścianę wznoszonej właśnie przez Kogutową
fundację sali rehabilitacyjno-sportowej. Stanisław Kogut nadał swojemu
biznesowi imię ojca Pio. Budowa pomnika chwały słynnego stygmatyka oraz Staszka
Koguta kosztowała około 13 mln złotych. Darczyńcami byli: Państwowy Fundusz
Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, samorząd województwa małopolskiego,

była również przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

Podwaliny pod Kogutowy biznes dało też państwowe Przedsiębiorstwo Robót
Kolejowych z Krakowa (co ciekawe, PRK w owym czasie miało problemy finansowe i
zarząd komisaryczny na karku). Zrzutkę zrobiła także Spółka WARS-REST z
Krakowa. Fundacja " obracająca milionami - miała wtedy "aż" 25 tys. kapitału
własnego!

W roku 2002 Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazał
Kogutowi 6 mln 170 tys. zł. Datki dają też urzędy pracy, ale w jakiej
wysokości, tego Kogut nie ujawnia, bowiem Ministerstwo Zdrowia nie żąda od
niego takiej fatygi (sic!). Uff, jak gorąco, proszę Urzędu Kontroli
Skarbowej!!!

Co daje Kogut ludziom niepełnosprawnym? Dziś CS-R im. Ojca Pio wyposażone jest
w klimatyzowaną salę konferencyjną na 80 osób, dwie sale komputerowe, salę
gimnastyczną, jadalnię, basen, jacuzzi, leżanki wodne oraz w pokoje dwuosobowe
komfortowo wyposażone, z pełnym węzłem sanitarnym. Cena: 70 zł od osoby za
dzień. Jeżeli macie zamiar zorganizować tam zieloną szkołę, naradę, wczasy
rodzinne, sympozja, a także zjazdy połączone z odnową biologiczno-
sprawnościową, kosztować to będzie 200 zł od osoby za dwa dni. Przyjmowane są
przede wszystkim zamówienia zbiorowe. Za pobyt czterodniowy (dla 80 osób) cena
wyniesie 480 zł od osoby, ale w koszty wliczona jest uroczysta kolacja przy
dobrej muzyce. Natomiast siedmiodniowy pobyt "zbiorowy" kształtuje się w
granicach 750 zł od osoby. Prezes Kogut opracował szczegółowy cennik hotelowy,
którego przytaczanie zajęłoby nam połowę gazety.

W CS-R znajduje się również pięknie wystrojona kaplica z tabernakulum za 10
tyś. zł i nie ma się co dziwić, bowiem Kogut podaje, że jego sympatie
polityczne to: "AWS, Jan Paweł II i Radio Maryja". Co dostają niepełnosprawni?
Przede wszystkim oczopląsu na widok cennika. Potem lekka wścieklica podnosi im
ciśnienie... Ale bylibyśmy niesprawiedliwi w ocenie "naszego Staszka", który
dał "aż" 500 zł na kolonie, 3 tys. zł na koncert... Nocnej Zmiany Bluesa, 9
tys. zł na pielgrzymkę do Rzymu. Przecież to w trosce o niepełnosprawnych
organizowane są konferencje typu: "Stróże czekają na ciebie". I to na takie
m.in. akcje, w ramach Strategii Rozwoju Województwa Małopolskiego, Kogut
dostaje dofinansowanie w wysokości 8 tys. zł. Również z budżetu województwa na
rok 2003 dostał granty na zorganizowanie Europejskiej Konferencji Osób
Niepełnosprawnych w Stróżach, której głównym zadaniem jest promocja...
pozytywnego wizerunku osób niepełnosprawnych i tworzenie lobby na rzecz
kształtowania godnych warunków życia niepełnosprawnych. Na ten cel lobbysta
Kogut dostał (na koszty zakwaterowania i wyżywienia uczestników konferencji) 11
tys. zł.

OŚRODEK KOGUTA PRZYJMUJE ROCZNIE OKOŁO 30 TYSIĘCY KLIENTÓW! Jest to niekiepska
kasa, a nawet można powiedzieć ścieżka szybkiego szmalu. Jak więc to możliwe,
że fundacja Koguta oficjalnie zarabia na jednej osobie zaledwie 104 zł, a przy
czystym zysku za rok 2002 ma od łebka marne 11,82 zł? Ile z tej (i innej
nieoficjalnej kasy) ląduje w kieszeni Koguta, nie wiadomo, ponieważ ani Urzędu
Kontroli Skarbowej, ani Ministerstwa Zdrowia nie obchodzą żadne rozliczenia
finansowe Fundacji!

A jak zaniża się własne przychody? (...) Należy przekazywać kasę fundacji
Koguta do spółek zależnych, np. HIPOTERAPIA I AUTYZM sp. z o.o., w której
Stanisław Kogut jest... przewodniczącym rady nadzorczej. Spółeczka ta otrzymała
od Fundacji 419 tys. zł aktem notarialnym, przekazującym w gotówce 150 tys. zł,
a w aporcie rzeczowym (działka w Stróżach) 269 tys. zł. Pikanterii
temu "przekazaniu" dodaje fakt, że wartość rynkowa tej działki wynosiła... 34
tys. zł.

A teraz prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Koguta. HIPOTERAPIA w "rewanżu"
zwraca jego Fundacji tę samą działkę, ale już wartą 302 500 zł, bowiem spółka
owa zniwelowała teren, zbudowała studnię głębinową i doprowadziła zasilanie
energetyczne (to ostatnie zresztą przy udziale PKP). Operacja miała
niewątpliwie za zadanie wygenerowanie kosztów przez spółki zależne od Fundacji,
aby spółki te mogły spokojnie pokazać figę z makiem wierzycielom Koguta. Można
również robić dalsze czary-mary. Kogut od "Telepracy" (jasna cholera, zupełnie
zapomnieliśmy, że Staszek jest również założycielem i przewodniczącym rady
nadzorczej "Telepracy"!) akcje warte 5 tys. zł sprzedaje Kogutowi od Fundacji
za... 159 tys. zł. Sprawdzaliśmy, czy transakcja ta figuruje w aktach Fundacji
złożonych w Ministerstwie Zdrowia - nie ma po niej śladu! Czyż to nie cud,
szczególnie że "Telepraca" jest aktualnie likwidowana, bo przynosiła straty (w
2002 r. ponad pół miliona).

U Koguta -jak sam mówi - pracuje 130 osób. Jednakże z dokumentów fundacji
wynika, że umowę o pracę podpisał tylko z 59 osobami, a w spółce "Hipoterapia"
pracują... 3 osoby. Ludzie ci już budują nowy ośrodek hipoterapii i przedszkole
integracyjne (...). Na przedszkole zrzutkę robią: powiat Nowy Sącz, miasteczko
Grybów, gmina wiejska Grybów oraz - UWAGA! - Zakład Nieruchomości PKP oddział
Kraków. Prezes Kogut, mimo że jego Fundacja ma co roku długi (około 2 mln 300
tys. zł za 2002 rok), bo nie płaci dostawcom, zamierza rozwinąć swoje imperium
i planuje hospicjum. Z dumą podkreśla, że prezesem jest za darmo, a na chlebek
z masełkiem pracuje w Zakładzie Taboru w Nowym Sączu jako kierownik sekcji. Ale
skromny Staszek Kogut nie do końca mówi prawdę, gdyż wszystkie fuchy polskiego
Rockefellera Koguta trudno zliczyć!

Stanisław Kogut to zdolny człowiek orkiestra. I jeszcze nieraz o nim - i jemu
podobnych bohaterach naszych czasów - usłyszymy, bo walki kogutów to u nas
chleb powszedni.

Autorzy: ANDRZEJ RODAN, ANNA KARWOWSKA, JAROSŁAW RUDZKI

  Antyklerykalizm. czy systematyczna walka z KK c.d.?


NASZ DZIENNIK

Sobota-Niedziela, 9-10 lutego 2008, Nr 34 (3051)

Dział: Myśl jest bronią

Pierwsza kampania antykatolicka

Jan Maria Jackowski
Ataki Joanny Senyszyn na Kościół, seanse nienawiści w stosunku do o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja czy inne nasilające się ostatnio działania antykatolickie i antyklerykalne nie są niczym nowym. Odwołują się do wzorów "sprawdzonych" w przeszłości. Są też fragmentem większej całości. Ostatnie wydarzenia związane z akcją radykałów laickich przeciwko obecności Benedykta XVI na Uniwersytecie "La Sapienza" oraz toczona od kilku lat wojna z katolicką tożsamością Hiszpanii przez socjalistyczny rząd Zapatery nie pozostawiają złudzeń, że mamy do czynienia z szerszym działaniem.

By lepiej zrozumieć obecne strategie dechrystianizacyjne w Polsce, warto przypomnieć metody i styl postępowania z pierwszej po 1989 roku kampanii antykatolickiej w naszym kraju, której nasilenie przypadło na pierwszą połowę lat 90. Uderzenie nastąpiło na kilku płaszczyznach. Jako bezpośrednie działania wymierzone w Kościół prowadzone z zewnątrz (doktryna kruszenia); jako działanie mające na celu rozmydlenie depozytu wiary, ale prowadzone od wewnątrz (doktryna rozmiękczania); przeinaczanie katolicyzmu przez czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, co nierzadko ulega wzmocnieniu przez nieuświadomione błędy ludzi wierzących (świeckich i duchownych).

Czerwona międzynarodówka
Straszliwa spuścizna komunistycznego "antykościoła marksistowskiego" i ogrom aparatu władzy, jaki był zaangażowany w przymusowe ateizowanie społeczeństwa, do dziś jest boleśnie odczuwana. Ze względu na potencjał i skalę oddziaływania pozostawiła znaczne spustoszenia, zwłaszcza w dziedzinie moralności. Generalna strategia polegała na kłamstwie, które sieje zwątpienie, rodzi podziały i uprzedzenia. Nawet zdemaskowane zatruwa ludzką świadomość na zasadzie, ale może "coś w tym jest". Drugim elementem strategii było bezpośrednie zwalczanie Kościoła. Skrytobójstwa, podpalenia, napady, fałszywe oskarżenia, spreparowane wyroki sądowe, areszty i więzienia, gry kombinacyjne polegające na próbach kompromitowania ludzi Kościoła, prześladowania ludzi wierzących, którzy byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii, przymusowa i masowa laicyzacja inspirowana oraz prowadzona odgórnie przez administrację partyjną i państwową - to tylko niektóre z metod realizacji celu, jakim było zniszczenie religii.
Tym działaniom towarzyszyło zerwanie konkordatu ze Stolicą Apostolską we wrześniu 1945 roku. Do akcji ateizacyjnej zostały pozyskane te grupy i grupki oraz wpływowe kręgi na Zachodzie, które co prawda przy okazji różnych zakrętów zaczynały kontestować komunizm, ale podobnie jak przyniesiona na sowieckich bagnetach władza uważały, że Kościół jest przeszkodą na drodze "postępu" i "świetlanej przyszłości". Prowadzono zmasowaną akcję propagandową przeciwko "opium dla ludu", nagonki polityczne na Episkopat i upowszechniano wzory bezwzględnej pacyfikacji religii "przetestowane" w Rosji sowieckiej. Mimo to Kościół katolicki w Polsce, dzięki wielkiej modlitwie i zawierzeniu Matce Chrystusowej, mądrej jedności duchowieństwa oraz jego łączności z rzeszami wiernych, których cechowała roztropność i umiejętność odczytania znaków czasu, zachował swoją autonomię i znakomicie zdał jeden z najtrudniejszych w swojej historii egzaminów: potrafił być suwerennym głosicielem Ewangelii w epoce komunistycznej dyktatury.
Prymas Tysiąclecia, Stefan kardynał Wyszyński, przeprowadził Ojczyznę i Kościół przez ciemną noc komunizmu także dlatego, iż wiedział, że każda sprzeczna z prawem Bożym doktryna, antyhumanistyczny miazmat oparty na kłamstwie, sprzeniewierzający się Prawdzie, musi upaść. W tej posłudze Kościoła człowiekowi i Narodowi istotną okolicznością było, że kręgom niechętnym Kościołowi nie udało się rozbić jedności między hierarchią, kapłanami i wiernymi przez uruchomienie skutecznej katolickiej piątej kolumny. Podejmowane próby kończyły się fiaskiem, co wcale jednak nie oznacza, że ta taktyka została zarzucona: bowiem im bardziej Kościół się broni, z tym większą determinacją jest ona stosowana.
Prymas Tysiąclecia miał dar proroctwa, przenikliwą zdolność przepowiadania przyszłości. Nie tylko przewidział upadek totalitarnego systemu, ale również, pośrednio, dawał odpowiedź na pytanie: dlaczego dziś, gdy poprzedni system ulega transformacji, tak bardzo uderza się w Polskę katolicką. Nie sposób nie dostrzec wielkiej obawy centrów szerzenia ateizmu, że z naszego kraju mogą wyjść impulsy, które obudzą wyjałowioną duchowo Europę.
We fragmencie swoich zapisków Stefan kardynał Wyszyński zanotował: "Kościół polski ma swoich wrogów - nie tylko w komunizmie, ale i w masonerii, i w pogańskim kapitalizmie. (...) Masoneria - ta złota międzynarodówka - chce zniszczyć Kościół - 'czarną międzynarodówkę' - z pomocą komunizmu - czerwonej międzynarodówki. Masoneria zamierza rozprawić się i z komunizmem, i z Kościołem. Woli więc, że przed tą rozprawą z komunizmem Kościół będzie zniszczony przez komunistów" (Stefan kard. Wyszyński, Pro memoria, 16.10.1952, w: Znaki Czasu, nr 11, 1988, s. 111).Te słowa sprzed ponad półwiecza nic nie straciły ze swego jasnego realizmu. Komunizm został pokonany, ale obecnie zdaje się tryumfować siła, która w zmienionych warunkach wcale nie rezygnuje w osiągnięcia swych celów. Współczesne ideologie dechrystianizacyjne czerpią ze spuścizny komunizmu, łącząc materializm dialektyczny z materializmem praktycznym. Powstaje mieszanka, którą można określić jako socdemoliberalizm, i nią jest przesycana współczesność. Zwolennicy projektu socdemoliberalnego nie chcą tolerować katolickiej Polski w środku Europy. Nasz kraj stanowi wyzwanie: chrześcijańska tożsamość psuje obraz jednoczącej się na bazie laicyzmu Europy.

Sojusz antykatolicki
Po 1989 roku wielu ludziom wydawało się, że mamy już za sobą ponury okres prowadzonej na nieznaną skalę w dziejach Polski walki z Kościołem. Że akcja masowej i bezwzględnej ateizacji społeczeństwa, prowadzona programowo przez państwo, należy do przeszłości. Było to jednak złudne wrażenie. Siły laickie były nadal wytrwałe w dążeniu do realizacji koncepcji państwa ateistycznego uzasadnianego tak zwaną neutralnością światopoglądową państwa. Brały również rewanż za nieustraszone bycie "znakiem sprzeciwu" przez Kościół, za świadczenie Prawdy, bez względu na koniunkturę.
Przemiany związane z umową Okrągłego Stołu, mimo przyjęcia tej cezury za datę upadku komunizmu w Europie Środkowowschodniej, nie wprowadziły przecież zbyt gruntownych zmian. Znaczna część aparatu państwa, dysponentów i decydentów mediów, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości pozostała w rękach ludzi ukształtowanych w antyreligijnej mentalności PRL. Odziedziczyliśmy życie publiczne zbudowane na ateizmie. Zmiana, jaka się dokonała, polegała na dopuszczeniu do współwładzy części dawnej opozycji, zwłaszcza w tym segmencie, który się wywodził z ludzi w przeszłości w różny sposób związanych z reżimem (głównie z PZPR, choć nie tylko), a następnie stanowił istotny trzon lewicowo-laickiej części "Solidarności". Ci ludzie, bardzo często odlegli od wiary katolickiej i tradycji polskiej, wykorzystywali Kościół do własnych celów, starając się w czasach PRL stworzyć wrażenie, że są blisko niego, a nawet że są "ludźmi Kościoła". Zdawali sobie bowiem sprawę, że znaczna część Narodu utożsamiała się z Kościołem, więc poprzez działanie instrumentalizujące katolicyzm do własnych celów zabiegali o uwiarygodnienie. Reprezentantem tego środowiska był na przykład Adam Michnik, który sam stwierdził: "Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska". Po 1968 roku poglądy Michnika uległy modyfikacji, ale przyznał: "Nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem" (Pewien polski etos..., rozmowa z Adamem Michnikiem, cz. I, Kontakt, nr 6, czerwiec 1988 r.).Na początku lat 90. na scenie życia publicznego bardzo silne wpływy miało środowisko postkomunistyczne i środowisko tak zwanej lewicy laickiej, które jeszcze niedawno chwaliło Kościół, że stanowi "przestrzeń wolności". Po Okrągłym Stole obie te grupy miały zbliżone poglądy na temat obecności Kościoła w życiu społecznym. Dla tych ludzi rywalem była przecież nie tyle PZPR zmieniająca swój szyld na socjaldemokrację w niby-europejskim stylu, ile raczej Kościół katolicki, który niepokoił, gdyż określał tożsamość Polski i cieszył się ogromnym autorytetem jako duchowy pogromca komunizmu.
Ataki - jeżeli je porównać z ich natężeniem w schyłkowym okresie PRL - zamiast zanikać, zaczęły się więc nasilać. Zgodnie z koncepcją socjaldemokratyzacji Europy przebiegały przede wszystkim pod hasłami wyzwolenia z "klerykalnej ideologii" i "panowania Kościoła" oraz "tworzenia państwa wyznaniowego Narodu Polskiego". Za głównego wroga "dobroczynnych" skrzydeł zachodniej socdemoliberalnej lewicy uznano - obok "polskiego Papieża" - Kościół polski, rozpoczęto więc wszechstronną akcję przeciwko niemu. Ta akcja przebiegała dwuetapowo: najpierw próbowano zmasowanym ostrzałem medialnym zepchnąć religię do "sfery prywatnej", czyli zapędzić Kościół "do kruchty", a następnie miało nastąpić działanie polegające na wyeliminowaniu wiary nie tylko z życia publicznego, ale i prywatnego.
Zaczęto od oskarżeń Kościoła katolickiego o tryumfalizm. Następnie o zatratę "soborowego ducha dialogu" i "ciasny integryzm" (cytaty pochodzą z artykułu Adama Michnika, Kościół - monolog - prawica, "Gazeta Wyborcza", nr 73, 27-28.03.1993 r.). Widomym znakiem tego "tryumfalizmu" było pojawienie się w życiu publicznym partii skupiających katolików, które zostały okrzyknięte "politycznym ramieniem Episkopatu". Zarzucano Kościołowi, że "powrót wolności oznaczał po prostu powrót do przywilejów i do realnego wpływu na władzę w państwie". Oznakami tej tendencji miało być: opowiedzenie się za ochroną życia ludzkiego od poczęcia, czyli upomnienie się o najsłabszych, dyskryminowanych ze względu na wiek; postulowanie niegodzenia w uczucia religijne ludzi wierzących i brak zgody na demoralizowanie społeczeństwa; powrót religii do szkół, która przecież jest obecna w prawie wszystkich krajach europejskich i stanowi niewątpliwy przejaw przestrzegania standardowych norm praw człowieka na naszym kontynencie.
Zamiast dziękować Kościołowi, że broni honoru cywilizacji i występuje w obronie praw człowieka tak brutalnie deptanych, był on oskarżany o "język krucjaty". Przypomnijmy sobie ataki na Ojca Świętego Jana Pawła II szczególnie podczas jego pielgrzymki do Ojczyzny w czerwcu 1991 roku, a także w 1995 r., gdy w słynnej homilii w Skoczowie nauczał: "Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach przekazu szerzy się wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje spychania ludzi wierzących na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia" (Jan Paweł II, homilia w Skoczowie, 22.05.1995 r.). Napaści pojawiły się również po słowach wypowiedzianych w Kaliszu w czerwcu 1997 roku: "Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości". Te ataki, sposób argumentacji oraz sformułowania wskazywały na określoną politycznie wizję Kościoła, w świetle której jest on co najwyżej tolerowany i zredukowany do roli "Kościoła milczenia".

Dzieci pokolenia KPP
W marcu 1993 roku na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł napisany przez jej redaktora naczelnego. Został zatytułowany "Kościół - monolog - prawica", co było czytelną aluzją do słynnej książki Romana Dmowskiego "Kościół, Naród i Państwo". Tekst w "Wyborczej", opublikowany przez autora, który tak często lubił mówić o poszanowaniu i tolerancji, napisany był z pozycji tego, który wie najlepiej. Zawierał też elementy przesłania antykatolickiego.
Adam Michnik znany był ze zmiennego, uzależnionego od sytuacji podejścia do Kościoła katolickiego. W 1966 roku na łamach ateistycznych "Argumentów" wystąpił z atakiem na polskich biskupów za list do biskupów niemieckich. W 1977 roku, gdy zabiegał o względy hierarchii dla swojego środowiska politycznego, dokonał następującej samokrytyki: "(...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo wspomnienie czerwienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty" (Adam Michnik, Kościół, lewica, dialog, Paryż 1977, s. 61).
Dawniej sam siebie określał jako "lewica laicka". Przyznawał: "Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej drogę do nowego wspaniałego świata, oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność i wszystkie inne grzechy główne (...)" (tamże, s. 139). W pierwszej połowie lat 90. wolał się prezentować jako "bezdogmatyczny chrześcijanin", jako osoba rozumiejąca "laickich racjonalistów". A myśl wiodąca tekstu "Kościół - monolog - prawica" sprowadzała się do następującego przesłania: przesadziliśmy z tą bezpośrednią akcją przeciwko Kościołowi i chrześcijańskiej tożsamości Polaków. Dlatego teraz nie uderzamy wprost, tylko działamy subtelniej, po co zostawiać ślady, lepiej "po cichu" robić swoje metodą kreta. Kruszyć i rozmiękczać Kościół od środka za pomocą dialogu rozumianego jako instrument subtelnej neutralizacji Kościoła i dezorientacji ludzi wierzących. Michnik gromił zbyt gorliwych aktywistów antykatolicyzmu - których traktował ze zrozumieniem, bo znał przecież z autopsji to środowisko "laickich racjonalistów" - za to, że w swej gorliwości zbytnio wysunęli się przed szereg i swoimi nieprzemyślanymi działaniami psuli robotę.W artykule została zawarta nostalgia z powodu zawalenia się "imperium zła" i totalitarnej dyktatury w Polsce, które pilnowały właściwego ładu i porządku. Adam Michnik pisał: "Mam wrażenie, że wraz z upadkiem komunizmu i sowieckiego imperium coś pękło w architekturze duchowej współczesnego świata". A dalej: "Polska także miała swoje autorytety. Najbardziej bezdyskusyjnym b y ł [podkr. moje J.M. J.] papież Jan Paweł II" (Adam Michnik, Kościół - monolog - prawica, "Gazeta Wyborcza", nr 73, 27-28.03.1993 r.). Ojciec Święty na 12 lat przed swoją śmiercią został okrzyknięty "byłym autorytetem".
W tekście znajdowała się zapowiedź zmiany taktyki. Jest źle, zdaje się sugerować Michnik. Frontalny i huraganowy atak na Kościół i jego nauczanie - mimo ogromu zaangażowanych sił i środków - przyniósł marne wyniki, gdyż odsłonił jego istnienie i istotę, a nie zostały naruszone fundamenty wiary, o które przecież chodziło. Tymi fundamentami jest zdrowe, niezatrute i dość powszechnie akceptowane Magisterium Kościoła oraz świadomość sytuacji i zagrożeń wiary w coraz liczniejszych kręgach katolickich. Czas ucieka, trzeba skuteczniej działać. Aby skruszyć fundament, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", wprawdzie nie bezpośrednio, ale czytelnie odwoływał się do myśli Anatola Wasiljewicza Łunaczarskiego, w latach 1917-1929 ludowego komisarza oświaty Republiki Rad.
Ten bolszewicki ideolog marzył o nowej religii ludzkości (jej koncepcja: człowiek osiąga dojrzałość, ucząc się posługiwać własnym rozumem, bez cudzego zwierzchnictwa) - religii, której patronami mieli być Marks, Feuerbach i Nietzsche, co wyłożył w swym dwutomowym dziele "Religia i socjalizm". W walce ze "starą" wiarą chrześcijańską Łunaczarski radził: "Religia jest jak gwóźdź: kiedy uderzysz w głowę, wbijasz go tylko głębiej. (...) Potrzebne są obcęgi. Religię trzeba schwycić mocno, podważyć od spodu - nie trzeba jej bić z góry, ale wyciągać, wyciągać z korzeniami" (cyt. za: Andrzej Nowak, W obcęgach postępu, Arka, nr 52/4, 1994).
Bardzo przydatnym narzędziem dla realizacji tej podstępnej strategii niszczenia chrześcijaństwa miała być, według Łunaczarskiego, "Żywa Cerkiew". Dziś powiedzielibyśmy, że w "wyciąganiu z korzeniami" religii może być użyteczny "Kościół otwarty", tworzony przez reformatorów i kontestatorów podpowiadających "jedynie słuszne" kierunki zmian, bez których Kościół rzekomo jest skazany na zagładę. Nauka wynikająca z doświadczeń sowieckich jasno wskazuje, że gdy eksterminacja i bezpośrednie zwalczanie nie dają zadowalających wyników, a prześladowania nawet wzmacniają religię - należy odwołać się do dywersji od wewnątrz: wzmacniać i uaktywniać piątą kolumnę, rozsadzać od środka, niszczyć fundamenty. Pewna tradycja już była, przecież od 1944 roku młotek i obcęgi postępu poszły w ruch nad Wisłą wraz z manifestem PKWN.
Adam Michnik, jak wskazują jego teksty, dzierżył już w swym ręku młotek. Natomiast w latach 90. coraz bardziej przekonywał siebie i środowisko "laickich racjonalistów", do obcęgów. Komentując styl myślenia, konteksty historyczne i propozycje czołowego ideologa "Gazety Wyborczej", tak często obecne w jego publicystyce, Andrzej Nowak zauważył: "Czas sukcesów idei Łunaczarskiego nadszedł, gdy tak zasłużone dla dusz mieszkańców świata realnego socjalizmu instrumenty przemocy zostały odłożone do lamusa historii. Teraz można już tylko ciągnąć, ciągnąć do góry... Obcęgi postępu wzięły dziś w swe wprawne i ochocze ręce dzieci pokolenia KPP, wychowane w rodzinnej tradycji broszur antyreligijnych spod znaku Jamieljana Jarosławskiego [założyciel dziennika "Ateist", miesięcznika "Bezbożnik przy pracy" oraz Związku Wojujących Bezbożników - dop. J.M. J.] - dziś czołowi intelektualiści, redaktorzy wpływowych gazet, znajdujący teraz - gdy ich ideowej pracy nie towarzyszy niemiły hałas policyjno-propagandowego aparatu komunistycznej partii - o tyle łatwiej swych partnerów - narzędzia wśród ludzi Kościoła" (tamże). Wśród ludzi, którzy rozmiękczają Kościół od środka, głosząc przy tym, że go reformują. Są oni tym groźniejsi, że są umiejscowieni w jego wnętrzu, a swoimi działaniami podcinają drzewo Kościoła u samych jego korzeni.

Teologia śmierci Kościoła
Dechrystianizacja po 1989 roku nie opierała się już na ideologii marksizmu-leninizmu z jej materializmem dialektycznym i "światopoglądem naukowym". Po nieudanej próbie "uśmiercenia" Ojca Niebieskiego (teologia "śmierci" Boga) próbowano "uśmiercić" Kościół (teologia "śmierci" Kościoła). Pomocna miała być ideologia "neutralności światopoglądowej państwa", tworzona przez zlepek negatywnych pozostałości komunizmu i najgorszych cech zachodniego materializmu praktycznego. Pod pozorem demokracji, pluralizmu i tolerancji dążono do niedopuszczania do obecności Boga w życiu publicznym. Zmieniły się więc metody, ale nie zmienił się cel, bo w tym zmaganiu chodziło o wymazanie obecności Boga z życia współczesnego człowieka i w życiu publicznym.
W przestrzeni społecznej pojawiła się akceptacja dla wszystkich możliwych religii i światopoglądów poza wiarą katolicką. W prasie, radiu i telewizji, z trybuny sejmowej, ustami różnych dygnitarzy państwowych zaczęto winić Kościół za wszystko w Polsce. Cynicznie blokowano przez prawie 4 lata ratyfikację podpisanego w 1993 roku konkordatu między Stolicą Apostolską a RP. Oskarżano Ojca Świętego o "konserwatyzm", polski Episkopat o "fundamentalizm" i chęć "klerykalizacji", a ludzi wierzących obrażano, przypinając etykietki "ciemnogrodu", "zaścianka", "klerykalnych oszołomów", "głupiego społeczeństwa". "Niezgułowatą i katolicką Polskę" pomawiano o "katolicyzm ludowy", "chrześcijaństwo przedsoborowe", "integryzm", "obskurantyzm", a o osobach duchownych wypowiadano się z wyjątkową brutalnością.
W 1994 roku zasiadający w Sejmie posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wygłaszali i takie opinie: "Z takimi w PRL szybko byśmy się rozprawili. Popłynęliby Wisłą jak Popiełuszko", czy: "Ja bym ich potopiła jak Popiełuszkę" (J.T. Stanisławski, Popłynąć jak Popiełuszko, "Ekspress Wieczorny", nr 162, 22.08.1994 r.). W ten sposób zasygnalizowano, że nastąpił powrót do dawnej retoryki propagandy komunistycznej, której próbkę sprzed niewielu przecież lat warto przypomnieć. Ówczesny rzecznik reżimu Jaruzelskiego, Jerzy Urban, skryty za pseudonimem "Jan Rem", podżegał do zbrodni. Pisał: "Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest organizatorem sesji politycznej wścieklizny (...) sądzę, że (...) upiory, które żoliborski magik polityczny wypuszcza spod ornatu, same pozdychają" (Jan Rem, Seanse nienawiści, Tu i Teraz, nr 38, 19.09.1984 r.). Grzegorz Piotrowski, jeden z zabójców księdza Jerzego, oficer Służby Bezpieczeństwa wyznał: "Urban był moim duchowym protektorem. (...) Urban torował drogę do naszych działań. Nas zagrzewał do walki" (cyt. za: ks. Andrzej Zwoliński, Katolik i polityka, Kraków 1995, s. 141).
O ile do lata 1995 roku oficjalni i najwyżsi rangą przedstawiciele postkomunistów starali się jeszcze prezentować jako zwolennicy "obiektywnego" rozstrzygnięcia kwestii stosunków państwo - Kościół, o tyle w toku kampanii prezydenckiej nastąpiła zmiana taktyki. Uznano, że lepiej opłaca się bardziej czytelne odwołanie do tradycyjnej retoryki wojującego z Kościołem komunizmu, do akcentowania wrogości wobec Kościoła. W tej propagandzie Kościół katolicki był prezentowany jako konkurencyjna wobec władzy świeckiej "struktura polityczna", która "zabiega o władzę" i "ogłupia" lud. Aleksander Kwaśniewski, okrzyknięty liderem postkomunistycznej i nowej lewicy, udzielił mediolańskiej "La Stampie" wywiadu, który był zapowiedzią owej zmiany taktyki. Na łamach tego włoskiego dziennika dzielił się między innymi spostrzeżeniem, że Kościół "swą agresywną, fanatyczną, ofensywną postawą zraził sobie wielu wiernych, którzy zwrócili się ku nam" - czyli SLD. Według Kwaśniewskiego, Kościół w Polsce funkcjonuje jako jedyna - obok SLD - struktura polityczna, "bo środków takich, jakimi dysponują proboszczowie, nie ma nikt: raz w tygodniu wygłaszają swoje polityczne kazania w każdym zakątku kraju. Nikt nie ma takich możliwości" ("La Stampa", 9.08.1995 r., cyt. za: Odejście od utopii, "Forum", nr 34, 20.09.1995 r.).
Kampania prezydencka Kwaśniewskiego miała zdecydowane antyklerykalne oblicze. Specjalista od reklamy, który ją prowadził, opowiadał o tym wprost, bez ogródek: "Zdecydowaliśmy się zrobić wszystko, aby Kościół podjął z Kwaśniewskim walkę" (cyt. za: Zbigniew Nosowski, Nie dajmy się wpuścić w Urbanowe sidła, KAI. Biuletyn, nr 24, 11.06.1996 r.). Było to więc działanie zamierzone, mające znamiona planowej akcji.
Pojawiały się również wrogie w stosunku do Kościoła głosy innych polityków i ugrupowań. Oprócz środowiska SLD, z kręgu Unii Pracy, nomenklaturowej części PSL i części Unii Wolności. Bardzo często ich wspólnym motywem była obrona rzekomo zagrożonych swobód obywatelskich, co było o tyle obłudne, że wielu spośród tych ludzi w poprzednim systemie nie protestowało, gdy były naruszane swobody obywatelskie. Frazeologia antykatolicka dała im także możliwość wytyczania pola konfliktów politycznych na wybranym przez siebie obszarze. Kościół był wygodnym "wrogiem" i na walce z nim można było jednoczyć część elektoratu. Pojawiła się dobrze znana z czasów PRL dialektyka, tyle że zmieniono imiona osobom dramatu i dekoracje, w których występują. Obok dawnego tradycyjnego wroga, jakim zadekretowano "amerykański imperializm", wprowadzono ponownie drugą "czarną owcę" - Kościół katolicki i rzekomy "klerykalizm".
Język, którego by się nie powstydził Goebbels
Kampania antykatolicka z towarzyszącą jej ofensywą nihilizmu prowokowała do ekscesów i stanowiła zachętę do chuligaństwa wyraźnie zabarwionego antyklerykalną ideologią. Na murach pojawiały się napisy: "Księża na księżyc", "Katolicy do kostnicy". Nasiliły się ataki na kościoły i profanacje. Kolportowano ulotki z wezwaniami do mordowania księży; w jednej z nich zachęcano: "Spalmy księży zamiast czarownic, a zaraza przeminie".
Sposób działania polegał na wytwarzaniu obrazu polskiego Kościoła jako rzekomego "bastionu antyeuropejskiego fundamentalizmu", który stoi na drodze postępu i świetlanej przyszłości. Świeccy "kapłani religii postępu" ze swych telewizyjnych "ambon" przepowiadali rychły koniec katolicyzmu i wyzwolenie człowieka z religii przedstawianej jako "opium dla ludu", które uniemożliwia człowiekowi "prawdziwy rozwój i postęp". Ich ulubionym orężem propagandowym były hasła dla naiwnych w rodzaju: "Kościół miesza się do polityki", "wiara to prywatna sprawa", "ustawa antyaborcyjna ogranicza wolność wyboru kobiety"; dyżurnymi tematami były: konkordat, religia w szkołach, kapelani i uroczystości religijne w wojsku.
Nastawienie wielu ludzi mediów do Kościoła objawiało się jako negatywne. Mariusz Czarnecki opisał charakterystyczną scenkę z życia redakcji: "Oto autentyczny zapis z zebrania redakcji pewnego tygodnika. Temat: Przygotowanie numeru przypadającego na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Obecnych dziesięć osób. Fragmenty rozmów, wypowiedzi:
- O czym mamy pisać, o klechach?
- Że co, że (...) dzieci?
Ogólny rechot, aplauz...
- Że taki klecha z babą?
Rechot wzmożony.
Na to redaktor naczelny:
- Dajcie spokój klechom... No i co z tego, że się nażre i (...) na babę...
Ten p o z i o m. I to są polscy dziennikarze?! Pomyślmy, co oni przekazują odbiorcom?..." (Mariusz M. Czarnecki, W niewoli mediów, bdw, s. 73).
Antyreligijny fanatyzm, profanacje, język pomówień, oszczerstw i podejrzeń, atmosfera nienawiści i podłości przyniosły konkretne i mierzalne rezultaty. Oto ponura statystyka "osiągnięć" kampanii antykatolickiej w Polsce w tamtym okresie. "W ostatnich latach - pisał w 1994 roku Michał Mońko - naliczono w Polsce kilka tysięcy przypadków profanacji grobów, setki napadów na plebanie i kościoły, ponad dwa tysiące podpaleń. W roku 1989 było 714 włamań do kościołów i 110 dewastacji cmentarzy. Rok później było 175 dewastacji cmentarzy i 1120 włamań do kościołów. W roku 1992 naliczono 659 rozbitych nagrobków na 67 cmentarzach. Rok później - było 1236 włamań do kościołów i 2399 przypadków dewastacji grobów, 60 zbezczeszczeń zwłok, 80 przypadków rozbicia kaplic, kilkaset przypadków - zgłoszonych! - przewracania krzyży! Do połowy roku 1994 zanotowano 1660 włamań do kościołów i kaplic, kilka podpaleń kościołów oraz obiektów kościelnych (Michał Mońko, Ogniem i słowem, "Tygodnik Solidarność", nr 52/53, 23-30.12.1994 r.).
W latach 1991-1994 zamordowano w Polsce 7 księży. Jesienią 1995 roku doszło do serii szczególnie bestialskich napadów na plebanie, najczęściej w diecezji sandomierskiej. Atakowanych księży przypiekano, wbijano szpilki w kolana, bito, wstrzykiwano substancje niewiadomego pochodzenia. We wszystkich przypadkach postępowano według tego samego scenariusza.
Klimat niechęci i uprzedzeń przeradza się w nasilającą się agresję, gdy wcześniej swoją "robotę" wykonają osoby zajmujące się rozmiękczaniem Kościoła. To one określają go w kategorii "wroga" w swojej propagandzie i wskazują kierunki uderzenia. Na przykład Stanisław Lem w wywiadzie dla "Der Spiegel" (nr 44/95) wyraził pogląd, że Polsce zagraża, iż "będzie kolonią Watykanu", a "nauki Kościoła bujają w stratosferze" (za: "Niedziela", nr 49, 3.12.1995 r.). Takimi sposobami intelektualiści, publicyści prasowi, ludzie kultury i polityki wytyczali linie frontu, a zmasowanym ostrzałem zajmował się następnie potężny aparat mediokracji.
"Dzisiaj nie trzeba - pisał Michał Mońko - więzić ani zabijać, by kościoły stawały się puste i coraz częściej plądrowane. Nie trzeba już wysadzać dynamitem, by pognębić religię i Kościół. Wystarczy mieć władzę nad przekazem 'do mózgów', by zastąpić Kościół Powszechny - kościołem marksistów bez Marksa. Wystarczy język mediów, w którym nie ma sensu, ale jest oddziaływanie na miliony. (...) Słowa w tym języku nie służą oznajmieniu. Jest coś poza znaczeniem słów. Nie ma faktu, jest efekt. Nie ma oznajmienia, jest wartościujące uderzenie. Jest szept. Opis nie orzeka, co jest, ale skłania. Mobilizuje do tego, co ma być. Zrzesza. Ale zrzesza przeciw komuś i przeciw czemuś. Jest telewizyjny przekaz 'do mózgu'. Jak z reklamy. Idź, kup! Idź, podpal. Rozbij nagrobek, bo przecież nie możesz tego wszystkiego wytrzymać. Idź, rozbij cmentarz w Nadarzynie! Idź, przewróć krzyż przydrożny, który stawiał twój dziad, gdy szli na Warszawę bolszewicy. I są tacy, którzy idą kupować i rozbijać krzyże. Idą palić - i kupować. Narasta w nich nieodparte przekonanie, narasta wiara w bielszą biel i czerwieńszą czerwień, i w to, że Kościół chce władzy! Bo tak powiedzieli w telewizji. Nawet dzieci, może przede wszystkim dzieci, zostały porażone językiem, którego by nie powstydził się Goebbels" (Michał Mońko, op. cit.).
Historia magistra vitae est. Na koniec tego przypomnienia trudno nie zadać pytania: czy obecnie nasilający się antyklerykalizm nie nawiązuje do ponurych wzorów z poprzedniej dekady, do pierwszej kampanii antykatolickiej po 1989 roku? Czy jednak to pytanie nie jest retoryczne?

www.naszdziennik.pl
 



uroczyste zakonczenie roku szkolnego klasy iii gimnazjum
Uroczyste zakończenie roku szkolnego klas III
uroczyste zakończenie klas szóstych
Uroczyste zakończenie roku szkolnego
uroczystego zakończenia roku szkolnego
Uroczystość zakończenia roku szkolnego
uroczystosc zakonczenia szkolnego roku
uroczystosci szkolne przekazanie sztandaru
uroczystości szkolnych dla szkół podstawowych
uroczystości zakończenia roku szkolnego
Uroczyste otwarcie baru
Uroczyste pożegnanie kl
uroczyste pożegnanie klasy
uroczyste pozegnanie szkolnej
uroczystego objęcia władzy
  • ga ep31 ds3l co powiecie o tej plycie glownej
  • perfumeria marionaud
  • jack i parson russel terriery prosimy zakladac 2320
  • problem z fotelem
  • 2222biblijne znaczenie imion2222
  • karmat zasuwa burzowa
  • stop slodyczom od dzis zapraszam kobietki
  • rycerze okri9B1gi9B3ego stoi9B3u streszczenie
  • architektura ogrodu