Oglądasz posty znalezione dla słów: uroczystosci szkolne przekazanie sztandaru
|
| Wiadomość |
Pomnik Generała Stanisława Taczaka
|
Generał Taczak ma swój pomnik Pierwszy w Polsce pomnik - pierwszego dowódcy Powstania Wielkopolskiego generała Stanisława Taczaka - odsłonili w piątek w Mieszkowie pod Jarocinem wnuk generała Jerzy Gogołkiewicz i burmistrz Jarocina Adam Pawlicki. 2,5-metrowy posąg przedstawiający postać generała w mundurze wielkopolskim stanął w pobliżu jego domu rodzinnego przy drodze krajowej nr 11. Codziennie przejeżdża nią kilka tysięcy aut, więc pomnik będzie widocznym symbolem.
Oddajemy dziś hołd postaci wybitnej, legioniście, pierwszemu naczelnemu dowódcy Powstania Wielkopolskiego - powiedział w Mieszkowie, cytując list premiera, minister Rafał Grupiński.
Żałuję tylko, że nie ma tu mojej mamy. Ona od śmierci dziadka walczyła o pamięć, o przeniesienie prochów do Poznania, w ogóle o uznanie dziadka - bo o nim milczano. Pomalutku robiło się to coraz głośniejsze, i w tej chwili mamy to co mamy - wspaniały pomnik. To ogromna satysfakcja bo to jest zakończenie tych działań na rzecz pamięci dziadka - powiedział Jerzy Gogołkiewicz.
To pierwszy pomnik generała Stanisława Taczaka w Polsce. Uroczystość odsłonięcia monumentu poprzedziło nadanie imienia gen. Stanisława Taczaka Szkole Podstawowej w Mieszkowie oraz poświęcenie sztandaru. Uroczystości odbyły się w piątek, bo 16 stycznia, 90 lat temu, ówczesny major Stanisław Taczak przekazał dowództwo nad Powstaniem Wielkopolskim generałowi Józefowi Dowbór-Muśnickiemu. Źródło: http://www.radiomerkury.pl/index.php?art=31565
|
| |
|
|
Impreza w szkole w Czachówku 31 maja 2008r.
|
Dyrektor, Rada Pedagogiczna, Rada Rodziców oraz uczniowie Szkoły Podstawowej w Czachówku mają zaszczyt zaprosić na uroczystość nadania imienia ks. Jana Twardowskiego oraz sztandaru Szkole Podstawowej w Czachówku 31 maja 2008 r.
Program uroczystości: 11.30 - Msza św. w kaplicy w Czachówku z poświęceniem sztandaru i przekazaniem go uczniom 13.00 - Uroczyste obchody nadania imienia szkole:
„Raport o gotowości szkoły do uroczystości „uroczyste powitanie gości „przedstawienie przez uczniów uzasadnienia wyboru patrona i przybliżenie Jego postaci „odczytanie Uchwały Rady Miejskiej Góry Kalwarii w sprawie nadania imienia szkole przez Przewodniczącego Rady Miejskiej „prezentacja historii szkoły „wbicie pamiątkowych gwoździ w drze- wce sztandaru „odsłonięcie i poświęcenie portretu pa- trona „premierowe wykonanie hymnu szkoły „wystąpienia zaproszonych gości
15.00 - Montaż słowno - muzyczny
15.30 - Przewidywane zakończenie uroczystości
16.00 - 24.00 - Atrakcje kulturalno - rozrywkowe
|
70 rocznica wybuchu II wojny światowej - Wieluń
|
Program uroczystości nadania imienia i sztandaru Zespołowi Szkół w Czastarach
godz. 8.30 Msza św. w Kościele pw. NNMP w Czastarach z udziałem JE ks. biskupa Stanisława Napierały
godz. 10.00 Uroczystości szkolne
Nadanie imienia i sztandaru Zespołowi Szkół w Czastarach
Ślubowanie uczniów na sztandar
Poświęcenie tablicy pamiątkowej
Przemówienia okolicznościowe
Część artystyczna
godz. 12.10 Przejazd pod obelisk
--------------------------------------------
Program powiatowych obchodów 70 – tej rocznicy wybuchu II wojny światowej – obelisk Krajanka
godz. 12.30 Rozpoczęcie uroczystości przed obeliskiem
Wystąpienie okolicznościowe Starosty Wieruszowskiego Andrzeja Szymanka
Uroczyste odsłonięcie i poświęcenie obelisku
Przemówienia okolicznościowe
Przekazanie patronatu nad obeliskiem Zespołowi Szkół w Czastarach
Rys historyczny miejsca wydarzeń sprzed 70 lat na Polach Krajanki
Apel Pamięci
Złożenie wieńców i wiązanek ku czci „Poległych na polu chwały”
godz. 14.00 Przewidywane zakończenie uroczystości |
Patronat honorowy nad uroczystością objął Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
|
Szkolna impreza w Wierbce
|
W dniu 07.05.2009r. w Wierbce odbyły się uroczyste obchody 5-lecia nadania imienia Henryka Sienkiewicza miejscowej szkole podstawowej. Uroczystości jubileuszowe połączone zostały z przekazaniem sztandaru ufundowanego przez społeczność szkolną, Zespołowi Szkół nr 2 w Wierbce,w skład którego wchodzi obecnie wspomniana szkoła podstawowa.W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele gminnych i powiatowych władz samorządowych,Kuratorium Oświaty w Katowicach,Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Zawierciu oraz uczniowie Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 5 im. Henryka Sienkiewicza w Myszkowie.Po poświęceniu sztandaru i ślubowaniu uczniowie gimnazjum przedstawili program artystyczny pt. „Słowa uczą, przykłady pociągają… Szukam człowieka przez wielkie C”. [Strona internetowa zespołu szkół: http://wierbka.republika.pl/ ]
|
| |
|
|
100 lat działalności OSP
|
Program uroczystości obchodów 100 lecia OSP Wola Rzędzińska
13:30 - zbiórka zaproszonych gości, delegacji i pocztów sztandarowych jednostek OSP przy Domu Strażaka
14:15 - odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej
14:40 - przemarsz pododziałów do kościoła
15:00 - uroczysta msza św. w kościele parafialnym
16:05 - zbiórka pododziałów na boisku przy Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Woli Rzędzińskiej
16:15 - uroczystość rocznicowa połączona z dekoracją sztandaru OSP Złotym Znakiem Związku OSP RP, wręczenie medali i wyróżnień oraz poświęcenie i przekazanie samochodu pożarniczego
18:00 - występy artystyczne
20:00 - zabawa taneczna
Wpisy do księgi pamiątkowej przyjmowane będą w godzinach 16:30 - 20:00
|
Nowy dowódca Dowództwa Wojsk Specjalnych
|
22.08. Bydgoszcz. W środę w Dowództwie Wojsk Specjalnych odbyła się uroczystość przekazania obowiązków na stanowisku dowódcy. Nowy dowódca Dowództwa Wojsk Specjalnych Po kilku miesiącach dowodzenia gen. dyw. Edward Gruszka przekazał sztandar i dowodzenie gen. dyw. Włodzimierzowi Potasińskiemu. W uroczystości wziął udział wziął szef Sztabu Generalnego WP, generał Franciszek GĄGOR. – Mamy za sobą okres formowania i organizowania dowództwa. Możemy już mówić nie tylko o współpracy, ale i o interoperacyjności z siłami naszych sojuszników. Bez kompleksów bierzemy udział w najtrudniejszych operacjach w Afganistanie i Iraku. Jest jeszcze wiele do zrobienia. Najważniejsze to dalsza poprawa efektywności szkolenia i działania sił specjalnych – powiedział w czasie uroczystości gen. Gągor. Szef Sztabu Generalnego podkreślił, że siły specjalne są wizytówką polskiej armii. – Mogę powiedzieć, że byłem pierwszym dowódcą sił specjalnych. Jest to rodzaj Sił Zbrojnych, co jest czymś nowym, fantastycznym w skali światowej. Myślę, że za naszym przykładem pójdą inni. Zakończyliśmy pierwszy etap tworzenia, dowództwo funkcjonuje. Na początku było nas kilku, później kilkunastu, a obecnie ponad 30. Udało mi się stworzyć wspaniały zespół" - powiedział dziennikarzom gen. dyw. Edward Gruszka. *** Gen. dyw. Włodzimierz POTASIŃSKI ma 51 lat. Urodził się 31 lipca 1956 r. w miejscowości Czeladź. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych (1980) i Akademii Sztabu Generalnego WP (1988). Ukończył również kurs oficerów operacyjno--sztabowych, kurs dowodzenia i kierowania NATO w Szkole NATO w Oberammergau oraz kurs zarządzania zasobami obrony w Podyplomowej Szkole Marynarki Wojennej w Monterey (USA). Zawodową służbę wojskową rozpoczął w 1980 roku na stanowisku dowódcy plutonu w 6 batalionie powietrznodesantowym. Po ukończeniu Akademii Sztabu Generalnego WP zajmował kolejno stanowiska służbowe w strukturach: 16 batalionu powietrznodesantowego, Dowództwa 3 Brygady Zmechanizowanej, Dowództwa Wojsk Lądowych, 2 Brygadzie Zmechanizowanej oraz 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Obecnie pełni służbę na stanowisku zastępcy dowódcy 2 Korpusu Zmechanizowanego. W latach 1993-1994 pełnił służbę na stanowisku zastępcy dowódcy, a następnie dowódcy Polskiego Kontyngentu Wojskowego Sił Pokojowych ONZ w Syrii. W roku 2004 dowodził brygadą w składzie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku, a na przełomie 2005 i 2006 roku pełnił służbę na stanowisku zastępcy dowódcy tegoż kontyngentu.
|
Rocznica nadania imienia Szkole Podstawowej
|
Sztandar im. Ignacego Mościckiego przechowywła nauczycielka pani Helena Kozieł. Kiedy mógł ujrzeć światło dzienne przyniosła Go do szkoły. Powiadomione władze oświatowe w Sandomierzu postanowiły ten sztandar wręczyć pani Marii Goździewskiej, która była instruktortem ZHP w tej szkole. Posiada nawet zdjęcia z uroczystości przekazania jej tego sztandaru. Od tej chwili ZHP było Jego właścicielem. Podczas każdej uroczystości służył harcerzom i szkole.
Szkoła powojenna nie miała imienia. Z biegiem czasu zmieniała swoje nazwy - Szkoła Podstawowa nr 1 (była również nr 2). Złączono te szkoły i tak powstała Gminna Szkoła Podstawowa, później Zbiorcza Szkoła Podstawowa. Obecnie Publiczna Szkoła Podstawowa. Występowała więc pod różnymi nazwami, a imienia nie posiadała. Brak było osoby, która poświęciłaby nieco trudu, by szkoła miała swoje imię. Pani Zieja powzięła ten trud i na 35-lecie istnienia tej szkoły zostało nadane imię. Imię nadano zgodnie ze wszelkimi procedurami. W konkursie jaki przeprowadzono przed wyborem patrona, był również Ignacy Mościcki. Większością głosów został wybrany Jerzy Ossoliński, który dla Klimontowa bardziej się zasłużył. Zostały uszanowane głosy rodziców, dzieci, nauczycieli - wybór był demokratyczny.
Nadanie imienia Ignacego Mościckiego bez żadnych przepisów byłoby nieprawne. Nie można było tak sobie wpisać imię. Muszą przecież być dokumenty świadczące o tak ważnym wadarzeniu. Jeżeli szkoła miała imię powinno ono być na każdym świadectwie przez okres 35 lat. Czy ktoś ma z tego okresu świadectwo z imieniem szkoły? Niech okaże! Okaż go ty "Ciekawski"! Przestań w końcu szczuć przeciw Pani Ziei! Sąd, prokuratura to wasz styl - ścisła grupo!
|
OSP w Krygu
|
Możemy zamieścić tekst i fotografie poświęcone OSP w Krygu. Jeszcze raz ponawiam propozycję. Może to być historia OSP, mogą to też być informacje poświęcone konkretnym strażakom.
To jest tekst ze strony www.gminalipinki.pl
Ochotnicza Straż Pożarna w Krygu powstała w 1908 r. Założycielami tej organizacji byli: - Grzegorz Pyznar - Grzegorz Kosiba - Błażej Kosiba - Grzegorz Kosiba syn Antoniego - Grzegorz Poniedziałek - Maciej Krupczak - Antoni Pawłowski - Piotr Przybyło - Wojciech Woźniak, który jako pierwszy objął funkcje prezesa OSP
KALENDARIUM
W 1914 r. jednostka liczyła 40 członków. Zarząd reprezentowali: prezes - Błażej Kosiba członek - Ignacy Król członek - Jan Świerz Najważniejszym zadaniem tego okresu było odbudowanie remizy, która została zniszczona podczas I wojny światowej.
W 1945 r. jednostka liczyła 106 członków. Zarząd reprezentowali: prezes - Tadeusz Pawłowski naczelnik - Eugeniusz Woźniak
W 1945 r. - pierwsze plany związane z budową remizy strażackiej
W 1958r. - uroczystość otwarcia Domu Strażaka. W dowód uznania zasług jednostka otrzymuje samochód przekazany przez Kopalnictwo Naftowe w Gorlicach. Wydarzenia te zbiegły się z obchodami 50-lecia istnienia organizacji.
W 1965 r. - prezesem zostaje Stanisław Kosiba będący jednocześnie sołtysem wsi Kryg.
W 1972 r. - zarząd reprezentowali: prezes - Antoni Cygan naczelnik - Julian Kosiba
5.V.1991 r. - uroczystość nadania i poświęcenia sztandaru OSP w Krygu.
15.I.1995 r.- zarząd reprezentowali: prezes - Kosiba Krzysztof naczelnik - Żydło Jerzy II wice-prezes - Karp Jerzy III wice-prezes - Witek Robert skarbnik - Goleń Emilia sekretarz - Świerz Magdalena kronikarz - Karp Małgorzta
Festyn zorganizowano przy udziale OSP w Krygu i Komitetu Rozbudowy Szkoły. Dochód z całej imprezy przekazany został na budowę sali gimnastycznej przy szkole podstawowej. Festyn rozpoczęty został pokazami sprawności bojowej strażaków. Po licznych atrakcjach i występach festyn zakończył się zabawą taneczną.
19.V.1996 r. - odbył się zjazd gminny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych.
10.VIII.1996 r. - uroczystość przekazania samochodu pożarniczego.
10.IV.1997 r. - OSP w Krygu została włączona do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
W 1997 r. - OSP Kryg w służbie porządkowej w czasie wizyty Papieża w Krośnie.
1998 r. - Kurs Szeregowców zorganizowany przez Komendę Rejonową Państwowej Straży Pożarnej w Jaśle.
1999 r. - Pierwsza strażacka pielgrzymka do Limanowej.
30.V.2000 r. - przystąpienie do Stowarzyszenia im. Św. Floriana - Druga strażacka pielgrzymka do Limanowej - Pierwsze Powiatowe Zawody Sportowo-Pożarnicze
I.2001 r. – wybory nowego zarządu w skład, którego wchodzą: prezes – Kosiba Krzysztof naczelnik - Żydło Jerzy wice-prezes - Karp Jerzy wice-prezes - Jodłowski Dariusz wice-prezes - Owczarz Marek kronikarz - Karp Małgorzata
20.V.2001 r. - uczestnictwo w Zjeździe Gminnym Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Lipinkach.
26-27 X. 2001 r. - udział w uroczystości przyjęcia obrazu Jasnogórskiej Królowej Polski.
IV.2002r. - Trzecia strażacka pielgrzymka do Limanowej.
IV.2003r. - Czwarta strażacka pielgrzymka do Limanowej.
14.IX.2003r. – uczestnictwo w gminnych zawodach sportowo-pożarniczych w Wójtowej.
5.X.2003r. - OSP Kryg w Łagiewnikach.
27.II.2003 r. zmarł wieloletni działacz Ochotniczej Straży Pożarnej w Krygu
Antoni Cygan
Od 1972 roku, przez 23 lata pełnił funkcję Prezesa krygowskiej OSP. Przyczynił się do rozbudowy remizy i unowocześnienia sprzętu. W 1995 roku został Prezesem Zarządu Gminnego. Za swą pracę na rzecz OSP otrzymał wiele wyróżnień i odznaczeń.
17.I.2004 r. - uroczystość przekazania samochodu pożarniczego marki „IVECO” z kompletnym wyposażeniem technicznym.
IV.2004 r. - Piąta pielgrzymka do Limanowej.
Działalność społeczno-kulturowa
organizacja gminnych zawodów strażackich uczestnictwo i prezentacja gotowości bojowej, ćwiczenia strażacki opłatek trzymanie honorowej straży przy grobie Pana Jezusa podczas Świąt Wielkanocnych reprezentowanie OSP Krygu przez zarząd w innych miejscowościach na licznych imprezach i uroczystościach inne imprezy (dzień strażaka, wycieczki turystyczne)
Czy o ten tekst chodziło? Dlaczego Ci się nie spodobał? Nie trzeba zakładać nowego tematu, wystarczy kliknąć Odpowiedz
|
Pomnik Generała Stanisława Taczaka
|
2009-01-19 | Jarocin w hołdzie Stanisławowi Taczakowi
Pierwszy w Polsce pomnik generała Stanisława Taczaka odsłonili w piątek, 16 stycznia, burmistrz Jarocina Adam Pawlicki oraz wnuk pierwszego dowódcy Powstania Wielkopolskiego - Jerzy Gogołkiewicz. 2,5-metrowy posąg generała stanął na rynku w Mieszkowie, w sąsiedztwie nieistniejącego już rodzinnego domu Stanisława Taczaka. Ostatni raz stałem tak koło mojego dziadka 50 lat temu. Dzięki Państwu dziś znów mam taką możliwość - podkreślał w piątek wzruszony wnuk generała Jerzy Gogołkiewicz. Oficjalne uroczystości na mieszkowskim rynku zainaugurowało nadanie imienia gen. Stanisława Taczaka Szkole Podstawowej w Mieszkowie, poświęcenie sztandaru, a także msza św. w intencji generała w Kościele pw. św. Wawrzyńca. W uroczystościach w samym sercu Mieszkowa uczestniczyli licznie zaproszeni goście m.in. dyrektor Gabinetu Wojewody Wielkopolskiego Andrzej Plesiński, wicemarszałek Województwa Wielkopolskiego Arkadiusz Błochowiak, przedstawiciele miast: Poznań, Leszno, Powiatu Jarocińskiego, oraz gmin: Kleczew, Kobyla Góra, Kórnik, Książ Wielkopolski, Janowiec Wielkopolski i Pogorzela, a także parlamentarzyści: Małgorzata Adamczak, Adam Rogacki, Wiesław Szczepański, Rafał Grupiński, Witold Sitarz, Maciej Orzechowski i Józef Racki. Odsłonięcie odlanego z brązu pomnika Stanisława Taczaka odbyło się dokładnie w 90. rocznicę przekazania przez niego dowództwa nad Powstaniem Wielkopolskim Generałowi Józefowi Dowbor-Muśnickiemu. Zainaugurował je przemarsz ułanów prowadzonych przez księcia Marka Kasperskiego. - Mam nadzieję, że w ten sposób pamięć o jego czynach i zasługach nie zaginie wśród przyszłych pokoleń. Nie wolno bowiem zapominać o tych, którzy kładli własne życie na szalę, byśmy my mogli żyć w wolnej Polsce - apelował gospodarz uroczystości, Jarosław Łukasiewicz. - Dziękuję Panu, Generale, za Pana męstwo i odwagę, za gotowość podjęcia wielkiego wyzwania i... za lekcję patriotyzmu, która jest zawsze aktualna. W akompaniamencie Marsylianki Wielkopolskiej w wykonaniu Orkiestry Dolnośląskiego Okręgu Wojskowego oraz salwy honorowej poświęcenia pomnika dokonał ksiądz prałat Jan Stanisławski. Zwieńczeniem uroczystości było wręczenie w ratuszu unikatowych statuetek Stanisława Taczaka. Za zasługi dla Ziemi Jarocińskiej otrzymali je: - Jerzy Gogołkiewicz - wnuk gen. Stanisława Taczaka, - Prof. Bogusław Polak - biograf generała, konsultant historyczny budowy pomnika, - Piotr Florek - Wojewoda Wielkopolski, patron honorowy budowy pomnika, - Marek Woźniak - Marszałek Województwa Wielkopolskiego, patron honorowy budowy pomnika, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Województwo Wielkopolskie, - Ryszard Grobelny - Prezydent Miasta Poznania, projektodawca znaczącego wsparcia finansowego budowy pomnika przez Miasto Poznań, - Stanisław Martuzalski - Starostwa Jarociński, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Powiat Jarociński, - Tomasz Małolepszy - Prezydent Miasta Leszna, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Miasto Leszno, - Teofil Marciniak - Burmistrz Książa Wielkopolskiego, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Książ Wielkopolski, - Marek Wesołowski - Burmistrz Gminy i Miasta Kleczew, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Kleczew, - Jerzy Przygoda - Wójt Gminy Kobyla Góra, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Kobyla Góra, - Maciej Sobczak - Burmistrz Janowca Wielkopolskiego, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Janowiec Wielkopolski, - Jerzy Lechnerowski - Burmistrz Gminy Kórnik, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Kórnik, - Piotr Curyk - Burmistrz Pogorzeli, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Gminę Pogorzela, - Stefan Mikołajczak - Prezes Zarządu Wojewódzkiego ZOSP RP Województwa Wielkopolskiego, projektodawca wsparcia finansowego budowy pomnika przez Ochotnicze Straże Pożarne. źródło : http://www.jarocin.pl/arch/aktualnosci.php
|
Wręczenie sztandaru dla Gimnazjum nr 1 w Lesznie 24.01.2008
|
SZTANDAR UCZCI POWSTAŃCÓW (informacja )
18.01.2008.
Nowy sztandar będzie miało Gimnazjum numer 1 w Lesznie. W czwartek, 24 stycznia, zostanie on uroczyście wręczony szkolnej społeczności.
Gimnazjum nr 1 w Lesznie jest wyjątkową szkołą. Po pierwsze, to jedyne gimnazjum w mieście funkcjonujące bez sąsiedztwa innej szkoły, po drugie, szkolny budynek jest zabytkowy i posiada ciekawą historię. Przy pl. Komeńskiego gimnazjum istnieje od 1999 roku. W wyniku zarządzonej wówczas reformy oświaty Rada Miejska zadecydowała o likwidacji Szkoły Podstawowej nr 8 im. Powstańców Wielkopolskich i utworzyła w to miejsce Gimnazjum nr 1.
Historia samego gimnazjum nie jest zatem długa, ale tradycje oświatowe związane z budynkiem liczą już prawie sto lat. Gmach został wzniesiony w roku 1912 na potrzeby niemieckiej Szkoły Handlowo-Przemysłowej (Handels und Gewerbeshule). W okresie międzywojennym w budynku funkcjonowały liczne szkoły średnie o charakterze zawodowym, których istnienie zakończyła II wojna światowa. Po wojnie przez lata obiektem zarządzała Rada Miejska i dopiero w 1957 roku usytuowano tutaj Szkołę Podstawową nr 8. W latach 1957-2001 przez placówkę przewinęło się tysiące dzieci.
Patronem szkoły podstawowej byli od 1969 roku Powstańcy Wielkopolscy. Takie imię nadano szkole jako drugiej w kolejności na terenie Wielkopolski. W 1974 roku szkoła otrzymała sztandar.
Powstałe po likwidacji podstawówki gimnazjum od początku istnienia podjęło starania o przejęcie tradycji i patrona „ósemki”. Szkoła miała do tego prawo. Od początku nauczyciele propagowali wśród uczniów wiedzę na temat powstania wielkopolskiego. Każdego roku organizowany jest konkurs znajomości faktów z tego niepodległościowego zrywu. Klasy przygotowują prace plastyczne, w salach tworzą gazetki o patronie, grupy młodzieży zwiedzają miejsca pamięci związane z walkami powstańczymi. Ponadto w szkole organizowane jest Święto Patrona szkoły, a uczniowie opiekują się grobami powstańców. Bogate zbiory posiada szkolna Izba Patrona, do której powstańcy i ich rodziny przekazali cenne pamiątki: medale, mapy, czasopisma, czapki powstańcze, mundur, tematyczne kroniki. Wszystko to buduje godny klimat przyswajania wiedzy o powstaniu. – Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy w przeszłości gościć w szkole wielu powstańców wielkopolskich – mówi Barbara Janus, obecna dyrektor Gimnazjum nr 1. – Spotkania z nimi były żywą lekcją historii, prawdziwej historii.
Sztandar dla gimnazjum ufundowała Rada Rodziców, a starania zainicjował jej przewodniczący Janusz Kończal. Pieniądze zbierali również uczniowie szkoły, a także rodzice, zwłaszcza wnukowie powstańców. Sztandar wykonała ręcznie firma z Poznania. Z jednej jego strony jest godło polskie na czerwonym tle z napisem „Z czynu Ludu Wielkopolskiego rodziła się wolność”. Na drugiej stronie, na białym tle, umieszczony został Krzyż Powstańczy, a otacza go napis „Gimnazjum nr 1 im. Powstańców Wielkopolskich”.
Przez czterdzieści siedem lat funkcje kierowników i dyrektorów Szkoły Podstawowej nr 8 pełnili po kolei: Tadeusz Kowalski, Bernard Szeląg, Marian Grys, Feliks Glapka, Władysław Mucha, Jadwiga Pilujska, Maria Broda, Elżbieta Rehlis, Barbara Janus i Jolanta Andrzejewska. Od 1999 roku dyrektorem gimnazjum jest Barbara Janus. To największe gimnazjum w Lesznie pod względem liczby uczniów. W 21 oddziałach jest aż 505 osób.
W ramach uroczystości – we wtorek, 22 stycznia o godz. 9 – odbędzie się sesja popularnonaukowa dla leszczyńskich gimnazjalistów pt. „Wodzowie Powstania Wielkopolskiego i walki powstańcze na Ziemi Leszczyńskiej”. Źródło: http://leszno2.leszno.pl/index.php?option=com_content&
|
HO L. Dublak
|
Myślę, że warto wspomnieć o nim w tym temacie 
HO dh Leon Dublak
Harcerz Orli dh Leon Dublak urodził się w 1912r. w Guberni Smoleńskiej, gdzie jego rodzice byli właścicielami niewielkiego majątku ziemskiego. W czasie bolszewickiej rewolucji zginął jego ojciec, a matka z trzema synami i córką zbiegli do niepodległej Polski i zamieszkała w Czarnej Wsi Stacyjnej. Tam starsi synowie i córka otrzymali pracę, a najmłodszy Leon rozpoczął naukę w miejskiej Szkole Powszechnej, którą ukończył w 1928r. Będąc w piątej klasie wstąpił do I Drużyny Harcerzy im. Tadeusza Kościuszki w Czarnej Wsi. Był harcerzem obowiązkowym, zdyscyplinowanym i dobrym organizatorem, toteż pełnił funkcję zastępowego, a po pewnym czasie przybocznego. Obowiązki harcerskie wykonywał wzorowo i mimo, że ucząc się w szkole średniej w Białymstoku dokąd dojeżdżał pociągiem, jeszcze wieczorami pracował jako operator w kinie, którego właścicielem był jego najstarszy brat.
W 1932 roku Komenda Chorągwi Białostockiej wysłała dh Leona na kurs instruktorski w Augustowie nad jeziorem Białym. W tym też roku jesienią, jego starszy brat został przeniesiony służbowo na stanowisko księgowego w Nadleśnictwie Supraśl. W związku z tym cała rodzina Dublaków tu się przeniosła i zamieszkała w domu pani Balde przy ul. 11go Listopada, a po upływie roku w Podsupraślu u p. Halaka.
Wczesną wiosną 1933r. dh Leon czynił przygotowania do organizowania męskiej drużyny harcerskiej w Supraślu. Był doświadczonym organizatorem, toteż nawiązał koleżeńskie kontakty z chłopcami, którzy już ukończyli szkołę powszechną i po kilku tygodniach przeszkolenia, w porozumieniu z kierownikiem szkoły panem Mareckim, zorganizował pierwszą zbiórkę harcerską, na którą zgłosiło się ponad 30 chłopaków. Było to 15 marca 1933r. Przybocznym wówczas został Borys Lejman, a zastępowym Kazimierz Pietroniuk i Władysław Furmankiewicz.
Dh Dublak był dla swoich harcerzy wielkim autorytetem, mimo że wymagał przestrzegania harcerskiego prawa, a za jego złamanie wydalał z drużyny. Kochał przyrodę a szczególnie las, toteż już podczas pierwszej zbiórki zarządził wymarsz do lasu na polanę za " Świętą Sosną", która stała się miejscem zabaw i ognisk. Do obecnych czasów nosi nazwę " Harcerska Polana". Podczas dwuletniej działalności dh Dublak zorganizował biwak w Królowym Moście i w Czarnej Wsi, dwudniowy pobyt drużyny na zlocie hufca w Starosielcach, dwa obozy: jeden w Niemczynie a drugi w Reszkowcach. Wysłał trzech starszych harcerzy na międzynarodowy zlot skautów w Spale. Był amatorem fotografii i jego jest zasługą to, że obecnie można oglądać archiwalne zdjęcia z pogrzebu ofiar strajku włókniarzy z 1933r.
Jesienią 1934r. został wezwany do odbycia służby wojskowej. Po kilku tygodniach zwolniono go, ponieważ lekarze stwierdzili zaawansowaną gruźlicę płuc. Mimo tej nieuleczalnej choroby pełnił nadal harcerską działalność, ale coraz częściej wyręczał go przyboczny Lejman. Będąc świadomy bliskiej nieuniknionej śmierci, starał się jak najwięcej przekazać swoim harcerzom rad i wskazówek, aby nie zaprzepaszczono rozpoczętej przez niego działalności harcerskiej. I chociaż był już mocno schorowany, to jednak jeszcze 4 maja 1935r. zorganizował zbiórkę na niewielkiej polanie za cmentarzem prawosławnym przy drodze do Studzianek (to jest około 200m od jego zamieszkania). Podczas tej zbiórki prosił swoich harcerzy, by trwali w harcerstwie i nie zaprzestawali swojej działalności. Jednak harcerze widząc wyraźne osłabienie dh Leona, postanowili odprowadzić go do domu, gdzie położył się zmęczony na tapczanie, a oni siedząc na ganku (już po raz ostatni) długo i ze łzami w oczach śpiewali harcerskie pieśni, których słuchał druh przez otwarte okno i drzwi. Na drugi dzień (w poniedziałek rano) rozniosła się wieść, że druh miał krwotok. Starsi harcerze przez ostatnie dni jego życia byli przy nim. Mimo że był bardzo słaby udzielał wskazówek jak działać i dbać o rozwój drużyny. W dniu 10 maja 1935r. zmarł. Pogrzeb odbył się po harcersku: Chorągwie i wieńce nieśli harcerze młodsi, a trumnę nieśli starsi na zmianę. Pogrzeb prowadził ks. Proboszcz Otton Sidorowicz.. Na pogrzebie obecna była delegacja z Komendy Chorągwi i Hufca, która przywiozła ze sobą sztandar harcerski.
W sierpniu 1935r. na polanie, gdzie odbyła się ostatnia zbiórka, którą prowadził dh Dublak, został usypany kopiec i umieszczono ziemię ze wszystkich ognisk z obozów i biwaków. Pięćdziesiąt lat później w 1983r,. w czasie stanu wojennego, kopiec został powiększony, a obok ustawiono obelisk ku czci tym, którzy odeszli na wieczną wartę. Uroczystość 50-lecia supraskiego harcerstwa, a dwa lata później 50 rocznica śmierci dh. Dublaka, były początkiem harcerskiej odnowy, w której wiodącą działalność rozpoczął doświadczony działacz supraskiego harcerstwa harcmistrz dh Stanisław Garstka. Jego zaangażowanie i działalność sprawiła, że drużyna przez niego prowadzona znalazła się w środku czołowych w Hufcu i Chorągwi Białostockiej.
|
Szkoła im. "Maratończyków Polskich"
|
Publiczna Szkoła Podstawowa w Miłoszycach im. "Maratończyków Polskich"
I stało się! W dniu 1 maja 2006 roku, decyzją Rady Miejskiej w Jelczu-Laskowicach, szkoła w Miłoszycach ta sama, obok której każdego roku przebiega trasa kolejnych maratonów, jest pod im. "Maratończyków Polskich". W dniu 3 czerwca odbyło się przekazanie sztandaru uczniom tejże szkoły. Uroczystość miała wyjątkowy przebieg, ponieważ okazało się, że i szkoła i dzieci tam uczące się są wyjątkowi!
Nie miałem pojęcia, że tak blisko, wręcz na wyciągnięcie ręki, tuż za ogrodzeniem znajduje się taka wyjątkowa szkoła z tak wyjątkowymi uczniami i nauczycielami. Zapewne nie jeden z uczestników maratonów w Jelczu-Laskowicach musiał doświadczyć życzliwości, radości, ciepła, serdeczności i sympatii dzieci, które na punkcie żywieniowym właśnie obok tej szkoły służyli nam - maratończykom każdego roku!
Najpierw uczestniczyliśmy we mszy św., z której zapamiętałem najważniejsze zdanie : "sztandar ucieleśnia żywą i czystą ideę". To wspaniałe i wzniosłe określenie, jak sam sztandar, który jest po prostu piękny, jak maratony i jego uczestnicy.
Moje pierwsze spotkanie z tą szkołą rozpoczęło się na jej korytarzu. Pod ścianą na stołach, przez całą długość korytarza - ok. 20 m!! - same dyplomy, puchary i nagrody. To robiło wrażenie na wszystkich, jak bardzo usportowione dzieci uczą się w tej szkole i jak wspaniały klimat do takiej rywalizacji stworzyli im nauczyciele oraz dyrekcja szkoły.
To nie jest przypadek, że ta szkoła otrzymała takie Imię. Po prostu, Oni sobie na to zapracowali!
Potem w sali gimnastycznej odbyła się uroczystość przekazania sztandaru szkole. Na tę okoliczność uczniowie przygotowali wspaniałą inscenizację obrazującą historię maratonu od 490 r.p.n.e aż do pierwszej olimpiady nowożytnej w Atenach. Nie jednemu łezka zakręciła się w oku, jak po mistrzowsku dzieciaki odgrywały swoje role.
Ale takiej dekoracji aż tylu medalistów jednocześnie, to w życiu jeszcze nie widziałem. Podium z tylko jednym długim stopniem dla zwycięzców za : zdobycie II miejsca w biegach - ciach medal na szyję, za zwycięstwo w olimpiadzie matematycznej - ciach medal na szyję, za to "że sam potrafię zasznurować sobie buty" - ciach medal na szyję, za to "że od roku jestem grzecznym chłopcem" - ciach medal na szyję... I tak bez końca! A publiczność siedziała i stała wpatrzona, jak zahipnotyzowana. Tak wiele prawdy o życiu każdego z nas przekazały nam te dzieciaki. Niektóre z nich, żeby je zobaczyć, trzeba było wstać i dobrze naciągać szyję.
To nie jest przypadek, że ta szkoła i to Imię, ponieważ w tej szkole mieszka wielki Duch istoty człowieczeństwa, a więc tego, co w życiu jest najważniejsze.
A potem była okazja do spotkań i wspomnień, bo taka uroczystość i taka rocznica - 60 lat istnienia szkoły zdarzają się tylko raz w życiu.
Już dzisiaj zapraszam Was maratończycy do wyjątkowego maratonu w przyszłym roku, tj. w dniu 1 maja 2007 w Jelczu-Laskowicach : VI Maratonu o memoriał Barbary Szlachetki, bo ten maraton jest dla nas : Maratończyków Polskich.
Eugeniusz Walków
|
Gimnazjum nr 26 w Gdańsku Wrzeszczu
|
Gimnazjum nr 26 w Gdańsku
http://www.gim26.to.pl/

tel. (58 ) 341-02-33 fax. (58 ) 344-05-02
adres: ul. Traugutta 92 80-226 Gdańsk
e-mail: gim26@poczta.onet.pl
Krótka historia gimnazjum
W budynku naszej szkoły przez 42 lata funkcjonowała Szkoła Podstawowa nr 54 im. Jana III Sobieskiego. W roku 2000 w wyniku reformy szkolnictwa została zamknięta, a obowiązek kształcenia młodzieży przejęło Gimnazjum nr 26.
W tym samym roku podczas demokratycznych wyborów społeczność szkolna uznała, że należy odwołać się do chlubnych tradycji i postanowiła obrać za swojego patrona króla Jana III Sobieskiego.
Dzień 09.06.2001 roku to szczególna data na kartach naszej historii. Właśnie wtedy otrzymaliśmy imię i sztandar. Z tej okazji odbyła się wspaniała uroczystość, w której wzięły udział władze miejskie, oświata lokalna, dawni pracownicy szkoły, dyrektorzy, przedstawiciele związków zawodowych, Rada Rodziców, absolwenci i cała społeczność gimnazjalna.
Najbardziej wzruszającą chwilą było przekazanie przez fundatorów uczniom sztandaru, którzy złożyli uroczyste ślubowanie. Całość uświetnił wspaniały program artyczny. Spotkanie było również, okazją do wspomnień, refleksji i sympatycznych spotkań po latach.
Rekrutacja
GIMNAZJUM NR 26 IM. JANA III SOBIESKIEGO Gdańsk 80-226 ul. Traugutta 92 tel. 058 341 02 33 tel/fax 058 344 05 02
TO SZKOŁA
z tytułem „SZKOŁA Z KLASĄ” z certyfikatem Polskiego Towarzystwa Dysleksji „SZKOŁA PRZYJAZNA UCZNIOM Z DYSLEKCJĄ” z Pomorskimi Certyfikatami Jakości Edukacji w zakresie trzech standardów: Kompetencje i rozwój zawodowy pracowników umożliwiają pełną realizację zadań edukacyjnych Opieka i profilaktyka wspomaga ucznia w jego rozwoju Szkoła aktywnie współpracuje ze środowiskiem najlepsza w Gdańsku pod względem liczby laureatów i finalistów konkursów przedmiotowych w roku szk. 2004/05 z osiągnięciami na szczeblu ogólnopolskim w konkursach języka niemieckiego zajmująca I miejsca w innych znaczących konkursach m.in. muzycznym, historycznym, biologicznym której uczniowie osiągają rokrocznie wyniki egzaminów gimnazjalnych wyższe od średniej województwa pomorskiego która współpracuje z europejskimi szkołami w ramach projektu Socrates Comenius i projektu Fundacji G. Grassa.
U NAS MASZ GWARANCJĘ:
edukacji o najwyższej jakości profesjonalnej opieki psychologiczno-pedagogicznej doskonałego przygotowania do egzaminu gimnazjalnego atrakcyjnego, konstruktywnego i bezpiecznego spędzania czasu wolnego poprzez udział w różnego typu zajęciach pozalekcyjnych, korzystanie z nowej czytelni multimedialnej a od nowego roku szkolnego z drugiej pracowni informatycznej
|
70-lecie Szkoła Podstawowa i Gimnazjum w Jazgarzewie
|
W środę 28 maja, w Jazgarzewie świętowano 70-lecie Szkoły Podstawowej oraz nadanie tamtejszemu Zespołowi Szkół imienia Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego - Prymasa Tysiąclecia. Podczas uroczystości, w której uczestniczył biskup Tadeusz Pikus, przekazano uczniom nowe sztandary szkoły.
Na tą potrójną uroczystość zaproszono m.in. biskupa Tadeusza Pikusa, dziekana piaseczyńskiego Zbigniewa Pruchnickiego, lokalne władze, sołtysów okolicznych wsi oraz absolwentów szkoły. Obchody jubileuszu szkoły połączone z nadaniem jej imienia rozpoczęto w kościele parafialnym, gdzie po mszy biskup Tadeusz Pikus poświęcił nowe sztandary.
Kolejna część uroczystości odbyła się w szkole, a udział w niej wzięli z zapałem uczniowie, prezentując bogaty program artystyczny. - To dla nas dzień wyjątkowy, gdyż łączy ze sobą nadanie szkole imienia, przekazania nowych sztandarów oraz jubileusz 70-lecia istnienia w tym budynku szkoły podstawowej - powiedział Dariusz Bruszewski, dyrektor ZS w Jazgarzewie. Podczas uroczystości podkreślano wartości, jakie przekazywał Prymas Stefan Wyszyński, które zdecydowały o wybraniu go na patrona szkoły podstawowej i gimnazjum w Jazgarzewie: patriotyzm, niezłomność, miłość do Boga i ludzi oraz skromność. Nauczyciele są pewni, że jego autorytet będzie pomagał w wychowywaniu uczniów na godnych obywateli i dobrych ludzi.
Po odczytaniu przez dyrektora ZS uchwał rady miejskiej, nadających szkole podstawowej i gimnazjum im. Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego - Prymasa Tysiąclecia, uroczyście przekazano nowe sztandary uczniom, po czym doszło do ślubowania na sztandary.
Szkoła Podstawowa w Jazgarzewie powstała dzięki ofiarności wielu osób, a pierwsze zajęcia odbyły się tam we wrześniu 1937 roku. W latach okupacji hitlerowskiej służyła Niemcom jako magazyn zbożowy i koszary żandarmerii. W latach, gdy funkcję dyrektora szkoły sprawowała Janina Postek, udało się założyć w budynku centralne ogrzewanie. Od 1976 rodzice zbierali fundusze na rozbudowę i modernizację placówki. W końcu w 1998 r wmurowano akt erekcyjny pod budowę hali sportowej, a uroczyście otwarto ją w październiku 1999 roku. Budynek szkoły powiększył się także o sześć sal lekcyjnych. Po reformie oświatowej stał się też siedzibą gimnazjum.
Patron szkoły Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński związany był z lokalnym środowiskiem. Jego siostra Stanisława Jarosz pracowała w Jazgarzewie jako nauczycielka, a w 1949 r ojciec wraz z najmłodszą córką zamieszkali w Zalesiu Dolnym przy ul. Modrzewiowej. Grób sióstr Prymasa Tysiąclecia znajduje się na cmentarzu parafialnym w Jazgarzewie.
W Zespole Szkół uczy się ponad 300 dzieci, które dziś mają już swojego patrona i nowe sztandary. Do pełni szczęścia brakuje im tylko szkolnego boiska sportowego.
autor: Anna Żuber źródło: Kurier Południowy z dnia 2008-05-30
|
Park Ocalałych (ul. Wojska Polskiego)
|
Centrum Dialogu w Parku Ocalałych
Joanna Podolska 2008-11-24, ostatnia aktualizacja 2008-11-25 09:11
Kamień węgielny pod budowę przyszłego Centrum Dialogu został wmurowany w Parku Ocalałych przy ul. Wojska Polskiego. W uroczystości uczestniczyły władze miasta i województwa, fundator z Izraela, a także delegacje łódzkich szkół.
Sześciohektarowy Park Ocalałych powstał z inicjatywy Haliny Elczewskiej, jednej z ocalałych z Litzmannstadt getto. Jest w nim posadzonych ponad 400 drzewek upamiętniających ludzi, którzy przeżyli Holocaust. W przyszłym roku, w 65. rocznicę likwidacji getta, park ma być niemal całkowicie zagospodarowany. Zakończony będzie Pomnik Polaków Ratujących Żydów. Latem mają ruszyć prace budowlane przy Centrum Dialogu.
Gmach interaktywnego ośrodka szkoleniowego zajmującego się historią łódzkich Żydów, a także dialogiem między narodami i religiami, stanie w ciągu kilku lat w Parku Ocalałych. Zaprojektowali go architekci Maciej Kneblewski i Monika Michnowska. Będzie usytuowany na niewielkim wzgórzu, gdzie jeszcze do niedawna stały budynki Łódzkiego Przedsiębiorstwa Ogrodniczego, w pobliżu wznoszonego właśnie pomnika Polaków ratujących Żydów. Inwestycja ma kosztować ponad 12 mln zł. 3 mln dolarów zdecydował się przekazać Mordechai Zisser, biznesmen z Izraela, który ma łódzkie korzenie. Jest założycielem i prezesem Europe Israel Group, zajmującej się projektami deweloperskimi. Buduje hotele, apartamentowce, centra handlowo-rozrywkowe w Izraelu, Indiach, Afryce Południowej i Europie, m.in. w Warszawie i Lublinie.
- Historia mojej rodziny w Polsce sięga 400 lat. Mój ojciec z żoną i dziećmi żył tutaj, w Łodzi. Mam już 53 lata i nadal nie mogę zrozumieć, co się wydarzyło 65 lat temu. Łódź była wspaniałym miastem, ale przyszła wojna i to się skończyło - mówił wczoraj Zisser do młodzieży, która licznie zgromadziła się na uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod Centrum Dialogu. Delegacje szkolne miały sztandary i biało-czerwone szarfy.
Obiekt, którego kamień węgielny został wmurowany w pobliżu tablicy dedykowanej ocalałym z getta, będzie przypominał izraelski Instytut Studiów nad Holocaustem Massuah. To miejsce, gdzie młodzież poznaje historię.
- Centrum Dialogu ma być nastawione na przyszłość, ale musi być zakorzenione w przeszłości - podkreśla prezydent Jerzy Kropiwnicki.
W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz miasta i województwa, politycy, arcybiskup ks. Władysław Ziółek, przedstawiciele społeczności żydowskiej, a także ambasador Izraela w Warszawie. - To wspaniały pomysł, by w Łodzi, mieście z taką niezwykłą przeszłością, powstało Centrum Dialogu. Bo dialog jest podstawą zrozumienia między narodami - mówi ambasador David Peleg.
- Mamy dobrą przeszłość. W Łodzi nigdy nie było większych trudności między przedstawicielami różnych narodowości czy religii. Po bolesnych doświadczeniach wojny trzeba szukać wspólnych korzeni i centrum powinno temu służyć - powiedział "Gazecie" abp Ziółek, który podczas uroczystości wypowiedział piękne słowa modlitwy: "Byśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść, wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda, jedność tam, gdzie panuje zwątpienie, światło tam, gdzie panuje mrok, radość tam, gdzie panuje smutek".
Była też modlitwa w języku hebrajskim, którą powiedział Pinchas Etzioni z gminy wyznaniowej żydowskiej w Łodzi.
- To centrum nie jest dla mojego pokolenia, ale dla młodzieży, która tak licznie przyszła na tę uroczystość, by tutaj zastanawiała się, jak ten okrutny i zły świat powinien być urządzony, aby takie tragiczne wydarzenia, jak Holocaust i wojny, należały już tylko do przeszłości - powiedział "Gazecie" Jerzy Kropiwnicki.
Z modlitwy Jego Magnificencji arcybiskupa Władysław Ziółka
Boże Abrahama, Boże Proroków, Boże Jezusa Chrystusa, spraw, by wznoszone tu Centrum Dialogu było nośnikiem tolerancji, wzajemnego szacunku, solidarności i miłości.
/.../ Byśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść, wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda, jedność tam, gdzie panuje zwątpienie, światło tam, gdzie panuje mrok, radość tam, gdzie panuje smutek.
Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać, nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć, nie tyle szukać miłości, co kochać.
Albowiem dając otrzymujemy, wybaczając zyskujemy przebaczenie, a umierając rodzimy się do wiecznego życia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
|
Święto pułkowe-10pp 05.06.09
|
dziękuję i przekażę.
wstawiam opis uroczystości: Stowarzyszenie postanowiło przywrócić tradycję Święta Pułkowego, obchodzonego w okresie międzywojennym w rocznicę zwycięstwa bitwy pod Trembowlą, którą stoczyli żołnierze „Dziesiątki” na froncie wschodnim 27 czerwca 1919 roku.
Uroczystość nawiązywała do ceremoniału przedwojennego święta. Rozpoczęła się mszą świętą w kościele o.o. Pijarów w intencji poległych i zmarłych żołnierzy 10 Pułku Piechoty, w której uczestniczyły poczty sztandarowe organizacji kombatanckich i poczet sztandarowy ZSP Nr 1.
Główna uroczystość odbyła się w gmachu Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 1 przy ul. Podrzecznej 30(przed wojną w murach tego budynku stacjonowało dowództwo, łączność, pionierzy, orkiestra 10pp). Wzięły w niej udział poczty sztandarowe organizacji kombatanckich. Swą obecnością uroczystość zaszczycili: żyjący żołnierze 10 Pułku Piechoty - Pan Henryk Piklikiewicz, Pan Antoni Grzesiak i Pan Józef Drzewiecki oraz Burmistrz Miasta Łowicza – Pan Krzysztof Jan Kaliński, Prałat Katedry Łowickiej – ksiądz Wiesław Skonieczny, Wizytator Kuratorium Oświaty w Łodzi Delegatura w Skierniewicach – Pan Andrzej Piotrowiak, przedstawiciel Wydziału Edukacji i Sportu Starostwa Powiatu Łowickiego, przedstawiciele Wojska Polskiego, dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych Powiatu Łowickiego, autor Monografii o 10 Pułku Piechoty – Pan Profesor Wiesław Wysocki.
Swoimi wspomnieniami z września 1939 roku podzielił się żołnierz 10 Pułku Piechoty – porucznik Henryk Piklikiewicz. Dyrektor Kolegium Nauczycielskiego w Łowiczu – Pan Bogdan Talarowski ze wzruszeniem przypominał postać swego ojca – Władysława Talarowskiego – żołnierza zawodowego 10 Pułku Piechoty i zaprezentował pamiątki po „tamtych czasach” – odznakę pułkową i nieśmiertelnik ojca.
Tak jak przed laty ważnych punktem uroczystości było złożenie kwiatów pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego przez delegacje reprezentujące gości uczestniczących w Pułkowym Święcie. Szczególną oprawę uroczystości stanowił również występ chóru szkolnego przygotowany pod kierunkiem nauczycieli: Tomasza Walczaka i Piotra Słomy. Chór złożony z Uczniów Technikum Mechatronicznego, Technikum Informatycznego, Technikum Energoelektronicznego i Technikum Mechanicznego zaśpiewał znane wojskowe pieśni: „Wojenko, wojenko”, „Legiony”, „Pierwsza kadrowa”, „Warszawskie dzieci”, „Rozszumiały się wierzby”, „Pałacyk Michla” i „Biały krzyż”. Po występie młodzieży członkowie Stowarzyszenia: Bartłomiej Gałaj i Zbigniew Zagajewski przedstawili prezentację multimedialną – „Dziesiątacy na przestrzeni dziejów”.
Ważnym punktem uroczystości , nawiązującym do tradycji przedwojennego Święta Pułkowego, było symboliczne wręczenie odznak pułkowych członkom Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty. Wręczenia dokonali obecni na uroczystości żołnierze „Dziesiątki”, a odznaki odebrali: Piotr Marciniak, Bartłomiej Gałaj, Zbigniew Zagajewski i Piotr Kapusta. opis przygotowany przez Mariolę Milczarek, Stanisława Grzelaka kilka zdjęć odznaki http://83.18.215.74/wydar..._w_ZSP_/003.jpg
moment wręczenia odznak http://83.18.215.74/wydar..._w_ZSP_/013.jpg
poczet sztandarowy szkoły im 10 ppp http://83.18.215.74/wydar..._w_ZSP_/001.jpg
autor monografii o 10pp prof W.Wysocki http://83.18.215.74/wydar..._w_ZSP_/007.jpg http://www.fotosik.pl/sho...175eb9348bae33d
kombatanci z 10pp od lewej:Józef Drzewiecki, Henryk Piklikiewicz wraz z małżonką (walczyła w powst.warszawskim) oraz Antonii Grzesiak. http://83.18.215.74/wydar...ig_20090605.jpg
|
60 lat Szkoły Ponadgimnazjalnej w Krośnie /O
|
W dniu 09 czerwca 2006 w naszym mieście miało miejsce historyczne wydarzenie. Z okazji 60-lecia istnienia szkoły przy ulicy Szkolnej 1 w Krośnie Odrzańskim odsłonięto tablicę pamiątkową przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych a szkołę nazwano imieniem Władysława Broniewskiego. Główne uroczystości rozpoczęto o godzinie 10.00 Mszą Świętą w Kościele Mariackim Parafii pod wezwaniem Świętej Jadwigi. W asyście honorowej kompanii reprezentacyjnej wojska, naszego miasta, wprowadzono do kościoła sztandary wśród nich miejsce zajął sztandar Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych, który to w czasie mszy poświęcił Ksiądz Biskup Ordynariusz Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej dr Adam Dyczkowski. Z kościoła uroczystość przeniosła się pod budynek szkoły gdzie odsłonięto tablicę.
(Cytat z ulotki informacyjnej wydanej z okazji 60 lat szkoły w Krośnie Odrzańskim) „Budynek, w którym obecnie mieści się Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych wybudowany został w I połowie XIX wieku i od początku związany był z oświatą. 10 września 1945 r. uruchomiono pierwszą szkołę w powojennym Krośnie. W roku szkolnym 1956/46 grono pedagogiczne liczyło 7 nauczycieli szkoły podstawowej (Julian Kuśnierz – pierwszy dyrektor; Antonina Kuśnierz; Ignacy Baniewicz; Maria Pleszkun; Zuzanna Turska; Katarzyna Wimońć; Edward Zimordo, oraz 6 nauczycieli na etacie szkoły średniej: Józef Bojarski; Jan Pleszkun; Irena Krawiec; Jadwiga Łyczakowska; Alina Napsuto; Adam Tokarz. W swojej powojennej historii szkoła przechodziła różne zmiany organizacyjne. - 1946-1948: Miejskie Koedukacyjne Gimnazjum i Liceum w Krośnie nad Odrą; - 1949-1956: Państwowa Szkoła Ogólnokształcąca Stopnia Podstawowego i Licealnego w Krośnie Odrzańskim; - 1956-1964: Szkoła Podstawowa i Liceum Ogólnokształcące w Krośnie Odrzańskim; - 1964-1966: Szkoła Podstawowa i Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Krośnie Odrzańskim; - 1966-1978: Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krośnie Odrzańskim; - 2002-2006: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Krośnie Odrzańskim; - 9 czerwca 2006: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Krośnie Odrzańskim im. Władysława Broniewskiego. Przez kilka lat pracowali w tej szkole obecnie prof. dr hab. Lucjan Agapow – biolog, autor cennych prac z ochrony przyrody oraz prof. zw. dr hab. Edward Pogański –wybitny językoznawca, redaktor słowników ortograficznych. Obecnie w 12 klasach LO uczy się 326 uczniów; 9 klasach LP – 249 uczniów; w 2 klasach TH – 64 uczniów; w jednej klasie TZ – 20 uczniów; w 9 klasach ZSZ – 193 uczniów. W szkole funkcjonują: Klub Europejski, Kółko Teatralne, Klub Recenzenta, gazetka szkolna, pozalekcyjne zajęcia sportowe. Obecnie zatrudnionych jest 59 nauczycieli”. Dalsze uroczystości odbyły się w porcie nad Odrą gdzie nastąpiło przekazanie Sztandaru Szkole ufundowanego przez mieszkańców naszego miasta. Było to święto wszystkich nauczycieli, pracowników i uczniów szkoły.
|
1918 - 1920
|
Warto przeczytać.
Prof. Jerzy Robert Nowak
o. J. Dzisiaj rocznica CUDU NAD WISŁĄ, uroczystość WNIEBOWZIĘCIA NMP, to także z uwagi na tę wygraną zwycięską bitwę, która ochroniła Polskę i Europę przed nawałem bolszewickiego komunizmu. Ten dzień jest także świętem narodowym Wojska Polskiego. Dzisiaj rozmawiamy o tych właśnie wydarzeniach historycznych. O wprowadzenie w temat poprosiliśmy pana profesora Jerzego Roberta Nowaka. Tematem naszych rozmów jest właśnie rocznica CUDU NAD WISŁĄ.
p. prof. J. R. N.: Będę mówił dzisiaj o historii Cudu nad Wisłą i wojnie polsko-sowieckiej 1919-1920 r. Przypominanie tradycji wojny polsko-sowieckiej w 1919-1920r. i słynnego Cudu nad Wisłą 15 sierpnia 1920 r. ma bardzo duże znaczenie pod wielorakimi względami. Z jednej strony jako pamięć bohaterskiego wielkiego zrywu ogólnonarodowego, który zapobiegł już wtedy bolszewizacji Polski i wielkiej części Europy, z drugiej zaś strony przypominanie prawdy o tamtych wielkich dniach, stanowi bardzo ważną część wciąż toczonej bitwy o pamięć. Bitwy o ostateczne wyeliminowanie skutków dziesięcioleci fałszowania i poniżania narodowej historii w dobie komunistycznego PRL, kiedy to przedstawiano wojnę polsko-sowiecką lat 1919-1920 jako rzekomy skutek polskich grabieżczych, imperialnych planów wobec Rosji Sowieckiej, realizowanych przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Kiedy w Polsce wydawano tak plugawe książki, jak książka Stefana Ruskiego ,,Zmowa grabieżców. Awantura Piłsudskiego w 1920 r.", kiedy przez wiele lat przedstawianie postaci wodza Armii Polskiej w 1920 r. marszałka Józefa Piłsudskiego, było zmonopolizowane przez partyjnego historyka - oczerniacza, profesora Andrzeja Garlickiego. Przypomnę tu jeszcze raz słynną najkrótszą recenzję, jaką napisał na temat metod Garlickiego, tego komunistycznego fałszerza historii, profesor Jędrzejewicz z New York. Otóż wysłał on list do profesora Garlickiego w takich słowach: "Szanowny Panie Profesorze, z obrzydzeniem odłożyłem kolejną pana książkę o Piłsudskim." Naszą walkę o pamięć trzeba wciąż kontynuować, bo fałszerze historii w stylu Garlickiego dalej próbują zatruwać umysły naszej młodzieży i wydają szkaradne, pełne fałszu podręczniki zajmując wysokie wpływowe funkcje w życiu naukowym. Cóż, u nas niestety, nie przeprowadzono weryfikacji historyków. W tych warunkach tenże Garlicki mógł być kilkakrotnie dziekanem Wydziału Historii na Uniwersytecie Warszawskim po 1989 r. i przypomnijmy, bo to jest szczególnie ważne ostrzeżenie, na 2 tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jeśli chcemy zadbać o to, by nasze dzieci prawdziwe materiały o Cudzie nad Wisłą, o wojnie polsko-sowieckiej 1919-1920 r. i o tylu innych faktach, to muszą strzec się właśnie niektórych podręczników, takich jak Garlickiego. W księgarniach naszych ciągle bowiem można znaleźć pełne fałszu podręczniki tego oczerniacza Polaków i Kościoła katolickiego, winnego kłamstwa oświęcimskiego. Garlicki pisał między innymi o ilości zamordowanych w Oświęcimiu Cyganów i Żydów, ani słowem nie wspomniał natomiast o tym, że w Oświęcimiu zginęło wiele dziesiątek tysięcy Polaków. Przypomnę, że w podręczniku Garlickiego dostępnym w księgarniach, dalej w najlepsze teraz na początku XXI wieku, w kilkanaście lat po odzyskaniu niepodległości Polski, figurują najskrajniejsze fałsze komunistycznego chowu o polskiej wojnie z sowietami 1920 r.
Pisze się o rzekomej polskiej agresji na Rosję Sowiecką. Polskę obciąża się odpowiedzialnością za rozpoczęcie działań militarnych z Rosją Sowiecką. O stylistyce jakiej jeszcze dziś używa stary, partyjny historyk Garlicki najlepiej świadczy oto taki fragment wydanego parę lat temu jego podręcznika ,,Historia 1815-1939", ,,Polska i świat o roku 1920", gdy pisze na stronie 272: "Grasowały tam oddziały białych Rosjan, którymi dowodził generał Antoni Denikin, oddziały polskie, a także anarchiści, dezerterzy i zwykli bandyci." Czy rzeczywiście oddziały polskie grasowały? Dlaczego Garlicki nie używa określenia "grasowały" wobec wojsk bolszewickich, których grabieżcze wyczyny jakże wymownie uwiecznił sowiecki żołnierz Budionnego pisarz Izaak Babel i takie podręczniki ciągle mamy. Dlatego dalej tak ważna jest nasza bitwa o pamięć, o prostowanie fałszerstw, i tu szczególna może być właśnie i jest rola Radia Maryja. Spojrzałem dzisiaj na programy telewizyjne. Ile w nich jest mowy o wojnie 1919-1920 r., o Cudzie nad Wisłą w rocznicę tak wielką, tak ważną dla Polaków? Cóż się okazało? W programie pierwszym, w święto, tylko o 7.00 rano. Ile osób może oglądać taki program o 7.00 rano w święto, w programie 2 w ogóle nic, było coś w programie 3 bardzo mało oglądanym i w Telewizji Polonia owszem kilka razy, ale to jest parę procent oglądalności. Nie było żadnych, żadnych dosłownie programów, nie ma nic zaznaczone o tej tak ważnej rocznicy. Ani w Telewizji TVN, ani w Telewizji Polsat, i te telewizje są polskimi? No, chyba z nazwy, ale zdumiało i zaszokowało mnie coś innego. Ja nie znalazłem żadnego programu o tak ważnej rocznicy w Telewizji Puls. No, to są naprawdę zdumiewające nieporozumienia, a potem mamy tego typu wielkie zaniedbania wiedzy naszych młodych ludzi, uczniów i studentów o historii Polski. Dlatego tak ważne jest to, co robi Radio Maryja dla naszej bitwy o pamięć.
Przechodząc do konkretnych wydarzeń, ówczesnych spraw wojny polsko-bolszewickiej, muszę zwrócić uwagę najpierw na rzecz szczególnie ważną. Mówiąc o ówczesnej wojnie polsko-bolszewickiej należy przede wszystkim zacząć od uwagi o konieczności wypierania niezgodnego z prawdą historyczną nazewnictwa, zwrotu o wojnie 1920 r. Używano tego zwrotu o wojnie 20 roku w PRL, gdy wmawiano, że wojna Polski z Rosją Sowiecką zaczęła się rzekomo dopiero w kwietniu 1920 r. od rzekomej polskiej napaści na pokojową jakoby i oferującą nam jakoby jak najlepsze granice Rosję Sowiecką, że zaczęła się od tzw. wyprawy kijowskiej Piłsudskiego. W rzeczywistości, wojna polsko-sowiecka trwała z różnymi przerwami trwała 2 lata 1919 i 1920. Już 12 stycznia 1919 r. dowództwo sowieckiej Armii Czerwonej wydało swoim wojskom rozkaz przejścia do drugiej fazy czerwonego marszu na Zachód, to jest wykonania tajnego sowieckiego planu operacja "Wisła" i to są fakty, które są udokumentowane. Można zajrzeć do zagranicznych historyków w tej sprawie do choćby słynnego Normana Davisa. Celem tej operacji miało być, po przejściu przez Polskę, udzielenie pomocy rewolucji komunistycznej w Niemczech, na którą w Rosji Sowieckiej szczególnie liczono. Już w początkach grudnia 1918 r., a więc jeszcze przed tym planem czerwonego marszu, operacją "Wisła" doszło do pierwszych starć polsko-sowieckich. Maszerujące wówczas na Zachód przez Białoruś jednostki Armii Czerwonej zderzyły się z oddziałami polskiej samoobrony w regionie Mińska i Słupska. Na początku potyczki te były korzystne dla Sowietów. Na przełomie grudnia 1918 i stycznia 1919 r. sowieckie odziały przełamały opór oddziałów samoobrony polskiej w Święcianach-Niewidzie. 5 stycznia 1919 r., po trzydniowych ciężkich walkach, Sowieci zmusili do wycofania się wojska polskiego z Wilna. Sytuację oddziałów polskich walczących z ofensywą Armii Czerwonej poważnie utrudniał fakt, że w tym czasie powstające w ogniu walk o granice państwo polskie musiało toczyć bój wobec wielostronnych zagrożeń. Przypomnę tu tylko, że w Wielkopolsce w tym właśnie czasie doszło do niemieckiego natarcia, że zamieszkały głównie przez Polaków Śląsk Cieszyński został zdradziecko zajęty przez wojska czeskie, że w Małopolsce wschodniej nasilały się wówczas krwawe walki Polaków z Ukraińcami galicyjskimi, a na Wołyniu z wojskami Ukrainy nadnieprzańskiej.
Pomimo tylu zagrożeń oddziały polskie w końcu przegrupowały się na wschodzie i stworzyły bardziej skuteczny front przeciw Bolszewikom. 14 lutego 1919 r. niewielki oddział polski odbił z rąk Bolszewików miasteczko Berezę Kartuską, biorąc do niewoli wielu jeńców. W tym czasie w Rosji bolszewickiej nasilały się nadzieje na rychłe przejście do ofensywy komunistycznej dla opanowania całej środkowej i zachodniej Europy. Przypomnę, że 23 marca 1919 r. uzyskano tu wielki sukces. Proklamowano na Węgrzech krótkotrwałą, jak się później okazało 133 dniową komunistyczną Węgierską Republikę Rad, która zresztą na długo, na dziesięciolecia skompromitowała komunizm, ale wtedy była poważnym zagrożeniem. Niedługo po tym, w kwietniu 1919 r. ustanowiono rządy komunistyczne w Bawarii. Naczelnik państwa, Józef Piłsudski, nie zamierzał czekać na sowieckie uderzenie przeciwko centralnej Polsce i 16 kwietnia 1919 r. rozpoczął polskie natarcie na Lidę, Nowogródek, Baranowicze, Wilno. Już po kilku dniach walki udało się z nich wyprzeć Armię Czerwoną. Szczególnie gorące przyjęcie spotkało Józefa Piłsudskiego w zamieszkałym przez większości Polaków Wilnie. Głosząc idee federacji, Piłsudski wydał w Wilnie odezwę do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym między innymi apelował: "Na tej ziemi musi zapanować swoboda, chcę wam dać możność rozwiązywania spraw wewnętrznych, narodowościowych i wyznaniowych, tak jak sami sobie życzyć będziecie." Dywizje generała Edwarda Śmigłego-Rydza rozbiły, podjęte na rozkaz Lenina, przeciwnatarcie bolszewickie na Wilno. Zajęto dalsze znaczące obszary kresowe do momentu zakończenia polskiej ofensywy we wrześniu 1919 roku. W październiku 1919 roku zwycięsko odparto kolejną próbę ofensywy sowieckiej między Dźwiną a Berezyną i doszło na długo do wstrzymania wzajemnych walk.
A teraz się dowiecie o sprawie, która wywołuje duże spory po dziś dzień wśród historyków. W tym czasie bowiem wysunięta została wobec Piłsudskiego propozycja ze strony dowódcy Białej Armii, Denikina, żeby wspólnie uderzyć na Armię Czerwoną. Piłsudski nie przyjął jednak tej propozycji, bojąc się, że biali Denikina głosząc hasło niepodzielnej Rosji będą w końcu jeszcze groźniejszym dla Polski, niż bolszewicy. Z punktu widzenia zagrożeń, jakie potem przyniósł bolszewizm, niektórzy zastanawiają się, czy nie należało pójść z Denikinem, czy jednak nie doprowadzić w ten sposób wspólnie do upadku bolszewizmu? Tyle, że Polska budziła się na niepodległość. Rosja-biała Rosja, gdyby wygrała, to miałaby tym większe poparcie krajów Zachodu. Francja w takich wszelkich sporach terytorialnych, ewentualnie Polska -Rosja, poparłaby Rosję, nie mówiąc o Anglii kierowanej przez szczególnie antypolskiego premiera Lloyda George'a. Ale mówię, sprawa jest bardzo dyskusyjna, do oceny. Teraz, w tyle dziesięcioleci po tym, mogą być nieraz uznawane za gdybanie. Piłsudski chciał szukać i szukał gorączkowo sojuszników dla Polski, ale nie w żadnych białych siłach rosyjskich, lecz wśród narodów, które przedtem, tak jak Polska jęczała pod rosyjskim butem, współdziała z Finlandią przewodzoną przez zdecydowanie antykomunistycznego prezydenta. Ten kraj był mały i odległy. Doprowadził Piłsudski do otwartego militarnego współdziałania z Łotwą. Wojska Polskie były tą siłą, która w decydującej mierze rozstrzygnęła o odbiciu z rąk sowieckich ważnego umocnionego miasta Dyneburga. Polacy przekazali odbite miasto w ręce łotewskie, co jeszcze bardziej umocniło współdziałanie obu krajów. Szukając sojuszników przeciw bolszewikom na początku lutego 1920 roku, Piłsudski wysłał nawet swego posła Tytusa Filipowicza, do tak odległej, ale tradycyjnie propolskiej Gruzji. W tym czasie jednak już okazało się, że rządy mienszewickie w Gruzji i w innych krajach Kaukazkich są już same w stanie ogromnego zagrożenia i tylko walczą o przetrwanie. Warto dodać tutaj o ważnej sile wspierającej polską walkę o kresy z bolszewikami, o konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej POW, działającej od 1914 roku. Peowiacy mieli najsilniejsze odziały na południu, na Ukrainie, często działające na tyłach armii sowieckiej i wyróżniali się w umiejętnościach gromadzenia materiałów wywiadowczych. Próbowano równocześnie prowadzić pokojowe rozmowy z bolszewikami.
Nie przyniosły one jednak żadnego sukcesu ze względu na dwulicowość Rosji Sowieckiej. Bolszewicy gotowi byli na porozumienie i nawet spore ustępstwa wobec Polaków tylko tak długo, jak czuli się zagrożeni przez armię Denikina. Po sukcesie w walkach z Denikinem i odebraniu mu Kijowa bolszewicy natychmiast zerwali rokowania z Polakami. Sowiecki komisarz spraw wojskowych, osławiony Lew Trocki, zapowiedział, że jak tylko skończy z Denikinem, rzuci się na burżuazyjną Polskę i rychło ją zmiażdży. 10 marca 1920 roku naczelny dowódca armii czerwonej Sergiej Kamieniew zatwierdził opracowany przez pułkownika Szaposznikowa plan bolszewickiego najazdu na Europę. Dochodziło do ogromnej koncentracji wojsk sowieckich przeciw Polsce na froncie zachodnim, południowo-wschodnim. Od stycznia do połowy kwietnia 1920 roku siły bolszewickie na froncie zachodnim, a więc tym wymierzonym przede wszystkim przeciw Polsce, wzrosły aż pięciokrotnie. Wbrew kłamstwom różnych komunistycznych i postkomunistycznych historyków typu Garlickiego, obciążających Polskę winą za działania wojenne między Polską a Rosją Sowiecką, obiektywni historycy zagraniczni jednoznacznie wskazują na to, jak Rosjanie nasilali wiosną 1920 roku przygotowania do decydującej napaści na Polskę. Najwybitniejszy zagraniczny znawca dziejów Polski, prof. Norman Davies pisał w słynnym ,,Bożym igrzysku": Armia Czerwona zaczęła formować nad brzegami Berezyny potężne siły ofensywne złożone z 700 tysięcy żołnierzy. 10 marca dowództwo sowieckie dało rozkaz rozpoczęcia wielkiej ofensywy na Zachód. Głównodowodzącym został gen. Michał Tuchaczewski, ale Piłsudski zdławił tę próbę w zarodku. Ostry atak rozpoczęty 24 kwietnia, odważny marsz na Kijów oraz zaciekłe walki nad Berezyną opóźniły pochód wojsk sowieckich". Tyle prof. Norman Davies. Trudno się z nim nie zgodzić w tej sprawie. Piłsudski rzeczywiście obawiał się potężnego ataku sowieckiego. W oparciu o materiały wywiadowcze wiedział jednak dobrze również, że pełna gotowość Armii Czerwonej do uderzenia na Zachód nastąpi dopiero w lipcu 1920 roku. Postanowił uprzedzić sowieckie natarcie. Jak sam wyraził to Piłsudski typową dlań lapidarnością: "Polska musi przygotować się do trzaśnięcia po łapach, dopóki te łapy są jeszcze słabe". W tym samym czasie przygotowując się do boju dla izolowania Polski sowieci rozwinęli niezwykle szeroką, rozwiniętą działalność propagandową w świecie pod hasłem: "Ręce precz od Rosji". Coraz silniejszą działalność rozwinęły w tym kierunku agentury sowieckie działające na Zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych. Warto tu przypomnieć, że ojciec znanego redaktora "Gazety Wyborczej" Dawida Warszawskiego Geberta, Bolesław Gebert - jeden z czołowych niegdyś działaczy Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, chwalił się w wydanej w Polsce w latach osiemdziesiątych książce, jak to on prowadził w 1929 roku udaną, skuteczną akcję dywersyjną wśród Polonii, aby zniechęcić ją do zbierania pomocy finansowej dla zagrożonej Polski.
W kwietniu 1920 r. naczelnik państwa Józef Piłsudski ostatecznie podjął uderzenie wyprzedzające wojska sowieckie. 25 kwietnia 1920 r. wojsko polskie pod dowództwem Piłsudskiego rozpoczęło ofensywę w kierunku Kijowa. Jak akcentował doktor Leszek Szcześniak w świetnie napisanej historii Polski lat 1918-1939, politycznym celem ofensywy polskiej było odtworzenie niepodległego Państwa Ukraińskiego oddzielającego Polskę od Rosji. Celem militarnym zaś uderzenie wyprzedzające, aby rozbić południowe zgrupowanie armii sowieckiej, nim będzie ono gotowe do ataku, a później przerzucić wojska na front białoruski. Armii gen. Rydza Śmigłego udało się bardzo szybko, bo już 7 maja 1920 r. zająć Kijów, gdzie rozpoczął działalność rząd sprzymierzonej z Polską Ukraińskiej Republiki Ludowej i gdzie osadzono garnizon ukraiński. Szybko okazało się jednak, że wojskowy sukces Polski był połowiczny. Armie bolszewickie zdołały uchylić się od decydującego starcia, unikając rozbicia. Zupełnym fiaskiem okazały się, niestety, cele polityczne. Sojusznik Polsk, przywódca ukraiński ataman Szymon Petlura nie miał, jak się okazało, większego wsparcia na Ukrainie. Ukraińcy nie byli, niestety, przygotowani wówczas do niepodległości. To właśnie jest ta wielka różnica z Polską. U nas, w przeciwieństwie do Ukraińców, nie nastąpiła rusyfikacja elit. Przeszkodziły w tym efektywnie przede wszystkim powstania. Niestety, elity w centralnej Ukrainie, w środkowej Ukrainie, na wschodzie były wyraźnie zrusyfikowane i nieprzygotowane do skorzystania z tej wielkiej szansy na niepodległość, jaką miały w 1920 roku. Najdojrzalsi do niepodległości byli Ukraińcy zachodni, w regionie Lwowa, ale ich dążenia do niepodległości zderzyły się z Polakami. Za tę niedojrzałość do niepodległości Ukraińcy ciężko zapłacili. Zapłacili strasznymi rządami bolszewickimi, głodem na Ukrainie, który kosztował ich 7-8 mln ofiar w latach trzydziestych. Jacek Kuroń w swoim skrajnie antypolskim tekście publikowanym 1,5 miesiąca temu w "Gazecie Wyborczej" oskarżał, że Polacy jakoby zdradzili Ukraińców rezygnując przez zawarcie traktatu ryskiego z dalszego wspierania Ukraińców. Nieprawda, to nie Polacy zdradzili Ukraińców w 1920-21 roku. To Ukraińcy sami zdradzili wówczas siebie nie będąc przygotowani duchowo do walki o swą własną niepodległość. Tracą szansę jaką mieli do walki obok Polaków przeciwko bolszewikom. Bolszewicy wobec ofensywy polskiej, postanowili sięgnąć do wszelkich rezerw, nawet do wykorzystania byłych oficerów armii carskiej, dotąd maltretowanych przez nich i rozstrzeliwanych. W imieniu bolszewików były wódz naczelny armii carskiej, za jej zgodą gen. Brusiłow wystąpił z apelem do swych dawnych carskich oficerów, aby nie szczędząc życia walczyli, aby bronić drogiej nam Rosji i nie dopuścić do jej uszczuplenia na rzecz Polski. Na jego wezwanie do armii bolszewickiej walczącej z Polską ruszyło 40 tys. byłych oficerów carskich. Pod koniec maja 1920 r. Rosjanie rozpoczęli kontrofensywę przeciw wojskom polskim. Szczególną rolę odegrała w niej niezwykle okrutna w swych działaniach Pierwsza Armia Konna kierowana przez półanalfabetę Siemiona Budionnego. Barbarzyńskie mordy i gwałty popełniane przez tą armię tworzyły wokół niej powszechną aurę strachu.
Jak pisał Norman Davies o żołnierzach konnych armii Budionnego: "W oczach Polaków stanowili nowe w cielenie hord Dżingis Chana". Żołnierze Budionnego palili szpitale z rannymi, wycinali w pień jeńców, nie znali żadnej litości." Watahy tej 16-tysiecznej armii zdołały znaleźć lukę w polskiej obronie i przedostać się na polskie tyły. W tej sytuacji gen. Rydz-Śmigły zdecydował się na opuszczenie Kijowa, aby dopaść i zniszczyć konarmię, co było czymś niezmiernie trudnym ze względu na niezwykłą ruchliwość armii Budionnego. Warto tu przypomnieć, że dowodzący oddziałami o sile 16 tysięcy szabel Budionny marzył o stworzeniu konnicy w sile dawnej kawalerii carskiej. Armia carska dysponowała 40 dywizjami jazdy, czyli w sumie 300 (trzystu) tysiącami szabel. "Gdybym miał te trzysta tysięcy szabel - marzył kiedyś Budionny - przeorałbym całą Polskę, a przed końcem lata kopyta naszych koni zadudniłyby na placach Paryża." W końcu czerwca 1920 roku dowództwo Armii Czerwonej na froncie zachodnim zdecydowało o podjęciu decydującej ofensywy przeciw Polsce. W rozkazie dziennym z 2 lipca 1920 roku dowódca armii sowieckiej, gen. Tuchaczewski, tak wyjaśniał główne cele ofensywy sowieckiej przeciw Polsce - warto pamiętać o tych zdaniach pokazujących jak sowieci traktowali Polaków, otóż dokładne stwierdzenia Tuchaczewskiego: - "Armia spod czerwonego sztandaru i armia łupieżczego białego orła stają twarz w twarz w śmiertelnym pojedynku. Ponad martwym ciałem białej Polski jaśnieje droga ku ogólnoświatowej pożodze." Na szczęście ciało białej Polski nie okazało się martwe i nie doszło do ogólnoświatowej pożogi. 4 lipca zaczęła się decydująca sowiecka ofensywa przeciw Polsce. Polacy musieli wycofać się z Mińska, bolszewicy zajęli też Wilno, przy pomocy Litwinów, którzy uderzyli na tyły broniących miasto wojsk polskich. Czerwona Armia zdobyła Grodno, Białystok, Bielsk. W Białymstoku zatrzymał się tymczasowy rząd prosowiecki - taki rząd zdrajców-targowiczan z Marchlewskim, Tonem, Dzierżyńskim, Józefem Unszlichtem, bratem skądinąd wybitnego polskiego patrioty Juliana Unszlichta. Warto dodać jednak, że konsekwentnie po stronie Polaków działały białoruskie oddziały gen. Stanisława Bułak-Białachowicza, które występowały pod oficjalną nazwą Białoruskiej Armii Narodowej. Zagrożenie Polski było wtedy jednak straszne. Piłsudki tak scharakteryzował swoje ówczesne wrażenia, naprawdę przygnębiające na widok ataku sowieckiego: "Ten nieustanny, robaczkowy ruch większej ilości nieprzyjaciela, przerywany od czasu do czasu jak gdyby skokami, ruch trwający tygodnie, sprawia wrażenie czegoś nieodpartego, nasuwającego się jak jakaś ciężka potworna chmura, dla której przegrody się nie znajdzie. Jest w tym coś beznadziejnego, łamiącego wewnętrzne wartości człowieka i tłumu. Pod wrażeniem tej nasuwającej się chmury gradowej łamało się państwo, chwiały się charaktery, miękły serca żołnierzy.
Dla naszej polskiej strony, pod wpływem wydarzeń wytwarzał się coraz wyraźniej i coraz jaśniej poza frontem zewnętrznym front wewnętrzny." Na szczęście, jak się okazało, duch żołnierzy i duch obywateli nie załamał się na trwałe. Wraz z wkroczeniem Rosjan na tereny bliższe Warszawie, opór Polski coraz bardziej się potęgował - opór Polski samotnej, Polski zagrożonej. W tych trudnych chwilach okazało się, że nie możemy liczyć na żadną skuteczną pomoc Zachodu, poza przysłaniem misji wojskowych, w tym gen. Weyganda z Francji. Alianci zdecydowali, że nie udzielą bezpośredniej pomocy Polakom. Najbardziej wrogo zachowywał się premier Anglii Lloyd George - nasz przeciwnik już w czasie konferencji pokojowej w Wersalu, korzystający z porad ogromnie antypolskiego doradcy, Żyda z Polski, Namiera. Jedyna faktyczna, acz bardzo niewielka pomoc zbrojna, to byli lotnicy amerykańscy - eskadra Kościuszko, dowodzona przez mjr Fanteleroya. Chcieli pomóc nam Węgrzy, którymi kierował wtedy, był przywódcą kraju przez całe dziesięciolecia, admirał Horty, bardzo propolsko nastawiony. Chcieli posłać nawet oddziały zbrojne, ale nie zgodzili się na to Czesi - konsekwentnie niechętnie do Polski nastawieni, krótkowzroczni - bo przecież jakby Polska upadła, to by bardzo szybko też połknięto Czechy. Masaryk i Benesz, ówcześni przywódcy czescy - prezydent Masaryk i późniejszy prezydent Benesz - wręcz mówili przedstawicielom aliantów, żeby się nie angażowali w pomoc Polsce, bo Polska i tak upadnie. Cieszyli się z ataku sowieckiego na Polskę, z postępów ofensywy sowieckiej, Niemcy. Zapobiegali tranzytowi materiałów wojskowych dla polski, blokowali ten tranzyt przez ich tereny. Doszło do strajku portowców w Gdańsku, blokującego wyładowanie sprzętu wojskowego dla Polski. Ale było coś jeszcze gorszego: doszło do tajnych rokowań sowieckich i niemieckich w Berlinie, gdzie już projektowano rozbiór Polski, jako wstęp do obalenia Traktatu Wersalskiego. 13 sierpnia 1920 roku władze sowieckie przekazały Niemcom zdobyte na Polakach Działdowo. Po ogłoszeniu fałszywej informacji o upadku Warszawy 16 sierpnia, w Gliwicach doszło do wielkiej manifestacji tłumu Niemców wyrażających radość z okazji zwycięstwa sowietów. Sowieci po zwycięstwach nad Polską, pewni siebie, chcieli nam podyktować druzgocące warunki pokojowe. Przedstawił je przewodniczący delegacji sowieckiej w Anglii - Kamieniew. Warunki te przewidywały: granicę na linii Curzona polsko-sowiecką, redukcja polskiej armii, uzbrojenie w Polsce milicji ludowej przez Armię Czerwoną - już można przewidywać, jak by to wyglądało - ponowny transport wszelkich transportów sowieckich prze Polskę. Premier Anglii Lloyd George poparł warunki sowieckie jako uzasadnione i poparł je parlament angielski. Widzimy więc do jakiego stopnia Polska była osamotniona. Dowódca armii sowieckiej planował uderzyć na Warszawę od frontu 12 sierpnia. Liczono na całkowitą demoralizację ciągle uchodzących wojsk polskich. Nie doceniono narastającej siły oporu.
Angielski obserwator sytuacji w Polsce, lord D'Abernon, był zaskoczony w swoich obserwacjach sytuacją w Polsce, właśnie wtedy, pomimo tylu niepowodzeń na frontach. 26 lipca 1920 roku odnotował: "Nie przestaję zdumiewać się nad brakiem paniki, nad brakiem jakiegokolwiek zaniepokojenia." 27 lipca: "Prezes Rady Ministrów, gospodarz wiejski (tu chodzi o Witosa), wyjechał dzisiaj zbierać swoje zboże z pola, nikt w tym nie widzi nic nadzwyczajnego." 3 sierpnia: "Zwiedziłem wczoraj północne okolice Warszawy, którymi biegnie droga na odwrót. Spodziewałem się ujrzeć na tej drodze oddziały wojsk i pociągi z amunicją i uciekinierów, ruch jednakże był niewielki. Ludność tutejsza była świadkiem tylu inwazji, że przestała po prostu zwracać uwagę." 13 sierpnia: "Brak wszelkiej paniki wśród szerokich mas ludności jest wprost niezwykły. Wyższe warstwy społeczeństwa opuściły już miasto, pozostawiając w wielu wypadkach swe zbiory malarskie i inne kosztowności na opiece władz muzealnych. Warszawa tylekroć była już okupowana przez obce wojska, że grożące jej dzisiaj niebezpieczeństwo nie wywołuje wśród mieszkańców ani podniecenia, ani paniki spotykanej w miastach, które nie doświadczały jeszcze zbrojnych, nieprzyjacielskich podbojów." Co najważniejsze jednak: wraz z zbliżaniem się wojsk sowieckich w stronę Warszawy coraz bardziej narastał opór. Ludzie byli świadomi, czym może grozić kolejne podporządkowanie, podbicie przez Rosję. Nie ważne, że była to Rosja sowiecka, zbyt dobrze pamiętano inną Rosję i Naród stawał w ogromnym stopniu do walki. Zawiodły nadzieje sowietów na wywołanie buntu przeciwko władzy ze strony robotników. Właśnie Polska Partia Socjalistyczna w Warszawie była duszą obrony wśród robotników warszawskich. Tymczasem Piłsudski, przygotowując plan kontrofensywy, nie miał zbyt dużego wyboru. Nie mógł wyprowadzić kontrofensywy z lewej flanki, gdyż jego pozycje zostały już tu oskrzydlone przez sowiecką kawalerię, nie rozważał możliwości ataku z centrum, gdyż słusznie, w tym właśnie miejscu, oczekiwał frontalnego ataku bolszewików. Nie mógł przypuścić ofensywy na froncie południowym, gdyż jego wojska znajdowały się tam trzysta kilometrów od głównego teatru wydarzeń. Pozostała mu tylko jedna poważna możliwość: kontrofensywa na prawo od centrum, w punkcie, gdzie można było zgromadzić siły uderzeniowe obejmujące jednostki zarówno z frontu północnego jak i południowego.
Rozważał te wszystkie możliwości w nocy, a rano przyjął szefa sztabu Rozwadowskiego i wspólnie rozpracowali szczegóły. Rozwadowski wskazał na znaczenie rzeki Wieprz sto kilometrów na południe od Warszawy jako linii oparcia dla kontrofensywy. Do wieczora rozkaz nr 8358/3 z 6 sierpnia 1920 roku, opublikowany przez naczelne dowództwo i podpisany przez Rozwadowskiego, był gotowy i został wydany. Norman Davies w książce "Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda - O wojnie 1919-1920 roku", w książce bardzo ciekawej, którą chciałbym ogromnie polecić słuchaczom Radia Maryja, pisał na temat rozkazu decydującego o planie kontrofensywy: "Niekończące się spory na temat autorstwa tego sławnego rozkazu są nieistotne. To, czy szczegóły zostały nakreślone przez Piłsudskiego, Rozwadowskiego, Weyganda, przez nich wszystkich czy nawet przez kogoś innego, nie ma znaczenia. Każdy średnio kompetentny strateg zaznajomiony z warunkami wojowania na kresach przyznałby, że takie dyrektywy były pożądane. Zasadnicza decyzja nie dotyczyła wszakże szczegółów. W istocie chodziło o sąd moralny. Czy można ważyć się na przegrupowanie całego wojska w ciągu jednego tygodnia? Czy armia może ryzykować na ruszenie szyku bojowego w sytuacji, gdy wróg puka już do wrót stolicy? Taka decyzja mogła należeć tylko do wodza naczelnego i tym, który ją podjął, był Piłsudski. Rozkaz 6 sierpnia utworzył trzy fronty z istniejących dwóch i zmienił nie do poznania rozlokowanie polskich armii. I o to właśnie szczególnie chodziło, o takie przegrupowanie, które by zaskoczyło sowietów. Front północny rozciągał się od Pułtuska nad Narwią do Dęblina nad Wisłą i został przydzielony gen. Józefowi Hallerowi. Następna była 5 armia gen. Sikorskiego, której zadaniem było powstrzymanie ruchliwego prawego skrzydła nieprzyjaciela na północ od Warszawy. W sektorze warszawskim znajdowała się pierwsza armia gen. Latinika oraz druga armia gen. Roli, który miał utrzymać okalające stolice linie obrony przy wsparciu strategicznych rezerw pod dowództwem gen. Żeligowskiego. Front środkowy rozciągał się od Dęblina do Brodów w Galicji, był podporządkowany osobiście Piłsudskiemu, obejmował on główne siły uderzeniowe pod dowództwem gen. Rydza-Śmigłego.
Takie przegrupowanie wymagało - jak pisze Norman Davies - przeprowadzenia operacji o niewyobrażalnej skali. Piłsudski opisał je jako "ponad ludzką możliwość". Tu znów zacytuję Normana Daviesa: "W momencie otrzymania rozkazu wiele jednostek uczestniczyło w walce, wiele znajdowało się w stanie wyczerpania, po pięciu tygodniach odwrotu. Teraz wymagano od nich oderwania się od nieprzyjaciela, zmiany dowodzenia, pójścia wzdłuż przedpola i zmiany wszystkich linii komunikacyjnych, a wreszcie dotarcia w ciągu pięciu dni na pozycje odległe nieraz o 150 - 300 kilometrów. To, że Piłsudski uznał takie przedsięwzięcie za wykonalne, było jego osobistym aktem wiary. To, że je zasadniczo zrealizowano, było cudem i to cudem w sferze organizacji sztabu i łączności sztabowej, gdzie tak wielu obserwatorów stwierdzało brak kompetencji polskich sił zbrojnych." Tak jak więc widzimy, angielski historyk, skądinąd Walijczyk z pochodzenia, nazywa cudem, prawdziwym cudem to, co nastąpiło wtedy w walkach sierpnia 1920 roku. Na odcinku pod Radzyminem dowodził gen. Józef Haller owiany legendą Błękitnej Armii. Jednym z najlepszych dowódców tam walczących był gen. Latini. W krwawych bojach pod Radzyminem, Zielonką i Ossowem I Armia gen. Franciszka Latnika odparła ataki wroga i 15 sierpnia sama przeszła do działań zaczepnych. Za moment przełomowy w walkach o Warszawę uważa się atak batalionu Stefana Pogonowskiego pod Wólką Radzymińską przypuszczony z 14 na 15 sierpnia na tyły dywizji rosyjskiej. Pogonowski poległ na polu chwały, a Rosjanie zaczęli się cofać. Warto przypomnieć mocniej to nazwisko, Pogonowski jest jednym z przodków, krewnych słynnego naukowca - profesora Iwo Cypriana Pogonowskiego - naukowca polonijnego, tak pięknie walczącego o dobre imię Polaków, ostatnio nieraz publikującego na łamach "Naszego Dziennika", a prezentowanego już w jednej z moich nocnych audycji, także w Radiu Maryja. Kilka godzin wcześniej, przed tym atakiem batalionu Stefana Pogonowskiego, w bitwie pod Ossowem, zginął ksiądz Ignacy Skorupka - ksiądz bohater, pełniący posługi kapłańskie na pierwszej linii walki. Nieprzypadkowo ten dzień - 15 sierpnia - uznany został dniem Święta Żołnierza Polskiego. Wcześniej, 14 sierpnia, ofensywę znad Wkry rozpoczęła V Armia gen. Władysława Sikorskiego, wbijając się klinem we front sowiecki. 16 sierpnia ruszyła znad Wieprza Grupa Manewrowa pod dowództwem Naczelnego Wodza i po rozniesieniu tzw. grupy mozyrskiej wojsk sowieckich wyszła na ich tyły gromiąc wojska Tuchaczewskiego. Od tej pory rozpoczął się gwałtowny pościg za uciekającymi wojskami sowieckimi, aż po granice pruskie. Szczególnym takim elementem tego pościgu było doprowadzenie do ucieczki, do klęski słynnego konnego korpusu Gaja, który przedtem zadał tyle szkód Polakom. 25 sierpnia sowiecki korpus konny Gaja, uchodząc przed Polakami schronił się do Niemiec. Bezpośrednie skutki tej bitwy były oczywiste dla wszystkich. Jak skomentował Norman Davies: "Wojska Tuchaczewskiego uciekały co sił w nogach. Los Rzeczypospolitej Polskiej przestał wisieć na włosku. Z pięciu armii, które 4 lipca wyruszyły na Zachód jedna przestała istnieć, dwie zostały zdziesiątkowane, a dwie poważnie pokiereszowane. Bardzo wiele tysięcy jeńców rosyjskich, strata ponad stu tysięcy ludzi przez Armię Czerwoną, wszystko to spowodowało już fatalną sytuację dla Rosjan." Rosjanie niekiedy próbują usprawiedliwić swoją klęskę pod Warszawą niesubordynacją Budionnego i Stalina - chodziło o to, że tamci uparli się za zdobyciem za wszelką cenę Lwowa, nie śpiesząc z pomocą armii Tuchaczewskiego, ale jest to tylko jedno z wielu wytłumaczeń klęski, o której w decydującej mierze zadecydował bitewny zapał Polaków, ogromny patriotyzm polski, walka o zagrożoną Ojczyznę.
Polska ofensywa postępowała dalej, rozbito przedtem tak niebezpieczną dla Polaków armię konną pod Komarowem koło Zamościa. Może tu warto o tej bitwie wspomnieć osobno, bo w bitwie pod Komarowem doszło, według ocen historyków do największego od 1813 roku, tj. od słynnej Bitwy Narodów pod Lipskiem, boju kawalerii i ostatniego i największego zarazem boju w historii europejskiej. Pierwsza dywizja jazdy płk. Juliusza Rommla, a później wsławionego w 1939 roku przy obronie Warszawy stoczyła całodzienny zwycięski bój z dwoma dywizjami konarmii. Następnego dnia konarmia została rozbita, a resztki jej uszły za Bug. Wśród uciekających, jak przypominał dr Andrzej Leszek Szcześniak, znaleźli się późniejsi marszałkowie ZSRR: Budionny, Dziuleniew, Woroszyłow, Timoszenko, a prawdopodobnie i komisarz frontu Józef Haller. Rosjanie mścili się za to po latach. Dowodzący polską akcją gen. Stanisław Haller stracony został wiele lat później w Charkowie. Przypomnijmy, że prawdopodobnie to wymordowanie polskich oficerów w Katyniu też było jednym z elementów tej zemsty rosyjskiej za to upokorzenie jakie przeżył Stalin i inni towarzysze uchodząc przed Polakami. Tuchaczewski planował jeszcze podjęcie nowej ofensywy, odtworzenie swoich armii nad Niemnem, ale wszystkie plany mu się rozpierzchły, bo Polacy pierwsi rozpoczęli natarcie 20 września w wielkiej bitwie nad Niemnem.
Zaczęła się ona od stoczenia ciężkiego boju o Grodno, gdy z rejonu Sejn wyszło polskie uderzenie oskrzydlające kierowane przez gen. Rydza-Śmigłego. W wyniku uderzenia zdobyto Lidę i zagrożono tyłom Armii Czerwonej - to znów zadecydowało o losach całej bitwy. Armie sowieckie w popłochu rozpoczęły odwrót, dywizje polskie dotarły do Dźwiny i zajęły Mińsk. 18 października walki ustały, trwały rokowania pokojowe, w których ustalono przypuszczalny przebieg granic. Może jeszcze warto wspomnieć, w kontekście tego wielkiego zwycięstwa polskiego o tych, którzy próbują wyrwać go Polakom, którzy próbują przypisać zwycięstwo będącemu przy polskim sztabie, w roli obserwatora, francuskiego gen. Weyganda. Weygand był od początku w bardzo niekorzystnej sytuacji u Polaków. On, szef sztabu marszałka Focha, naczelnego wodza zwycięskiej Europy, spodziewał się, że w Polsce powitają go same hołdy i wyrazy poważania, ale od początku znalazł się w bardzo trudnej sytuacji - nie miał żadnej odpowiedzi na początkowe pytanie zadane przez Piłsudskiego: "Ile dywizji pan przywiózł nam?" - nie przywiózł ani jednej, nie przywiózł nawet batalionu. Jak to najlepiej komentuje Norman Davies: "Weygand czuł się jak ryba na piasku. Ten człowiek nawykły do wydawania rozkazów znalazł się wśród ludzi, którzy nie mieli ochoty ich wykonywać, ten rzecznik obrony musiał znosić towarzystwo entuzjastów ataku." Potem wspominał, że wojnę w Polsce wygrano wbrew wszelkim wojennym zasadom (tutaj uśmiech profesora J. R. Nowaka). Weygand wrócił do Francji i sam był zaskoczony, że nagle powitały go tłumy, nagle zrobiono owację. Był pierwszą zdezorientowaną ofiarą oraz głównym beneficjentem krążącej już legendy, że to on, gen. Weygand jest zwycięzcą z Warszawy. Legenda o rzekomym wkładzie Weyganda, decydującym wkładzie, w zwycięstwo pod Warszawą stanowi doskonały przykład zasady - komentował Norman Davies - że w historii mniej ważne jest to, co się naprawdę wydarzyło niż to w co ludzie wierzą, że się wydarzyło. Po zwycięskiej dla Polaków wojnie zawarto traktat pokojowy z Rosją w Rydze. Do najważniejszych jego postanowień należało ustalenie granicy między Polską a Rosją i Ukrainą radziecką; Rosją i Ukraina zobowiązały się do zwrócenia Polsce skarbów kultury zagrabionych przez carat, zwrotu taboru kolejowego, mienia prywatnego oraz do wypłacenia 30 milionów rubli w złocie jako rekompensaty za udział Polski w życiu gospodarczym Rosji - to postanowienie całkowicie złamano, Polsce nie zwrócono skarbów kultury i to nieraz bardzo dużych, przede wszystkim zrabowanych w czasach pierwszych rozbiorów. Czytałem kiedyś, w jakimś artykule, że jeszcze w latach sześćdziesiątych np. w Rosji były nie rozpakowane skrzynie z książkami z Biblioteki biskupa Załuskiego zagrabionej po latach sześćdziesiątych XVIII wieku. Trzecie: obie strony zrzekły się wzajemnie odszkodowań wojennych, czwarte: obie strony zobowiązały się do wzajemnego poszanowania suwerenności państwowej i powstrzymywania się od jakiejkolwiek ingerencji w sprawy strony drugiej, zwłaszcza od agitacji i propagandy - ten punkt też złamali sowieci.
W efekcie Polska osiągnęła zwycięstwo, ale przegrała koncepcja federacyjna, forsowana przez Piłsudskiego. W czasie rokowań delegacja polska zdominowana przez Narodową Demokrację ze Stanisławem Grabskim zrezygnowała z popierania niezawisłości Ukrainy i wzięto tereny znacznie mniejsze, niż nawet nam oferowali Rosjanie. Kto miał rację w tej sprawie? To znów wymaga dłuższej dyskusji - ja sam bym był bardzo mocno za federacją, ale przyznaję, że były też ogromne zagrożenia w przypadku zrealizowania planu federacyjnego w oparciu o znacznie większe tereny niż te, które dostały się ostatecznie Polsce w pakcie ryskim. To znaczy, z jednej strony nieraz myślałem, jak to byłoby dobrze, gdyby przy Polsce była w formie sfederowanej Ukraina i Białoruś, żeby tworzyły jakiś taki rodzaj Piemontu, mając dużo większe prawa od tych, jakie mieli Ukraińcy w Rosji Sowieckiej, działałyby przyciągająco na Rosję. Ale mogły być też odwrotne skutki. Ja może przypomnę, że w 1918 roku, w listopadzie, Stanisław Grabski, który miał takie wpływy w delegacji polskiej, wtedy przy zawarciu traktatu ryskiego, ten sam Stanisław Grabski opisywał rozmowy z Żydami: "Dlaczego nie powiodły się próby, podejmowane przez Dmowskiego, porozumienia pomiędzy Demokracją Narodową a Żydami?" Otóż dlatego, że strona żydowska wystąpiła z postulatem, że mogą zgodzić się na współdziałanie z Polakami tylko pod takim warunkiem, że granica Polski będzie na Bugu, albo będzie odpowiadała granicy sprzed pierwszego rozbioru z 1772 roku - dlaczego? Otóż chodziło o to, że około trzy miliony Żydów żyło w Polsce i około trzy miliony Żydów żyło w Rosji i Żydzi chcieli, żeby ich zwarte masy żydowskie znalazły się w jednym kraju: jeśli granica sprzed 1772, to w Polsce, jeśli granica na Bugu, to w przeważającej mierze w Rosji. Jeszcze był inny warunek, że tam, na terenach wschodnich, byłby rodzaj kondominium polsko-żydowskiego. I Polacy, przedstawiciele endecji, bardzo słusznie, nie mogli się zgodzić na tego typu rozwiązanie, bo oznaczałoby to dodatkowe, bardzo wielkie rzesze ludności ukraińskiej, białoruskiej, które by mogły jeszcze bardziej rozmyć narodowościowy charakter Polski, a poza tym mogłoby to się okazać bardzo kosztowne dla przyszłego państwa polskiego. To mówię o tych skomplikowanych, jakże trudnych wyborach, decyzji w owym czasie.
Ale powróćmy do samych efektów zwycięstwa w wojnie sowiecko-polskiej, sławnego Cudu nad Wisłą. Angielski przedstawiciel w Polsce, lord D'Abernon, doceniając efekty tego zwycięstwa powołał się na sławny urywek z książki Gibbona i dodał własny komentarz: "Gdyby Karol Marchel nie zahamował podbojów saraceńskich w bitwie pod Tour, to niewątpliwie wykładano by dziś Koran w uczelniach Oxfordu, a uczniowie staraliby się udowadniać ludności świętość i prawdę objawień Mahometa." - lord D'Abernon komentował: "Gdyby Piłsudski, Weygand w bitwie pod Warszawą nie zdołali powstrzymać tryumfalnego pochodu, to nie tylko chrześcijaństwo doznałoby klęski, lecz i cała cywilizacja Zachodnia znalazłby się w niebezpieczeństwie". Bitwa pod Tour ocaliła naszych przodków brytyjskich oraz ich galicyjskich sąsiadów od jarzma Koranu, bitwa natomiast pod Warszawą, rzec można śmiało, wybawiła środkową a także częściowo i zachodnią Europę od jeszcze bardziej wywrotowego niebezpieczeństwa, to jest od fanatycznej tyranii sowietów. Zasadnicze znaczenie polskiego zwycięstwa nie ulega najmniejszej wątpliwości: gdyby wojska sowieckie przełamały opór Armii Polskiej, zdobyły Warszawę, wówczas bolszewizm ogarnąłby Europę Środkową, a być może przeniknąłby cały kontynent." Bezpośrednio zyskały na zwycięstwie Polski - dodam tu - kraje bałtyckie. Anastaz Terleskaz, jeden z bardziej znaczących publicystów i polityków litewskich, krytykując kiedyś swoich litewskich rodaków za ciągłe ataki przeciw Polsce, przypomniał między innymi, że gdyby nie zwycięstwo Polski w 1920 roku, to Litwa musiałaby dwadzieścia lat dłużej żyć w rosyjskim jarzmie i przeżyć dwadzieścia lat więcej rusyfikacji, a dla takiego małego narodu to były wprost groźby niewyobrażalne. Zyskały na naszym zwycięstwie Czechy, które, gdyby rozbito Polskę, zmuszono by do kolaboracji, zyskały Węgry, gdzie groził ponowny nawrót Republiki, Rad antynarodowej i antykościelnej. Obawiano się ciągle, że dojdzie do powrotu Beli Kuna, komunistycznego dyktatora. Ja muszę powiedzieć, że jest to sprawa ogromnie ciekawa. Zajmując się Węgrami, w pewnym momencie zorientowałem się, że u wpływowych węgierskich komunistów starych pokoleń istnieje ogromnie silna niechęć do Polski. Szukając tego źródeł najczęściej natykałem się na to, że nie mogli znieść pamięci, jak triumf Polski uniemożliwił ich powrót, ich - komunistów powrót triumfalny obok zwycięskiej armii sowieckiej, do Węgier. Myślę, że przy tych sprawach historii roku 1920 zbyt często powtarzają się spory o to, czyj rozkaz, czyj plan zadecydował. To są ciągle pochodne sporów czy większy był Dmowski czy Piłsudski i w rezultacie rzutuje to na stosunek. Piłsudski lub Rozwadowski... Ja jestem przeciwko tego typom niechęciom.
Nie te rzeczy, nie te konflikty są najważniejsze. Trzeba badać historię i podawać dokładne konkretne fakty, ale przy ocenie różnych wielkich osób z polskiej historii trzeba pamiętać o całości ich życiorysu. Dla mnie Piłsudski to nie jest tylko rok 1920, to nie jest tylko jego działalność w przeszłości, wcześniejsza, to jest także np. rok 1933, kiedy wystąpił z projektem wojny prewencyjnej przeciwko Niemcom, projektem, o którym angielski wiceminister spraw zagranicznych napisał, że gdyby przyjęto projekt przenikliwego Polaka to w wojnie przeciwko Niemcom zginęłoby nie 30 milionów ale 30 tysięcy osób. Także wiele spraw składa się na ocenę, jak wybity był dany polityk. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że wielkimi Polakami był zarówno Piłsudski jak i Dmowski, Witos jak i Korfanty, czy Eugeniusz Kwiatkowski, czy Władysław Grabski. Wtedy Polska, Druga Rzeczpospolita znalazła na swoje szczęście tak liczne wybitne postacie, jeszcze można było dodać wiele niewymienionych. Wtedy znalazła i dzięki temu mogła tak wiele zrobić. Dzisiaj, w kilkanaście lat po zmianach 1989 roku widzimy, jaką katastrofą Polski w ostatnich latach jest to, że nie postawiła na swoim czele żadnego z tak wielkich ludzi, że nasze pseudo-elity wydały zbyt wielką ilość gnomów, ludzi którzy nie potrafią kontynuować tych pięknych, wspaniałych tradycji elit polskich z okresu po 1918 roku. I dlatego tak ważne jest przypominanie zasług tamtych elit i znaczenia tych jakże pięknych tradycji ówczesnych czynów bojowych, zapewnienia Polsce granic w tak trudnej ówczesnej sytuacji, poprzez uparty i konsekwentny bój i heroizm całego Narodu. Dziękuję bardzo.
o. Jacek Cydzik CSsR: I my dziękujemy. To wykład pana prof. Jerzego Roberta Nowaka...
|
| |
|
|